W meczu, którego oglądanie groziło bólem zębów, Lech wygrał z Górnikiem 1:0. I to po bramce z wątpliwego rzutu karnego. Czy o takim spotkaniu można napisać coś więcej?
Trener Rumak postawił od początku spotkania na Bartosza Ślusarskiego w roli wysuniętego napastnika, zostawiając na ławce wracającego Łukasza Teodorczyka. Z kolei na środku obrony obok Kamińskiego zagrał Ivan Djurdjević. Tymczasem w ekipie gospodarzy na szpicy od pierwszej minuty oglądaliśmy Tomasza Zahorskiego. Trener Nawałka miał jednak w na ławce dwóch asów – Nakoulmę i Jelenia.

Pierwsze kilka minut należało do poznaniaków, którzy atakowali głównie środkiem pola, we znaki zabrzanom dawali się przede wszystkim Linetty i Hamalainen. Szczególnie aktywny był ten drugi, który świetnie rozprowadzał akcje już na 40. metrze od własnej bramki. Z kolei Górnik próbował skrzydłami, a głównie tym prawym, na którym Łuczak bezlitośnie objeżdżał raz za razem Wołąkiewicza. Pierwszy strzał obejrzeliśmy dopiero w 21. minucie, gdy wspominany Łuczak uderzał z ponad 20 metrów, ale piłka minęła słupek bramki Buricia. 60 sekund później na pełnym gazie podłączył się Ceesay, wywalczył rzut rożny, który zakończył się groźnym wolejem Ślusarskiego.
Z czasem to zabrzanie, jak na gospodarzy przystało, zaczęli przejmować inicjatywę. Jednak kolejny strzał oddali zawodnicy „Kolejorza” za sprawą Tonewa, ale jego uderzenie z daleka minęło bramkę Górnika. Kilkadziesiąt sekund później Bułgar kropnął już celnie, ale Skorupski zachował koncentrację i spokojnie to obronił. Do końca pierwszej połowy nie oglądaliśmy już nic ciekawego. Właściwie od początku meczu nie widzieliśmy żadnej akcji, która zasługiwałaby na większą uwagę – ot, kopanina w środku pola, którą komentatorzy określają zgrabnym eufemizmem „piłkarskie szachy”.
Na drugą połowę w miejsce Ślusarskiego pojawił się Teodorczyk, ale pierwszą groźną okazję miał Adam Danch, który po wybiciu Skorupskiego strzelał głową, ale piłka przeleciała obok słupka. Kilkanaście sekund później Linetty dogrywał do Hamalainena, a ten w świetnej okazji kopnął wprost w bramkarza gospodarzy. 53. minuta i znowu doskonała interwencja Skorupskiego – Tonew odebrał piłkę na środku boiska, popędził na bramkę, dograł do Teodorczyka, a ten przegrał sytuację sam na sam z golkiperem Górnika. Etatowy bramkarz zabrzan nie przestawał błyszczeć – 120 sekund później odbił na rzut rożny kolejne uderzenie Hamalainena. Ten fragment gry rozbudził nadzieję kibiców z Poznania.












