Piłkarze ŁKS Łódź są prawdziwą rewelacją rundy wiosennej. Dziś udokumentowali swą wysoką formę, remisując z Lechem Poznań, który wyrównującą bramkę zdobył dopiero w doliczonym czasie gry. Usiłująca nawiązać kontakt z Legią i Lechem Polonia zremisowała w stolicy z Lechią Gdańsk.
Legia Warszawa, po wczorajszej wygranej z gliwickim Piastem, przewodzi ligowej czołówce. Poznaniacy musieli zainkasować trzy punkty, by wrócić na pierwsze miejsce. Zadanie to okazało się bardzo trudne do zrealizowania. Zespół z Łodzi od samego początku postawił twarde warunki gry. Nie dopuszczał Lechitów zbyt często pod pole karne, udaremniając ataki już w środkowej części boiska. Z upływem czasu „Kolejorz” zaczął poważniej zagrażać rywalom, lecz nie przynosiło to wymiernych efektów. W 44. minucie Kujawa zdecydował się uderzyć z linii pola karnego. Komorowski rozpaczliwie próbował ratować sytuację, jednak piłka mimo to wpadła do bramki. Łodzianie sensacyjnie prowadzili z wyżej notowanym przeciwnikiem. Gospodarze ze spuszczonymi głowami schodzili do szatni, gdzie musieli usłyszeć ostre słowa krytyki pod swoim adresem. Zaraz po wznowieniu gry Lech przeprowadza akcję, po której padł gol, ale arbiter uznał, że Lewandowski był na spalonym. Lechici do 90. minuty atakowali zaciekle i byli pełni determinacji. Widać było sportową złość, malującą się na twarzach poszczególnych zawodników. Bliscy pokonania Wyparły byli Arboleda, Lewandowski i Peszko, ale fantastycznie spisywał się popularny „Bodzio”. Kiedy wydawało się, że goście wywiozą z Poznania komplet punktów, bohaterem Lecha został Bartosz Bosacki. Po rzucie rożnym jako jedyny zachował trzeźwość umysłu i mocnym strzałem przy słupku zaskoczył łódzkiego bramkarza. Większość graczy przyjezdnych długo nie schodziła z boiska nie mogąc uwierzyć, w to co się stało. Franciszek Smuda odetchnął zapewne z ulgą, ale jego drużyna po dziewięciu kolejkach została zmuszona ustąpić miejsca Legii i spadła na drugą pozycję.
Bezbarwne widowisko w Warszawie
Kibice Polonii wciąż wierzą, że ich drużyna jest w stanie wywalczyć tytuł mistrza kraju. Po dzisiejszym remisie z Lechią, dogonienie Lecha i Wisły, wydaje się nierealne. Pierwsza połowa rozczarowała fanów, którzy przybyli na obiekt przy ulicy Konwiktorskiej. Oba zespoły grały zachowawczo, często rozgrywając piłkę na własnej połowie. W 24. minucie Mierzejewski dośrodkowywał z prawej strony w pole karne Lechii. Piłkę do własnej bramki skierował Cvirik i mieliśmy 1:0. 33. minuta spotkania przyniosła wyrównanie. Łukasz Surma zagrał do biegającego w pole karne Zabłockiego. Ten miał przed sobą tylko Przyrowskiego i strzelając z ostrego kąta, pokonał bramkarza Polonii. W drugiej odsłonie „Czarne Koszule” nie schodziły z połowy rywali, ale mimo oblężenia pola karnego, nie udało się zmienić rezultatu. Najlepsza ku temu okazja została zmarnowana w 93. minucie. Ivanowski otrzymał piłkę od Laty, jednak z odległości siedmiu metrów przeniósł futbolówkę ponad poprzeczką.










