Na samym dnie śpiewał kiedyś zespół T.Love, a słowa tej piosenki doskonale wpisują się w klimat sobotniego meczu pomiędzy Lechem Poznań a Górnikiem Zabrze. Stawka pojedynku nie byle jaka, gra toczy się o „zaszczytne” przedostatnie miejsce w tabeli polskiej ekstraklasy. Ani jednym, ani drugim nie przystoi, aby występować w meczu o taką stawkę, ale rzeczywistość jest brutalna. Przegrany wyląduje na 16. miejscu ligowej układanki.
Lech i Górnik w obecnych rozgrywkach to przysłowiowy „obraz nędzy i rozpaczy”. Tysiące szyderczych komentarzy i setki ironicznych memów, których głównymi bohaterami są zarówno Lech, jak i Górnik, biły i wciąż biją rekordy popularności w internecie. Nie ulega wątpliwości, że sobotni wieczór również będzie bogaty w nowe prześmiewcze uszczypliwości. Humory w Zabrzu i Poznaniu są rodem z cmentarza i trudno się temu dziwić. Dla obu drużyn komplet punktów w sobotnim meczu byłby światełkiem w niezwykle długim tunelu. Jednak jak to się stało, że „Kolejorz” i „Górnicy” w ogóle znaleźli się w tak trudnej sytuacji?

Letnie okienko transferowe w zabrzańskim klubie to idealny przykład „sezonu ogórkowego”. Mimo iż nie od dziś wiadomo, że skarbiec klubu świeci pustkami, to jednak nie poczyniono żadnych starań, aby pozyskać piłkarzy, którzy wniosą do zespołu coś nowego. No chyba że w Zabrzu zaplanowano Kabareton, wtedy kupno Sebastiana „Przyrosia” Przyrowskiego nie byłoby takim absurdem. Start nowego sezonu dla piłkarzy Roberta Warzychy był iście katastrofalny. Nie dość, że zaczynali z ujemnym punktem, który był karą za finansowe zaległości, to jeszcze w pierwszych pięciu meczach zdobyli zaledwie jedno oczko. Reakcja klubowych włodarzy była szybka, gilotyna poszła w ruch, a głowa klubowej legendy, trenera Warzychy, powędrowała w dół. Do ugaszenia pożaru został wezwany nadworny strażak ekstraklasy, czyli Leszek Ojrzyński.
Nowy szkoleniowiec zaczął pracę od naprawienia błędów kadrowych swojego poprzednika i ściągnął do Zabrza swoich „synów”, przedstawicieli słynnej „bandy świrów” z czasów kieleckiej Korony Macieja Korzyma i Michała Janotę. I choć, póki co, gra obu panów nie odmieniła diametralnie gry Górnika, to w grze zespołu widać rękę trenera Ojrzyńskiego. Ambicja, determinacja, zaangażowanie i żelazna dyscyplina skutkują, w pięciu meczach pod wodzą nowego menedżera, zabrzanie zdobyli pięć punktów, a także zanotowali pierwsze zwycięstwo w obecnym sezonie, pokonując Śląsk 2:0.











