W tabeli obie drużyny dzieliło przed dzisiejszym meczem aż 17 punktów. Mimo to trudno było wskazać jednoznacznego faworyta, bo Polonia to inna drużyna niż ta, którą pamiętamy z rundy jesiennej. Po 90 minutach powody do zadowolenia mieli jednak tylko poznaniacy.
Kibiców w Warszawie bardzo ciekawiło, jak w nowym roku poradzi sobie Polonia. Wzmocniona Brzyskim, Gancarczykiem, Andreu Mayoralem i Cortesem stołeczna drużyna miała udowodnić, że nie pamięta już o pechowej jesieni i od spotkania z Lechem rozpocznie marsz w górę tabeli. W Lechu wszyscy czekali na debiut Sergieja Kriwca, który ma być nową gwiazdą nie tylko poznańskiej ekipy, ale także całej ligi. Po kilku miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją do składu „Kolejorza” wrócił Manuel Arboleda. Spotkanie poprzedziła jeszcze minuta ciszy ku pamięci ofiar trzęsienia ziemi w Chile.

Przez pierwsze dziesięć minut nie działo się kompletnie nic ciekawego. Obie drużyny spokojnie wchodziły w mecz. W 11. minucie dobrą akcję rozegrał Lech. Sławomir Peszko zbiegł z piłką do środka boiska i oddał strzał na bramkę Przyrowskiego. Uderzenie było jednak niecelne. Pięć minut później Sarvas wrzucił piłkę idealnie na głowę Mierzejewskiego, który zamiast strzelać, zgrał futbolówkę do środka na piąty metr, gdzie Ivanovskiego uprzedził Arboleda. Było to pierwsze poważne ostrzeżenie ze strony Polonii. Jednak pierwszego gola w meczu zdobył Lech. Była 25. minuta meczu, kiedy to Sławomir Peszko huknął z rzutu wolnego z około 30 metrów. Przyrowski odbił piłkę dość niefortunnie przed siebie. Spadającą futbolówkę przyjął jeszcze spokojnie Lewandowski i skierował ją do siatki. Był to dziesiąty gol napastnika „Kolejorza” w rozgrywkach. W tym sezonie Lech obejmował prowadzenie dziesięć razy, z czego osiem meczów kończyło się jego zwycięstwem, jeden remisem, a jeden zakończył się porażką. W 35. minucie dobry strzał na bramkę Buricia oddał z woleja Adrian Mierzejewski, ale piłka minęła słupek o kilkadziesiąt centymetrów. Do końca tej części gry wynik nie uległ już zmianie i na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem schodzili gracze z Poznania. Na pewno dobrej gry nie ułatwiała nierówna murawa, na której nieraz piłka niespodziewanie podskakiwała i była trudna do przyjęcia.
Głosy w przerwie:
Sławomir Peszko: Często strzelaliśmy rzuty wolne i przykładaliśmy się do stałych fragmentów w czasie treningów i zgrupowań. Przy tym dzisiejszym uderzeniu pomógł mi wiatr. Co do murawy, to rzeczywiście nie jest najlepsza, ale jest taka sama dla wszystkich.
Marek Sokołowski: .












