W ostatnim niedzielnym meczu 15. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Korona Kielce na własnym obiekcie uległa 0:1 Lechowi Poznań. Jedyną bramkę w tym spotkaniu rozgrywanym w zimowej aurze strzelił Bartosz Ślusarski. Dla „Ślusarza” była to już ósma bramka w sezonie.
Spotkanie w Kielcach odbywało się w zimowej scenerii. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem odśnieżano płytę boiska. W pierwszych piętnastu minutach lepiej prezentowali się gospodarze. Dobrze spisywał się Korzym, który dwukrotnie miał szansę na strzelenie bramki. Najpierw w 10. minucie napastnik Korony mógł wyjść na czystą pozycję, lecz źle opanował piłkę i z całej akcji nic nie wyszło. Pięć minut później Korzym uderzał piłkę po akcji Jamroza z Żewłakowem, ale bardzo dobrą interwencją popisał się Kotorowski.

Kolejne fragmenty meczu nie przyniosły jakichś groźnych sytuacji bramkowych. Obie drużyny walczyły o piłkę w środku pola i żadna z nich nie potrafiła przenieść gry pod pole karne przeciwnika. Jedynie w 29. minucie po dośrodkowaniu Henriqueza z lewego skrzydła Bereszyński uderzał piłkę głową, jednak futbolówka przeleciała tuż obok prawego słupka bramki strzeżonej przez Szlakotina.
Goście powinni objąć prowadzenie trzy minuty później. Po kolejnej wrzutce z lewej strony – tym razem Tonewa – z 6. metra główkował Ślusarski, ale piłka przeszła nad poprzeczką. To była znakomita okazja, ale wiadomo, jak to jest z napastnikiem „Kolejorza” – on potrzebuje kliku setek, żeby strzelić w bramkę. Kolejne minuty to lekka przewaga koroniarzy. Jednak wszystkie dośrodkowania w pole karne Lecha kasował „Kotor”.
W 38. minucie gospodarze musieli przeprowadzić pierwszą zmianę. Kontuzjowanego Jamroza zastąpił Janota. W pierwszej połowie nie widzieliśmy dużo piłkarskiej jakości. W jakimś stopniu mogły rekompensować to walka i poświęcenie, jakie w to spotkanie wkładali piłkarze obu drużyn. Do szatni obie ekipy schodziły z bezbramkowym wynikiem.
Wraz z początkiem drugiej połowy na boisku w miejsce Szekely’ego pojawił się Paweł Sobolewski. Obraz meczu jednak się nie zmienił – dominowała w nim walka, walka i jeszcze raz walka. Wraz z trwaniem tego pojedynku w coraz gorszym stanie była murawa kieleckiej Areny, co na pewno nie uniemożliwiało gry krótkimi podaniami. Dominowały więc długie piłki. Nieco ożywienia w poczynania gospodarzy wniósł Michał Janota. Filigranowym skrzydłowy coraz skuteczniej ogrywał poznańskich graczy.
Mogłoby się wydawać, że w takich warunkach lepiej powinni prezentować się piłkarze Korony. Nic bardziej mylnego. Lechici mieli przewagę, którą udokumentowali golem w 73. minucie. W prowadzony chwilę wcześniej Trałka zdecydował się na strzał z dystansu, ale piłka nie zmierzała w światło bramki. Dobrze ustawiony był jednak „Ślusarz” i wślizgiem skierował piłkę do bramki Szlakotina.











