Fot. Mateusz Możdżeń i Artjom Rudnev (z prawej) celebrują gola
Po raz trzeci z rzędu Lech Poznań zwyciężył w rankingu Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu przygotowanym przez firmę doradczą Ernst & Young. „Kolejorz” jest zdaniem ekspertów najbardziej stabilnym finansowo klubem w Polsce, co potwierdził, wypracowując wysoki zysk w roku 2010, pomimo kosztów sięgających 68 mln zł. Obok Lecha jeszcze trzy kluby ekstraklasy wypracowały w roku 2010 zysk netto. Raport Ernst & Young zaprzecza stereotypowemu wyobrażeniu o tym, że polska piłka nożna nie jest biznesem, na którym da się zarabiać.
Mateusz Możdżeń i Artjom Rudnev (z prawej) celebrują gola (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Dominacja lechitów w tegorocznej edycji raportu nie była jednak aż tak bezdyskusyjna jak rok wcześniej. Mistrz Polski z sezonu 2009/2010 zajął pierwsze miejsce w kategorii „sytuacja finansowa”, ale przegrał w pozostałych dwóch podkategoriach rankingu z Legią Warszawa i… Jagiellonią Białystok, które w rankingu ogólnym zajęły miejsca drugie i czwarte. Na najniższym stopniu podium uplasował się aktualny mistrz Polski – Wisła Kraków.
Z raportu Ernst & Young wynika, że ekstraklasę czeka coraz lepsza przyszłość dzięki modernizacji stadionów i coraz wyższemu poziomowi sportowemu. Już wkrótce przychody niektórych klubów odnoszących największe sukcesy mogą przekraczać 80 milionów złotych.
– Siła ligi przekłada się bezpośrednio na siłę jej zespołów i odwrotnie – bez mocnych finansowo klubów nie ma silnej ekstraklasy – mówi Andrzej Rusko, prezes zarządu Ekstraklasy SA – Wiemy doskonale, że bez odpowiedniego zaplecza finansowego nie będzie sukcesów sportowych. Dlatego robimy wszystko, by w każdym roku przychody klubów były jak największe – dodaje Andrzej Rusko.
– Nasza liga jest w tej chwili w fazie przejściowej. Znajdujemy się w samym środku, tzw. infrastrukturalnej rewolucji. W poprzednim raporcie obserwowaliśmy jej negatywne finansowe i medialne skutki. Teraz mamy więcej nowoczesnych obiektów, a więc i wyniki klubów są lepsze – komentuje wyniki raportu Krzysztof Sachs, partner Ernst & Young i inicjator raportu. – Za postępem infrastrukturalnym idzie postęp sportowy. Lech Poznań znakomicie prezentował się w Lidze Europy rok temu, a teraz będziemy mieli w tych rozgrywkach aż dwie drużyny. To powinno wpłynąć na kolejność przyszłorocznego rankingu i wyniki tych klubów – dodaje Sachs.
„Kolejorz” nad kreską
Wyniki tegorocznego raportu pokazują, że na piłce nożnej, wbrew powszechnej opinii, można w Polsce zarabiać. Lech Poznań osiągnął w minionym roku zysk netto w wysokości 7,5 mln zł przy przychodach wynoszących ponad 73 mln zł. Wpływy do klubowej kasy „Kolejorza” były o 35,8% wyższe niż w roku 2009. Tak ogromny skok zawdzięcza Lech występom w Lidze Europy, które dały mu wysokie przychody z dnia meczu, sprzedaży Roberta Lewandowskiego do Borussii Dortmund oraz nagrodom od UEFA za udział w rozgrywkach europejskich. Źródła przychodów Lecha były bardzo zdywersyfikowane, a za jego finansową siłą stoją również: wysoka płynność finansowa i niski dług.
– Od trzech lat Lech rozwija się w sposób bardzo zrównoważony. Każdego roku przynosi właścicielom zyski. To sprawnie działające przedsiębiorstwo i należy życzyć takiego zarządzania wielu innym klubom naszej ligi. Niestety brak sukcesu sportowego w lidze w sezonie 2010/11 może zachwiać dominującą pozycją „Kolejorza” w rankingu. Właściciele jednak podjęli działania naprawcze. Na przykład zaniechali wielkich transferów i postawili na wprowadzanie do pierwszego składu młodych zawodników.– komentuje Krzysztof Sachs.
