Lech Poznań znokautował ŁKS Łódź 5:0 w meczu otwierającym sezon 2011/2012 T-Mobile Ekstraklasy. Trzy gole dla piłkarzy Jose Marii Bakero zdobył niezawodny Artiom Rudnev.
Mecz inauguracyjny T-Mobile Ekstraklasy rozegrany został na stadionie w Bełchatowie ze względu na problemy Łódzkiego Klubu Sportowego ze swoim obiektem. Spotkanie lepiej rozpoczęli piłkarze beniaminka rozgrywek, którzy zauważyli wiele nerwowości w szeregach Lecha Poznań i starali się to wykorzystać. W 4. minucie meczu po dośrodkowaniu Stefańczyka szczęścia strzałem głową szukał Bykowski, jednak po jego słabym uderzeniu piłka nie mogła zagrozić bramce Kotorowskiego. Kilka minut później ponownie Bykowski pokazał się z dobrej strony, dośrodkowując w kierunku Marcina Smolińskiego, ale ten oddał zbyt słabe uderzenie i golkiper „Kolejorza” bez problemu chwycił futbolówkę. W pierwszym kwadransie ŁKS miał kilka rzutów rożnych, które sprawiały sporo problemów defensywie mistrzów Polski z sezonu 2009/2010.

Od pewnego momentu spotkanie zaczęło przybierać inną formę i to lechici przejęli inicjatywę. W końcu nadeszła 22. minuta. Po bardzo ładnej i składnej akcji piłkarzy Lecha sam na sam z Bogusławem Wyparłą znalazł się Artiom Rudnev, który nie zwykł marnować tak klarownych sytuacji i po umieszczeniu przez Łotysza piłki w bramce Lech objął prowadzenie. Chwile później było już 2:0 dla podopiecznych Jose Marii Bakero. Fantastyczną akcją prawą stroną boiska popisał się Mateusz Możdżeń, po dośrodkowaniu którego ponownie o piłkę ze Stefańczykiem walczył Rudnev. Zawodnik ŁKS-u tak niefortunnie interweniował, że posłał futbolówkę wprost za plecy łódzkiego bramkarza.
Zawodnicy z Poznania całkowicie przejęli inicjatywę w meczu, raz po raz wymieniając między sobą wiele składnych podań z pierwszej piłki, za którymi biegali podopieczni Andrzeja Pyrdoła, wciąż tracąc wiele sił.
Po pół godzinie gry kibice zgromadzeni na stadionie w Bełchatowie byli świadkami bramki, która może aspirować do gola nie tylko jednej kolejki, ale również całej rundy wiosennej. Fenomenalną akcję i strzał z około 25 metrów zaprezentował Semir Stilić, czym podwyższył wynik na 3:0. Uderzenie było na tyle dokładne i precyzyjne, że Wyparło nie mógł nic zrobić. Nietrudno było odczytać z zachowania zawodników ŁKS-u chęć jak najszybszego zakończenia nie tylko pierwszej połowy, ale i całego meczu. Nic dziwnego, że Marcin Adamski i jego koledzy schodzili do szatni na przerwę ze spuszczonymi głowami.
Trener Andrzej Pyrdoł od początku drugiej połowy desygnował do gry nowy nabytek Łódzkiego Klubu Sportowego, Sebastiana Szałachowskiego, który zastąpił mało efektywnego i do niedawna kontuzjowanego Marcina Smolińskiego. Ta roszada jednak w niczym nie pomogła. Poznaniacy w bardzo inteligentny sposób kontrolowali przebieg meczu, coraz bardziej powiększając statystykę posiadania piłki.












