Spotkanie pomiędzy PGE GKS-em Bełchatów a Lechem Poznań było bardzo ważne dla obydwu ekip. Gospodarz nieustannie walczy o zbliżenie się do czołówki ligi, zaś poznaniakom brakowało trzech punktów, aby zająć fotel lidera polskiej Ekstraklasy.
Mimo złych warunków atmosferycznych na boisku od pierwszych minut było wiele emocji. Goście od razu po rozpoczęciu meczu starali się grać wysoko pressingiem. W 20. minucie skutecznością nie popisał się Ujek. Po dośrodkowaniu w pole karne Wróbla i świetnym zgraniu piłki przez Małkowskiego napastnik Bełchatowa strzelał z niespełna dziewięciu metrów, ale trafił nieczysto w piłkę. Już wtedy powinno być prowadzenie dla GKS-u.

Od 22. minuty Lech musiał grać w dziesiątkę. Wojtkowiak zdecydował się na brutalny faul, za który obejrzał czerwony kartonik. Mimo liczebnej przewagi bełchatowian to piłkarze z Poznania jako pierwsi wyszli na prowadzenie. Po zamieszaniu w polu karnym gości jeden z defensorów Lecha kopnął piłkę za swoją połowę, gdzie czaił się Kriwiec, który przebiegł kilka metrów, po czym uderzył piłkę zza pola karnego i wpakował futbolówkę pod poprzeczkę bezradnego Sapeli. Piękna bramka!
Po wyjściu z szatni gospodarze grali bardzo ofensywnie, co w 56. minucie przyniosło im zasłużoną bramkę, a jej autorem został Tomasz Wróbel. Po zamieszaniu i kilku błędach defensywy Lecha piłka trafiła na głowę nabiegającego Wróbla, który bez większych problemów skierował ją do siatki.
Do 69. minuty oglądaliśmy wymianę akcji. Najpierw w natarciu gospodarze, później przyjezdni i tak ciągle. We wcześniej wspomnianej minucie doszło do kolejnego, na czerwoną kartkę, faulu, tym razem jego autorem był Krzysztof Janus i na niespełna dwadzieścia minut do końca spotkania był remis w kartkach koloru krwistego.
Chwilę później kolejne świetne uderzenie Kriwca, który huknął z ostrego konta w słupek bramki Sapeli. Dziesięć minut później świetna akcja bełchatowian. Na głowę Ujka wrzucił Wróbel, ale po jego strzale idealnie interweniował Burić.
W ostatniej minucie meczu ponownie w pole karne wrzucał Wróbel, coś w stylu Sławomira Peszki z zeszłego tygodnia, piłka zmierzała tuż pod poprzeczkę Buricia, lecz bramkarz Lecha w porę się zorientował i wybił piłkę na rzut rożny.











