Od pierwszego wzmocnienia Lecha minęły ponad dwa miesiące. W tym czasie przy Bułgarskiej działo się wiele rzeczy. Zarząd klubu postanowił nie szczędzić pieniędzy na transfery – w konsekwencji do Poznania dołączyło aż dziewięciu nowych zawodników. Zespół z meczu na mecz prezentował się coraz lepiej, a napastnicy wreszcie zaczęli strzelać. Niestety mimo tego Lech na arenie europejskiej za wiele nie zdziałał – odpadł w III rundzie eliminacji Ligi Europy. „Kolejorza” nie ma już również w Pucharze Polski – lechici przegrali w Szczecinie z Pogonią 0:3. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała plany szkoleniowca, a w stolicy Wielkopolski trudno doszukiwać się optymizmu. Poddajmy więc weryfikacji całokształt pracy szkoleniowca poznańskiej „lokomotywy”.
Chorwacka koncepcja
Ostatnie sezony nie należały do Lecha, a tym bardziej do jego zarządu, który skrupulatnie oszczędzał na transferach. Efektem była bardzo słaba gra oraz brak sukcesów. Chorwacki szkoleniowiec już od dłuższego czasu, czyli odkąd zdążył poznać drużynę, zgłaszał potrzebę licznych transferów. W tym sezonie w klubie poważnie potraktowano konieczność wzmocnień. Co ważniejsze, to trener miał wybierać zawodników zgodnie ze swoimi wytycznymi. Szkoleniowiec dokonał wielu poważnych wzmocnień, aż siedmiu nowych piłkarzy to obcokrajowcy.
Systematycznie uzupełniano braki kadrowe, które rozmontowały defensywę „Kolejorza”. W miejsce Wilusza i Bednarka przybył Dilaver, Vujadinović, Janicki oraz De Marco. Pierwsza trójka prezentuje się należycie, ten czwarty nadal pozostaje w cieniu. Został spełniony również kolejny warunek – bramkostrzelny napastnik; w tę rolę wcielił się Chrisitan Gytkjaer. Jeśli dodamy do tego nowych pomocników, uzyskamy obraz solidnie wzmocnionej ekipy, w której część nowych zawodników stała się pierwszym wyborem trenera. Już teraz można powiedzieć, że Nenad Bjelica w dużej mierze może być zadowolony z nowych nabytków.
Zagraniczne transfery Lecha Poznań w sezonie 2017/18
- Emir Dilaver – Austria – Ferencvaros Budapeszt (Węgry)
- Vernon De Marco – Argentyna/Hiszpania – Slovan Bratysława (Słowacja)
- Nikola Vujadinović – Czarnogóra/Bułgaria – Osasuna Pampeluna (Hiszpania)
- Nicklas Bärkroth – Szwecja – IFK Norrköping (Szwecja)
- Deniss Rakels – Litwa – Reading FC (Anglia)
- Mario Šitum – Chorwacja – Dinamo Zagrzeb (Chorwacja)
- Christian Gytkjaer – Dania – TSV 1860 Monachium (Niemcy).
Nieskuteczność katem Poznania
Po odpadnięciu z eliminacji do LE na zespół Bjelicy spadła fala krytyki. Jest to podyktowane krótkowzrocznością kibiców, którzy uważają, że wynik ma być na już. Fani już zapomnieli, jak dumnie skandowali nazwisko trenera po zakończeniu sezonu na trzecim miejscu, co w ówczesnej sytuacji „Kolejorza” należało traktować jako sukces. Co prawda Lech miał problemy z awansem już do III rundy, ale zespół wciąż był w fazie przygotowań do sezonu – taka kolej rzeczy nie powinna już nikogo dziwić. Przejść dalej się udało, nadeszła walka z Holendrami. Należy wziąć pod uwagę, że Lech w dwumeczu z Utrechtem prezentował się lepiej niż drużyna z Eredivisie. Stwarzał sobie więcej okazji i przeważał w spotkaniu. Jednak nie potrafił przełożyć tego na bramki. Zabrakło wyrachowania i bezwzględności. Niestety, zaważyły niewykorzystane sytuacje, które, jak wszyscy dobrze wiemy, się mszczą. Jeśli blisko pół godziny grasz z przewagą jednego zawodnika i jeszcze w tym czasie tracisz bramkę – nie zasługujesz na fazę grupową Ligi Europy.