Drugim najlepiej zarządzanym od strony finansowej klubem w Polsce okazało się KGHM Zagłębie Lubin, a trzecim Cracovia Kraków. Tuż za podium rankingu finansowego uplasował się chorzowski Ruch, który w porównaniu z poprzednią edycją raportu poprawił swoją pozycję aż o dwanaście miejsc – głównie dzięki sprzedaży kluczowych zawodników i znakomitej rentowności (Ruch wypracował po Lechu drugi najwyższy zysk netto w lidze – 1,7 mln złotych).
Klubem, który uplasował się jako drugi pod względem przychodów, generując pokaźne wpływy, okazał się aktualny mistrz Polski – krakowska Wisła. Do wysokiego wyniku „Białej Gwiazdy” przyczyniły się przede wszystkim wpływy z transferów.
– Podsumowując część finansową rankingu, należy zwrócić uwagę na znaczny wzrost przychodów klubów T-Mobile Ekstraklasy, idący jednak w parze z pogarszającą się ich rentownością. Budżety (czyli koszty) klubów rosły dużo szybciej niż przychody. Sytuacja taka zmusza właścicieli do dalszego dokapitalizowania klubów bądź udzielania im pożyczek. W tegorocznym rankingu właśnie powiększanie się zadłużenia klubów jest szczególnie niepokojące – mówi Krzysztof Sachs.
Legia detronizuje Lecha w… mediach
Najbardziej medialnym klubem T-Mobile Ekstraklasy w roku 2010 była Legia Warszawa, która pokonała pod tym względem występującego w pucharach Lecha (drugie miejsce), Wisłę Kraków i Jagiellonię Białystok.
– W analizie medialności braliśmy pod uwagę takie czynniki jak liczba transmisji w telewizji, frekwencja na stadionach, publikacje w mediach czy wartość medialna koszulki klubowej – mówi Krzysztof Sachs. – Medialność klubów jest kategorią niezwykle ważną, bo mocno związaną z potencjałem przyciągania sponsorów – dodaje.
Legia zdominowała ranking medialności, zajmując siedem pierwszych miejsc w dziesięciu kryteriach. Warszawianie mogą się pochwalić największą oglądalnością swoich meczów, najbardziej wartościową koszulką klubową i największą liczbą wydanych kart kibica (113 tys.!). Natomiast najwyższą frekwencję na stadionie miał oczywiście poznański Lech. Legia pod tym względem była druga, a trzecie miejsce zajęła Wisła Kraków. Bardzo ciekawa jest też sytuacja czwartej w rankingu medialności, Jagiellonii Białystok. Jest to klub, którego stadion jest w przebudowie, więc frekwencja na meczach nie dorównuje pierwszej trójce. Natomiast bardzo dobrze „Jaga” wypadła w takich kategoriach jak: liczba transmisji w TV, frekwencja na meczach wyjazdowych (wyższa niż u mistrza Polski!) czy wartość klubowej koszulki.
Ciekawą kategorią rankingu jest obecność poszczególnych klubów w prasie – wyraźnie zaznacza się tu dominacja klubów z dużych aglomeracji miejskich (Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Poznań). – Nasz ranking medialności pokazuje dwie bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze: wraca w Polsce moda na rodzimą piłkę ligową. Po drugie: najlepsze warunki do rozwijania naprawdę dobrych klubów są w wielkich miastach. Z ligowej mapy konsekwentnie znikają małe miejscowości i jest to proces raczej nieodwracalny – komentuje Krzysztof Sachs.
