Zasłużone trzy punkty przypadły zawodnikom Lecha Poznań, fenomenalna gra, a przede wszystkim skuteczność pod bramką Cabaja dała im zwycięstwo w meczu przyjaźni.

Na stadionie przy ulicy Bułgarskiej kibice zasiadać mogli tylko i wyłącznie na trybunach znajdujących się za bramkami. Od pierwszych minut na murawie toczyła się zażarta walka o każdy metr boiska. Akcje prowadzone były tak energicznie, że szansę na otworzenie wyniku już w 6. minucie miał Lewandowski, który po podaniu Stilica znalazł się w sytuacji sam na sam z Cabajem, jednak jego zwód zawiódł i piłka uciekła mu za daleko, co ostatecznie zakończyło się strzałem w boczną siatkę.
14 minut później doszło do sensacji! Mimo wyraźnej przewagi Lecha, to krakowianie wyszli na prowadzenie. Po świetnie poprowadzonej kontrze do bramki Buricia z niespełna 18 metrów strzelił Suvorov. Była to przepiękna bramka, która może kandydować na miano strzału kolejki.
Piłkarze „Kolejorza” nie kazali długo czekać na wyrównanie, bowiem trzy minuty później na tablicy świetlnej widniał wynik 1:1. Podanie Sławomira Peszki na bramkę zamienił Kriwiec. To popis fenomenalnej, grupowej akcji poznańczyków, którzy chętnie uruchamiali swoje skrzydła w tym spotkaniu.
Tuż przed strzeleniem wyrównującej bramki z boiska musiał zejść Arboleda. Jak widać te osłabienie nie przeszkodziło Lechowi w grze. Ba, na osiem minut przed końcem pierwszej odsłony meczu na listę strzelców wpisał się Lewandowski, który wykorzystał zamieszanie w polu karnym i strzelił swoją 12 bramkę w tym sezonie.
Mimo świetnego startu Cracovii pierwsza połowa zakończyła się po myśli piłkarzy z Poznania. Lech Poznań – Cracovia Kraków 2:1.
Do drugiej połowy „Pasy” przystąpiły z takim samym nastawieniem jak do pierwszej. Przez pierwsze dziesięć minut kreowali ataki pozycyjne, jednak mimo ciekawych podań brakowało im skuteczności pod bramką rywala. W 55. minucie powinno być 2:2, jednak Radosław Matusiak, który wszedł na drugą połowę, nie wykorzystał idealnego podania Klicha i strzelił obok słupka.
Lech skupił się na obronie i ewentualnych atakach z kontry. Ich gra czasami wyglądała, jakby chcieli uśpić przeciwnika. Można było odliczać czas, kiedy to Cracovia doprowadzi do wyrównania, ponieważ Lechici często mylili się w defensywie. Ale jak to mówią „futbol lubi zaskakiwać” – tak było i tym razem. 64. minuta, rajd Peszki prawą flanką i wrzutka, która… była na tyle doskonała, że wylądowała w okienku bramki Cabaja!
Na kwadrans przed końcem spotkania piłkarze Oresta Lenczyka grali bez werwy. Widocznie bramka strzelona przez Sławka pogodziła ich z porażką. Na domiar złego kontuzji doznał Baran i musiał opuścić plac gry.











