Śląsk kontynuuje swoją przygodę w europejskich pucharach. Wrocławianie po gładkim zwycięstwie 4:0 na własnym terenie pojechali do Czarnogóry, aby dopełnić formalności związanych z awansem do kolejnej rundy eliminacji.
„Wojskowi” jako jedyny polski klub rozegrali swoje pierwsze spotkanie w eliminacjach na własnym stadionie i w rewanżu muszą wyjechać na boiska rywala. Przeciwnikiem wrocławian jest czarnogórski Rudar Pljevlja, który do europejskich rozgrywek trafił bocznymi drzwiami. Droga na skróty nie opłaciła się „Rudari”. Porażka 0:4 zadecydowała już o tym, kto zmierzy się z belgijskim Club Brugge w przyszłym tygodniu. Nawet pewne miejsce w następnej rundzie nie może zaślepić Ślązaków. Gracze nie mogą zlekceważyć piłkarzy drużyny przeciwnej. Przypomnijmy, że tereny byłej Jugosławii są miejscami gorącymi, nie tylko ze względu na krwawe konflikty, które miały tam miejsce, ale także na rywalizację sportową, o czym dość boleśnie przekonali się „Wojskowi” jeszcze pod wodzą Oresta Lenczyka. Co prawda Śląsk wygrał na wrogim terenie, jednak skutki wyjazdu odczuł boleśnie rzecznik prasowy klubu, który został pobity przez pseudokibiców Buducnosti Podgorica. Cali nie wrócili również kibice wrocławskiego futbolu.

Nie tylko czarnogórscy fani mają gorący temperament. Nerwów na wodzy nie umieją też często utrzymać sami piłkarze, którzy brutalną grą przyczyniają się do różnych spięć na boisku, po których gęsto sypią się kolorowe kartoniki. W zeszłorocznym starciu mistrza Polski kartkę o kolorze krwi obejrzał Flavio Beck Junior, który łokciem potraktował reprezentanta naszej drużyny.
Mimo tego, że Polacy mają prawo być już myślami przy meczu z Belgami, pamiętają, że nie mogą lekceważyć rywala: – Na pewno jeszcze dużo brakuje nam do optymalnej dyspozycji. To był jednak dopiero pierwszy mecz w pełnym wymiarze. Myślę, że z meczu na mecz będzie coraz lepiej. Ten mecz będzie formalnością, ale przeciwnik z pewnością się nie położy przed nami – powiedział Tomasz Hołota.
– Tylko z opowieści wiem, jak było zarówno na boisku, jak i poza nim [mecz z Buducnostą Podgorica – dop. red.]. Wiem, jakie były warunki z kibicami, ale słyszałem, że ta drużyna, z którą teraz gramy, ma dużo mniej takich fanów. My koncentrujemy się na tym, żeby wypaść jak najlepiej na boisku – dodaje Adam Kokoszka.
Jak widać, zawodnicy nie popadają w huraoptymizm. To pozwala realnie myśleć o zdobyciu nie tylko kolejnych punktów do krajowego rankingu UEFA, ale także o poprawieniu nastrojów wśród kibiców „Zielonych”. Ci mogą mieć bowiem mieszane uczucia. Przed inauguracją polskiej ligi obawiano się o formację ofensywną brązowego medalisty poprzedniego sezonu. Zmartwienia nie okazały się bezpodstawne. Na odsiecz Bałkanom przyszli świeżo pozyskani Paixao i Plako, którzy wrzucili rywalom trzy gole. Po jednym dobrym meczu i pokonaniu Czarnogórców nastąpiła wpadka w T-Mobile Ekstraklasie, która dotyczy bezbramkowego remisu z kielecką Koroną. Oby tylko niemoc strzelecka nie udzieliła się również w czwartkowym starciu.










