Lech Poznań i Legia Warszawa pierwszy raz w tym sezonie solidarnie wygrywają swoje spotkania i odbywający się w żółwim tempie wyścig o mistrzostwo Polski zachowuje status quo. „Duma Wielkopolski” odniosła komfortowe zwycięstwo nad szczecińską Pogonią, która dziś w niczym nie przypominała siebie sprzed tygodnia, kiedy to w Szczecinie postawiła twarde warunki obecnym wiceliderom ekstraklasy.
„Portowcy” pod wodzą Czesława Michniewicza notują satysfakcjonujące wyniki, imponując hartem ducha mimo dość niskiej średniej wieku zespołu. Niedzielny wieczór w Poznaniu miał być okazją do potwierdzenia dobrych opinii o zespole i postawienia mocnego akcentu na samym finiszu sezonu. Niestety, fanów z Zachodniopomorskiego zawiedli liderzy drużyny, a presja spoczywająca na barkach wielu juniorów w pierwszej jedenastce zdawała się im głównie ciążyć. Menedżer szczecinian zwracał na to uwagę po ostatnim gwizdku, gdy ze smutkiem przyznawał: – Samą młodzieżą nie da się w ekstraklasie zdobywać punktów. Potrzebne są wzmocnienia, nad którymi już pracujemy.
Szczególnie rozczarował były gracz Lecha, Rafał Murawski, który niedokładnie podawał i dość nieudanie próbował rozciągać grę do wyżej ustawionych skrzydłowych. Ten sam zawodnik miał jednak najlepszą okazję do pokonania Macieja Gostomskiego w 34. minucie spotkania.
Środek pola, który zwyczajowo stanowi scenę dla popisów byłego reprezentanta Polski, został zdominowany przez jego dawnego ucznia z ostatniego pobytu przy Bułgarskiej – Karola Linetty’ego. Dwudziestolatek rządził i dzielił wokół koła środkowego koła, wspierany przez notującego świetny sezon Łukasza Trałkę. Czesław Michniewicz na pomeczowej konferencji prasowej przewrotnie pytał: – Ile on ma lat, 15? A na boisku wygląda jak doświadczony 40-latek.
Jednak prawdziwym konstruktorem całej drużyny był tego wieczora Szymon Pawłowski. Były skrzydłowy Zagłębia Lubin zwykł przecież w Poznaniu częściej zawodzić, niż zachwycać. Po kilku słabych miesiącach zdołał on jednak ustabilizować formę w kluczowym dla swojej drużyny momencie sezonu. To on wyłożył Linetty’emu jak na tacy piłkę. Do perfekcyjnego występu w roli schodzącego do środka skrzydłowego brakowało jedynie bramki, między słupkami której czuwał jednak największy wygrany ostatnich tygodni spośród szczecińskiej młodzieży – Dawid Kudła.
Dobrą dyspozycję z końcówki spotkania z Lechią utrzymał też Maciej Gostomski. Bramkarze Lecha stanowią w bieżącej kampanii materiał do dogłębnych analiz, z których nie płynie wiele pozytywnych wniosków, ale w zakończonym przed chwilą spotkaniu z Pogonią i wspomnianym pojedynku w Gdańsku nie zawodzili. „Gostek” się popisał nad morzem genialną paradą, a dziś wybronił m.in. bardzo sprytny strzał Nunesa z rzutu wolnego w dolny róg bramki.