„Jaga” i Wisła mistrzami efektywności
Ostatnią kategorią rankingu mierzoną przez ekspertów Ernst & Young była efektywność – czyli zdolność generowania sukcesu sportowego na bazie posiadanych zasobów. Niespodziewanie zwycięzcą rankingu efektywności została Jagiellonia Białystok, która wypracowała bardzo dobry wynik w T-Mobile Ekstraklasie i niezły w Pucharze Polski i Młodej Ekstraklasie. Grała ponadto w europejskich pucharach i odnotowała bardzo znaczący wzrost wartości pierwszej jedenastki. Osiągnęła też trzeci co do wielkości wskaźnik relacji kosztów operacyjnych do zdobytego punktu, co pokazuje bardzo efektywne zarządzanie klubowym budżetem. Doradcy Ernst & Young podkreślają jednak, że ranking efektywności w tym roku trochę rozczarowuje:
– Mimo że wartość pierwszych jedenastek całej ligi wzrosła o 7%, to bardzo pogorszył się wskaźnik „koszty operacyjne/punkt”. Za jeden zdobyty punkt w T-Mobile Ekstraklasie trzeba zapłacić 594 tys. zł w porównaniu do 475 tys. w roku 2009 – podkreśla Krzysztof Sachs. – Dodatkowo, znaczny wzrost liczby widzów nie przełożył się na relację liczby sprzedanych karnetów do pojemności stadionu. Oba wskaźniki nie uległy znacznej poprawie, frekwencja pozostała na poziomie 67%, natomiast liczba karnetów wzrosła z 29% do 31% pojemności stadionów. To potwierdza pewne zagrożenia dotyczące przyszłości naszej ligi – kluby będą musiały się bardzo starać, aby zapełnić nowe obiekty – szczególnie czterdziestotysięczniki w Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu.
T-Mobile Ekstraklasa coraz lepszym produktem
Doradcy Ernst & Young podkreślają, że istnieją pewne zagrożenia dla rozwoju ekstraklasy, jednak zdecydowanie więcej jest w tej chwili pozytywów. Przychody klubów T-Mobile Ekstraklasy w porównaniu z rokiem 2009 wzrosły o 22%, mimo że rok wcześniej nie wzrosły wcale. Martwi jednak fakt, że gros przyrostu wpływów w roku 2010 przypadło na kluby „Wielkiej Trójki”: Wisłę, Lecha i Legię. Prawdopodobnie po oddaniu obiektów w Gdańsku i Wrocławiu, Lechia i Śląsk będą miały szansę doskoczyć do czołówki, ale między ww. piątką a resztą klubów mogą w przyszłości powstać spore dysproporcje finansowe, a więc również sportowe. Z punktu widzenia ekstraklasy jako całości optymizmem napawa również fakt, że po dłuższej przerwie udało się pozyskać sponsora tytularnego ligi, T-Mobile. Sprzedano także prawa medialne na kolejny sezon nawiązując współpracę, poza Canal+, z dwoma nowymi partnerami na zasadzie sublicencji (Polsat i Eurosport), dzięki czemu mecze T-Mobile Ekstraklasy docierają do znacznie większej grupy odbiorców, w tym do mieszkańców 22 krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
– Mimo trudnej sytuacji na rynku praw telewizyjnych, udało nam się wypracować optymalne rozwiązanie dla klubów. Nowy podział praw TV pozwala dotrzeć do kilkunastu milionów gospodarstw domowych w Europie. Co dla nas najważniejsze, kluby otrzymują na mocy nowych umów – marketingowej i medialnej – podobne środki jak do tej pory – komentuje Andrzej Rusko. – Jestem przekonany, że szerszy dostęp ekstraklasy jako produktu ma szansę przełożyć się na dodatkowe wpływy reklamowe dla klubów. Był on także ważnym aspektem przy podejmowaniu decyzji o zaangażowaniu w ligę przez naszego sponsora tytularnego – dodaje Andrzej Rusko.
W swoim raporcie doradcy Ernst & Young podkreślają potrzebę większego przywiązania zarządów klubów do kwestii rentowności. W roku 2010 żaden z klubów nie wygenerował zysku operacyjnego. Co więcej, głównie dzięki zyskom z działalności transferowej, tylko czterem klubom udało się wypracować zysk netto. – Konsekwencją generowania strat przez kluby jest konieczność ich dalszego dofinansowania poprzez podnoszenie ich kapitałów bądź dalsze zadłużanie. Zwłaszcza ten drugi sposób jest dla klubów w dłuższej perspektywie niebezpieczny – mówi Krzysztof Sachs.
Łączna suma zobowiązań długo i krótkoterminowych ocenionych przez Ernst & Young klubów wzrosła z 444 milionów złotych do 531 milionów w 2010 roku. W tym zakresie nasze kluby nie różnią się od tego, co obserwujemy w Europie Zachodniej. Problem ten wymaga pilnego rozwiązania.
