Lech Poznań pokonał na własnym stadionie Jagiellonię Białystok 2:0. Bohaterem spotkania był Semir Stilic, który dwukrotnie znalazł sposób na pokonanie Grzegorza Sandomierskiego. To zwycięstwo pozwoli lechitom dalej liczyć się w walce o europejskie puchary, z kolei dla Jagiellonii ta porażka jest końcem snu o mistrzostwie Polski.
W początkowej fazie spotkania to Lech miał więcej do powiedzenia. Po serii stałych fragmentów gry kibice Jagiellonii mogli mówić o sporym szczęściu, lecz chwilę później to białostoczanie przez dłuższy czas naciskali na bramkę rywali. Podopieczni trenera Michała Probierza mogli zdobyć prowadzenie, lecz Tomaszowi Frankowskiemu zabrakło precyzji.

Następnie oglądaliśmy wymianę ciosów między obiema drużynami. Po pewnym czasie gra się zaostrzyła i można było zauważyć, że piłkarzom naprawdę zależy na osiągnięciu korzystnego wyniku. W pewnym momencie zawodnicy szukali nawet sposobu, żeby wymusić na arbitrze decyzje, które mogłyby odmienić losy meczu. Lechici domagali się rzutu wolnego za zagranie ręką jednego z rywali przed polem karnym, a białostoczanie uważali, że należy im się rzut karny za faul na Sotiroviciu. Sędzia pozostał jednak niewzruszony, a pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowo.
Początek drugiej odsłony spotkania zawiódł oczekiwania kibiców. Zarówno Lech jak i Jagiellonia rzadko decydowały się na ofensywne szarże, cofając się do defensywy i czyhając na kontrę. Po jednej z nich Rudnevs mógł znaleźć się w dobrej sytuacji, lecz Thiago Cionek powstrzymał Łotysza faulem, za co został ukarany żółtą kartką. W 62. minucie w końcu doczekaliśmy się bramki. Po akcji na prawym skrzydle piłka trafiła do ustawionego na 16 metrze Stilicia. Bośniak miał wystarczająco dużo czasu na przyjęcie piłki i precyzyjny strzał. Pierwsza próba została zablokowana, lecz dobitka okazała się skuteczna.
W 77. minucie mógł być remis. Po dośrodkowaniu w pole karne do główki najwyżej wyskoczył Thiago Cionek. Brazylijczyk posłał piłkę tuż pod poprzeczki bramki Kotorowskiego, lecz golkiper Lecha popisał się znakomitym kunsztem i efektowną paradą uratował swój zespół przed utratą bramki.

Końcówka należała do gości. Piłkarze Jagiellonii szukali sposobu na sforsowanie solidnej obrony Lecha, lecz nawet kiedy udało im się rozmontować defensywę mistrza Polski, to na przeszkodzie stawał Krzysztof Kotorowski. Poznaniacy rzadko atakowali, lecz kiedy już udało się skontrować to pod bramką Sandomierskiego było szalenie niebezpiecznie. Po akcji Atjoma Rudnevsa golkiper białostoczan zachował zimną krew do samego końca, broniąc krótkiego słupka i dzięki temu jego zespół wciąż miał nadzieje na wywiezienie z trudnego terenu choćby jednego punktu.











