Mecz lidera tabeli T-Mobile Ekstraklasy z drużyną jej środka zakończył się niespodziewanym zwycięstwem tych drugich. Lech w 5. kolejce poległ w Zabrzu 1:2.

Mecz rozpędzonych po ostatniej kolejce drużyn rozpoczął się lepiej dla gospodarzy, którzy od początku starali się przechylić szalę na swoją stronę. Już po niemal kwadransie Kwiek świetnie dośrodkował wprost na głowę Zahorskiego, ale napastnik Górnika nie potrafił umieścić piłki w siatce. Chwilę później goście odpowiedzieli strzałem Stilicia z dystansu, który o mało co nie pokonał Skorupskiego.
Ta okazja rozochociła piłkarzy „Kolejorza” do kolejnych prób pokonania golkipera gospodarzy. Tym samym najpierw swoją szansę zmarnował nie kto inny jak Rudnev, a po nim kilka metrów od bramki wprost w Skorupskiego strzelił Możdżeń. Niewykorzystane sytuacje zemściły się na Lechu, gdy Kwiek oddał strzał z 35 metrów, a Kotorowski nie zdążył się nawet zastanowić nad interwencją.

Zabrzanie wyszli na prowadzenie przed przerwą, a po niej podwyższyli swój wynik. Całość za sprawą Banasia, który pewnie wykorzystał rzut karny za faul na Kwieku. Był to na pewno słabszy dzień łotewskiego snajpera, występującego w barwach poznańskiego zespołu. Rudnev nie dochodził do sytuacji strzeleckich, a gdy już nawet mu się udawało, to miał ogromne problemy z wykorzystaniem ich.
Jedyną godną uwagi odpowiedzią Lecha był gol zdobyty w doliczonym czasie gry. Piłkarze „Kolejorza” zdobyli honorowe trafienie po strzale Kriwieca. Wynik pozostaje nie lada zaskoczeniem, a Lech po tej porażce może stracić fotel lidera na co najmniej tydzień.











