Lech Poznań ograł na własnym boisku Jagiellonię Białystok 4:1 w spotkaniu 7. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Trzy bramki dla gospodarzy zdobył niezawodny Artiom Rudnev, a jedną dołożył Aleksandar Tonew. Trafienie dla gości zanotował z kolei Dawid Plizga.
Spotkanie rozpoczęło się od ataków „Kolejarza”. Gospodarze bardzo długo utrzymywali się przy piłce, nie pozwalając rywalom podejść pod własne pole karne. Pierwszą, niezwykle groźną, akcję podopieczni Jose Bakero skonstruowali w 11. minucie meczu. Po dośrodkowaniu Brumy głową uderzał Rudnev, ale fantastyczną interwencją popisał się młody golkiper Jagiellonii.

Po chwili Lech po raz kolejny był bliski objęcia prowadzenia. Do wybitej przed pole karne piłki doszedł Murawski, który natychmiast głową zagrał do Stilicia. Bośniak znalazł się w sytuacji sam na sam z Baranem, ale po raz kolejny obronną ręką wyszedł bramkarz gości. Po jego interwencji futbolówka odbiła się jeszcze od dłoni Norambueny, ale arbiter nie zdecydował się na podyktowanie „jedenastki”.
Co nie udało się w dwóch poprzednich sytuacjach, udało się w kolejnej. Z prawej strony boiska lewą nogą dośrodkował Bruma. Futbolówka odbiła się od murawy i wydawało się, że przejmie ją obrońca lub bramkarz „Jagi”. Żaden z nich nie kwapił się jednak do zgarnięcia piłki. Wykorzystał to Rudnev, który wyszedł pomiędzy zawodników drużyny z Białegostoku i umieścił futbolówkę w bramce.
Od tego momentu nieco odważniej zaczęła sobie poczynać Jagiellonia, która prostopadłymi podaniami starała się uruchomić któregoś z szybkich zawodników. Manewr ten powiódł się w 32. minucie meczu, kiedy to Norambuena zagrał między obrońców. Piłki nie przejął Wojtkowiak, a za jego plecami czyhał już na nią Plizga, który strzałem zewnętrzną częścią stopy umieścił piłkę w bramce strzeżonej przez Krzysztofa Kotorowskiego.

W końcówce pierwszej połowy Lech miał jeszcze okazję do objęcia prowadzenia. Środkiem boiska przedarł się Możdżeń, zagrał do Stlicia, który z pierwszej piłki odegrał do młodszego kolegi. Wychowanek „Kolejorza” znalazł się sam na sam z Baranem. W tej sytuacji zdołał jedynie trącić piłkę czubkiem buta. Zamiast wpaść do bramki, przeleciała ona jednak obok słupka.












