Kibice w Poznaniu nie mogą być spokojni, patrząc na aktualne wyczyny ich zawodników. Po spektakularnej wygranej z Legią Warszawa klub jakby przestał istnieć. Był i nagle zniknął, z kandydata do mistrzostwa stał się jedynie drużyną aspirującą do pierwszej czwórki, może trójki w polskiej ekstraklapie ekstraklasie.
Wszyscy wyciągają wnioski, Lech nie. Nawet Pogoń ostatnio gra lepiej – tak jak powinna grać Pogoń. Czy Lech gra tak, jak powinien grać Lech? Tak. Albo właśnie nie. Co prawda może skończyć rok na drugim miejscu w tabeli (jeżeli Górnik nie wygra), ale nie oszukujmy się – Lech gra źle.
Mecz z Legią i długo… długo nic
Po zwycięstwie 3:0 nad największym ligowym rywalem „Kolejorz” postanowił zniknąć z piłkarskiej mapy Polski. Zamiast bycia na fali i wygrywania kolejnych spotkań kibice klubu z Bułgarskiej dostali kilka przysłowiowych ciosów w twarz. Pięć meczów bez zwycięstwa w lidze to dla takiego zespołu jak Lech wstyd. Nie duma, tylko przeokrutny wstyd.
Nikt jednak nie mówił o zwolnieniu chorwackiego trenera. Pytanie brzmi – dlaczego?
Pytanie tylko, co ma na to wpływ? Zawodnicy Bjelicy byli przede wszystkim nieskuteczni. Tworzyli sytuacje, z których nie padały bramki. Jeśli nie padały bramki, to była frustracja, a ta powodowała pojedyncze błędy. Wszyscy wiemy, że piłka nożna to gra błędów – „Kolejorz” popełniał ich więcej niż rywale, co niosło za sobą fatalne wyniki. Nikt jednak nie mówił o zwolnieniu chorwackiego trenera. Pytanie brzmi – dlaczego?
Odpadnięcie z europejskich pucharów, porażka w Pucharze Polski i bardzo, bardzo słaba postawa w lidze. To kolejny sezon Nenada, w którym nic nie wygra. Czy naprawdę ambicje poznańskiego klubu nie sięgają wyżej? Nie jestem zwolennikiem wyrzucania trenera po kilku nieudanych spotkaniach, ale nie czarujmy się – kolejny sezon jest po prostu zawalony. Trener Bjelica w Lechu nie zdaje egzaminu, co potwierdzają wyniki. I nie, „Kolejorz” nie jest dobry, bo jest obecnie na drugim miejscu. „Kolejorz” jest słaby, a nasza liga… nasza liga jest jeszcze słabsza.
Klub meteor – wczoraj był, dziś go nie ma

Kiedyś, kilka sezonów temu w województwie lubuskim pojawił się klub o dźwięcznej nazwie: Formacja Port 2000 Mostki. Klub, który wyróżniał się wśród innych tym, że był niewyobrażalnie bogaty. Już w czwartej lidze jeździli oklejonym w barwy klubowe autokarem – wyobrażacie to sobie? Grał tam między innymi Marcin Kikut, były zawodnik… Lecha Poznań.
Jak łatwo się domyślić, drużyna ta bardzo szybko pokonywała kolejne szczeble lokalnego futbolu i chciała „wbić się” w poziom centralny. Wszystko dzięki bogatemu sponsorowi i opłacaniu dobrych zawodników. Przyszło jednak coś, co musiało przyjść. Po zakończeniu sezonu trzeciej ligi na pierwszym miejscu okazało się, że zespół wycofuje się z gry w barażach o drugą ligę. Sponsor zapłacił karę i wtedy zaczęła się równia pochyła tego stworzonego niedawno klubu. Pieniążki się skończyły, zawodnicy się rozeszli i klub przestał istnieć. Ile przeżył? Całe dziesięć lat.