– Pomimo wskazanych problemów, konkluzje naszego raportu dla T-Mobile Ekstraklasy są bardzo pozytywne. Coraz więcej ludzi chodzi na mecze i ogląda je w telewizji. To właśnie najbardziej się liczy i powoduje, że T-Mobile Ekstraklasę można ocenić jako produkt z roku na rok coraz lepszy – mówi Sachs.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Po raz trzeci z rzędu Lech Poznań zwyciężył w rankingu Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu przygotowanym przez firmę doradczą Ernst & Young. „Kolejorz” jest zdaniem ekspertów najbardziej stabilnym finansowo klubem w Polsce, co potwierdził, wypracowując wysoki zysk w roku 2010, pomimo kosztów sięgających 68 mln zł. Obok Lecha jeszcze trzy kluby ekstraklasy wypracowały w roku 2010 zysk netto. Raport Ernst & Young zaprzecza stereotypowemu wyobrażeniu o tym, że polska piłka nożna nie jest biznesem, na którym da się zarabiać.
Mateusz Możdżeń i Artjom Rudnev (z prawej) celebrują gola (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Dominacja lechitów w tegorocznej edycji raportu nie była jednak aż tak bezdyskusyjna jak rok wcześniej. Mistrz Polski z sezonu 2009/2010 zajął pierwsze miejsce w kategorii „sytuacja finansowa”, ale przegrał w pozostałych dwóch podkategoriach rankingu z Legią Warszawa i… Jagiellonią Białystok, które w rankingu ogólnym zajęły miejsca drugie i czwarte. Na najniższym stopniu podium uplasował się aktualny mistrz Polski – Wisła Kraków.
Z raportu Ernst & Young wynika, że ekstraklasę czeka coraz lepsza przyszłość dzięki modernizacji stadionów i coraz wyższemu poziomowi sportowemu. Już wkrótce przychody niektórych klubów odnoszących największe sukcesy mogą przekraczać 80 milionów złotych.
– Siła ligi przekłada się bezpośrednio na siłę jej zespołów i odwrotnie – bez mocnych finansowo klubów nie ma silnej ekstraklasy – mówi Andrzej Rusko, prezes zarządu Ekstraklasy SA – Wiemy doskonale, że bez odpowiedniego zaplecza finansowego nie będzie sukcesów sportowych. Dlatego robimy wszystko, by w każdym roku przychody klubów były jak największe – dodaje Andrzej Rusko.
– Nasza liga jest w tej chwili w fazie przejściowej. Znajdujemy się w samym środku, tzw. infrastrukturalnej rewolucji. W poprzednim raporcie obserwowaliśmy jej negatywne finansowe i medialne skutki. Teraz mamy więcej nowoczesnych obiektów, a więc i wyniki klubów są lepsze – komentuje wyniki raportu Krzysztof Sachs, partner Ernst & Young i inicjator raportu. – Za postępem infrastrukturalnym idzie postęp sportowy. Lech Poznań znakomicie prezentował się w Lidze Europy rok temu, a teraz będziemy mieli w tych rozgrywkach aż dwie drużyny. To powinno wpłynąć na kolejność przyszłorocznego rankingu i wyniki tych klubów – dodaje Sachs.
„Kolejorz” nad kreską
Wyniki tegorocznego raportu pokazują, że na piłce nożnej, wbrew powszechnej opinii, można w Polsce zarabiać. Lech Poznań osiągnął w minionym roku zysk netto w wysokości 7,5 mln zł przy przychodach wynoszących ponad 73 mln zł. Wpływy do klubowej kasy „Kolejorza” były o 35,8% wyższe niż w roku 2009. Tak ogromny skok zawdzięcza Lech występom w Lidze Europy, które dały mu wysokie przychody z dnia meczu, sprzedaży Roberta Lewandowskiego do Borussii Dortmund oraz nagrodom od UEFA za udział w rozgrywkach europejskich. Źródła przychodów Lecha były bardzo zdywersyfikowane, a za jego finansową siłą stoją również: wysoka płynność finansowa i niski dług.
– Od trzech lat Lech rozwija się w sposób bardzo zrównoważony. Każdego roku przynosi właścicielom zyski. To sprawnie działające przedsiębiorstwo i należy życzyć takiego zarządzania wielu innym klubom naszej ligi. Niestety brak sukcesu sportowego w lidze w sezonie 2010/11 może zachwiać dominującą pozycją „Kolejorza” w rankingu. Właściciele jednak podjęli działania naprawcze. Na przykład zaniechali wielkich transferów i postawili na wprowadzanie do pierwszego składu młodych zawodników.– komentuje Krzysztof Sachs.
