Na stadionie w Bielsku-Białej kibice nie doczekali się bramek. Przeważała ekipa Lecha, ale Podbeskidzie kilka razy sprawiło psikusa rywalom.
Drużyna Podbeskidzia Bielsko-Białej nie była w najlepszej sytuacji w rozgrywkach T-Mobile Ekstraklasy, bo zajmowała przedostatnią lokatę. Chciała za wszelką cenę wygrać z poznańskim Lechem, co było bardzo trudnym zadaniem. Podopieczni Mariusza Rumaka przyjechali na Górny Śląsk z zamiarem zdobycia trzech punktów.

W pierwszych fragmentach spotkania warunki dyktować zaczęli gracze Lecha Poznań, którzy kilkukrotnie atakowali bramkę Podbeskidzia Bielsko-Białej. Świetnie zachowywali się stoperzy gospodarzy, którzy bez większych problemów odpierali ataki drużyny przeciwnej. Zespół z Górnego Śląska w 11. minucie miał okazję do objęcia prowadzenia. Malinowski otrzymał piłkę z lewej strony boiska, następnie wparował z nią w pole karne. Zrobiło się spore zamieszanie, lecz futbolówkę na rzut rożny wybił Hubert Wołąkiewicz. Kilka chwil później Gergo Lovrencsics oddał strzał zza pola karnego, ale piłka minęła światło bramki.
W 22. minucie kolejną sytuację miał zespół Lecha Poznań. Haamalainen spróbował strzału, lecz piłka przeleciała tuż obok bramki Rybansky’ego. Lech nie zwalniał tempa i konstruował kolejne akcje. Blisko zdobycia gola był Marcin Kamiński, lecz piłka uderzona głową młodego zawodnika „Kolejorza” minęła światło bramki. Goście na boisku przeważali, lecz nie potrafili zdobyć gola. Mieli nadzieję, że w drugiej połowie uda im się wyjść na prowadzenie oraz dyktować warunki gry.
Po zmianie stron natychmiast ruszyli podopieczni Mariusza Rumaka. Haamalainem wparował z piłką w pole karne i zagrał do Claasena, który z jedenastu metrów minimalnie przestrzelił. Piłkarze Podbeskidzia Bielsko-Białej mieli problem, aby wyjść z własnej połowy, bo goście z Poznania grali wysokim pressingiem. Wicemistrzowie Polski prezentowali bardzo konsekwentną grę w formacji defensywnej i nie dawali większych szans na wyprowadzenie kontry. Zawodnicy poznańskiego Lecha stworzyli sobie później dwie klarowne sytuacje, lecz ich nie wykorzystali. Najpierw Łukasz Trałka minimalnie przestrzelił, a później Mateusz Możdżeń trafił w boczną siatkę.
Gospodarze w 72. minucie mogli zdobyć bramkę. Sloboda podał dobrze w tempo do Fabiana Paweli, który stanął przed szansą wpakowania piłki do siatki, ale świetną interwencją popisał się Gostomski, który uratował drużynę Lecha Poznań. Końcówka meczu była bardzo emocjonująca. Najpierw zamieszania w polu karnym nie wykorzystali piłkarze Lecha Poznań, a później Telichowski skierował piłkę obok bramki i nie dał prowadzenia zespołowi Podbeskidzia. W doliczonym czasie gry obraz meczu nie uległ zmianie i obie ekipy podzieliły się punktami. Nie pomogło to żadnej drużynie, bo Lech nadal jest w środku tabeli, a Podbeskidzie z ośmioma punktami plasuje się na ostatnich lokatach.











