Przegrana Legii Warszawa w Gdańsku spowodowała, że Lech Poznań miał okazję wskoczyć na fotel lidera naszej ekstraklasy, jednak tylko zremisował z Koroną Kielce.
Niedziela w ekstraklasie rozpoczęła sie w Bełchatowie, gdzie doszło do arcyważnego meczu pomiędzy GKS-em a Zawiszą. Gospodarze w ostatnich spotkaniach notowali same porażki, natomiast goście tylko wygrywali. Obie drużyny swoje passe podtrzymały. Bydgoszczanie odnieśli pewne zwycięstwo. Choć nie sposób wytłumaczyć, jakim cudem Zawisza wygrał sześć ostatnich spotkań. Taki wynik sprawia, że na dole tabeli robi sie strasznie ciasno. 13. i 16. zespół dzieli zaledwie jeden punkt.
Największym hitem kolejki było spotkanie w Gdańsku, gdzie Lechia podejmowała Legię. Górą byli gospodarze, którzy trzy oczka zapewnili sobie dopiero w 86. minucie. Legioniści już po raz drugi w ostatnich tygodniach kończyli mecz w 10. W Poznaniu z boiska wyleciał Arkadiusz Malarz, w Gdańsku – Duda. Przy tak silnych rywalach takie błędy są niewybaczalne. Być może właśnie te kartki zadecydują o tym, że w tym roku mistrzostwo do Warszawy nie trafi. W pogoni za liderem mogli wyruszyć piłkarze Jagielloni oraz Śląska, jednak oba zespoły solidarnie przegrały swoje mecze.
Spotkanie w Poznaniu mogło dać Lechowi fotel lidera. Zamknięty Kocioł nie miał wpływu na frekwencję, na spotkanie przyszło prawie 25 tysięcy ludzi, z czego znaczną część stanowili gimnazjaliści. Początek meczu był niemrawy z obu stron, jednak w 22. minucie Korona mogła wyjść na prowadzenie, ale rzutu karnego nie wykorzystał Rafael Porcellis. Dużą nieskutecznością popisał sie także Zaur Sadajew, który po ładnej, koronkowej akcji minął golkipera Korony. Napastnik miał przed sobą pustą bramkę, jednak piłkę skierował w boczną siatkę. W pierwszej części meczu to goście zostawili po sobie lepsze wrażenie.
W drugiej części spotkania Lech zaatakował śmielej. Gola na 1:0 zdobył Gergo Lovrencsics. Węgra należy pochwalić nie tylko za piękny strzał, ale także za cała grę w tym meczu. Był on bardzo aktywny, wywalczył kilka stałych fragmentów gry, kilka razy groźnie dośrodkował. Gospodarze długo prowadzeniem się nie nacieszyli, wyrównał Luis Carlos. Im bliżej końca, tym bardziej lechici atakowali, w końcu walczyli o fotel lidera. Do zwycięstwa Lechowi brakowało wykończenia akcji przez Sadajewa, choć trzeba przyznać, że podopieczni Macieja Skorży wielu sytuacji nie stworzyli pomimo zdecydowanej przewagi w drugiej części gry.