Drugim najlepiej zarządzanym od strony finansowej klubem w Polsce okazało się KGHM Zagłębie Lubin, a trzecim Cracovia Kraków. Tuż za podium rankingu finansowego uplasował się chorzowski Ruch, który w porównaniu z poprzednią edycją raportu poprawił swoją pozycję aż o dwanaście miejsc – głównie dzięki sprzedaży kluczowych zawodników i znakomitej rentowności (Ruch wypracował po Lechu drugi najwyższy zysk netto w lidze – 1,7 mln złotych).
Klubem, który uplasował się jako drugi pod względem przychodów, generując pokaźne wpływy, okazał się aktualny mistrz Polski – krakowska Wisła. Do wysokiego wyniku „Białej Gwiazdy” przyczyniły się przede wszystkim wpływy z transferów.
– Podsumowując część finansową rankingu, należy zwrócić uwagę na znaczny wzrost przychodów klubów T-Mobile Ekstraklasy, idący jednak w parze z pogarszającą się ich rentownością. Budżety (czyli koszty) klubów rosły dużo szybciej niż przychody. Sytuacja taka zmusza właścicieli do dalszego dokapitalizowania klubów bądź udzielania im pożyczek. W tegorocznym rankingu właśnie powiększanie się zadłużenia klubów jest szczególnie niepokojące – mówi Krzysztof Sachs.
Legia detronizuje Lecha w… mediach
Najbardziej medialnym klubem T-Mobile Ekstraklasy w roku 2010 była Legia Warszawa, która pokonała pod tym względem występującego w pucharach Lecha (drugie miejsce), Wisłę Kraków i Jagiellonię Białystok.
– W analizie medialności braliśmy pod uwagę takie czynniki jak liczba transmisji w telewizji, frekwencja na stadionach, publikacje w mediach czy wartość medialna koszulki klubowej – mówi Krzysztof Sachs. – Medialność klubów jest kategorią niezwykle ważną, bo mocno związaną z potencjałem przyciągania sponsorów – dodaje.
Legia zdominowała ranking medialności, zajmując siedem pierwszych miejsc w dziesięciu kryteriach. Warszawianie mogą się pochwalić największą oglądalnością swoich meczów, najbardziej wartościową koszulką klubową i największą liczbą wydanych kart kibica (113 tys.!). Natomiast najwyższą frekwencję na stadionie miał oczywiście poznański Lech. Legia pod tym względem była druga, a trzecie miejsce zajęła Wisła Kraków. Bardzo ciekawa jest też sytuacja czwartej w rankingu medialności, Jagiellonii Białystok. Jest to klub, którego stadion jest w przebudowie, więc frekwencja na meczach nie dorównuje pierwszej trójce. Natomiast bardzo dobrze „Jaga” wypadła w takich kategoriach jak: liczba transmisji w TV, frekwencja na meczach wyjazdowych (wyższa niż u mistrza Polski!) czy wartość klubowej koszulki.
Ciekawą kategorią rankingu jest obecność poszczególnych klubów w prasie – wyraźnie zaznacza się tu dominacja klubów z dużych aglomeracji miejskich (Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Poznań). – Nasz ranking medialności pokazuje dwie bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze: wraca w Polsce moda na rodzimą piłkę ligową. Po drugie: najlepsze warunki do rozwijania naprawdę dobrych klubów są w wielkich miastach. Z ligowej mapy konsekwentnie znikają małe miejscowości i jest to proces raczej nieodwracalny – komentuje Krzysztof Sachs.
„Jaga” i Wisła mistrzami efektywności
Ostatnią kategorią rankingu mierzoną przez ekspertów Ernst & Young była efektywność – czyli zdolność generowania sukcesu sportowego na bazie posiadanych zasobów. Niespodziewanie zwycięzcą rankingu efektywności została Jagiellonia Białystok, która wypracowała bardzo dobry wynik w T-Mobile Ekstraklasie i niezły w Pucharze Polski i Młodej Ekstraklasie. Grała ponadto w europejskich pucharach i odnotowała bardzo znaczący wzrost wartości pierwszej jedenastki. Osiągnęła też trzeci co do wielkości wskaźnik relacji kosztów operacyjnych do zdobytego punktu, co pokazuje bardzo efektywne zarządzanie klubowym budżetem. Doradcy Ernst & Young podkreślają jednak, że ranking efektywności w tym roku trochę rozczarowuje:
– Mimo że wartość pierwszych jedenastek całej ligi wzrosła o 7%, to bardzo pogorszył się wskaźnik „koszty operacyjne/punkt”. Za jeden zdobyty punkt w T-Mobile Ekstraklasie trzeba zapłacić 594 tys. zł w porównaniu do 475 tys. w roku 2009 – podkreśla Krzysztof Sachs. – Dodatkowo, znaczny wzrost liczby widzów nie przełożył się na relację liczby sprzedanych karnetów do pojemności stadionu. Oba wskaźniki nie uległy znacznej poprawie, frekwencja pozostała na poziomie 67%, natomiast liczba karnetów wzrosła z 29% do 31% pojemności stadionów. To potwierdza pewne zagrożenia dotyczące przyszłości naszej ligi – kluby będą musiały się bardzo starać, aby zapełnić nowe obiekty – szczególnie czterdziestotysięczniki w Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu.
T-Mobile Ekstraklasa coraz lepszym produktem
Doradcy Ernst & Young podkreślają, że istnieją pewne zagrożenia dla rozwoju ekstraklasy, jednak zdecydowanie więcej jest w tej chwili pozytywów. Przychody klubów T-Mobile Ekstraklasy w porównaniu z rokiem 2009 wzrosły o 22%, mimo że rok wcześniej nie wzrosły wcale. Martwi jednak fakt, że gros przyrostu wpływów w roku 2010 przypadło na kluby „Wielkiej Trójki”: Wisłę, Lecha i Legię. Prawdopodobnie po oddaniu obiektów w Gdańsku i Wrocławiu, Lechia i Śląsk będą miały szansę doskoczyć do czołówki, ale między ww. piątką a resztą klubów mogą w przyszłości powstać spore dysproporcje finansowe, a więc również sportowe. Z punktu widzenia ekstraklasy jako całości optymizmem napawa również fakt, że po dłuższej przerwie udało się pozyskać sponsora tytularnego ligi, T-Mobile. Sprzedano także prawa medialne na kolejny sezon nawiązując współpracę, poza Canal+, z dwoma nowymi partnerami na zasadzie sublicencji (Polsat i Eurosport), dzięki czemu mecze T-Mobile Ekstraklasy docierają do znacznie większej grupy odbiorców, w tym do mieszkańców 22 krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
– Mimo trudnej sytuacji na rynku praw telewizyjnych, udało nam się wypracować optymalne rozwiązanie dla klubów. Nowy podział praw TV pozwala dotrzeć do kilkunastu milionów gospodarstw domowych w Europie. Co dla nas najważniejsze, kluby otrzymują na mocy nowych umów – marketingowej i medialnej – podobne środki jak do tej pory – komentuje Andrzej Rusko. – Jestem przekonany, że szerszy dostęp ekstraklasy jako produktu ma szansę przełożyć się na dodatkowe wpływy reklamowe dla klubów. Był on także ważnym aspektem przy podejmowaniu decyzji o zaangażowaniu w ligę przez naszego sponsora tytularnego – dodaje Andrzej Rusko.
W swoim raporcie doradcy Ernst & Young podkreślają potrzebę większego przywiązania zarządów klubów do kwestii rentowności. W roku 2010 żaden z klubów nie wygenerował zysku operacyjnego. Co więcej, głównie dzięki zyskom z działalności transferowej, tylko czterem klubom udało się wypracować zysk netto. – Konsekwencją generowania strat przez kluby jest konieczność ich dalszego dofinansowania poprzez podnoszenie ich kapitałów bądź dalsze zadłużanie. Zwłaszcza ten drugi sposób jest dla klubów w dłuższej perspektywie niebezpieczny – mówi Krzysztof Sachs.
Łączna suma zobowiązań długo i krótkoterminowych ocenionych przez Ernst & Young klubów wzrosła z 444 milionów złotych do 531 milionów w 2010 roku. W tym zakresie nasze kluby nie różnią się od tego, co obserwujemy w Europie Zachodniej. Problem ten wymaga pilnego rozwiązania.
– Pomimo wskazanych problemów, konkluzje naszego raportu dla T-Mobile Ekstraklasy są bardzo pozytywne. Coraz więcej ludzi chodzi na mecze i ogląda je w telewizji. To właśnie najbardziej się liczy i powoduje, że T-Mobile Ekstraklasę można ocenić jako produkt z roku na rok coraz lepszy – mówi Sachs.