W spotkaniu rozgrywanym w ramach turnieju o Puchar Konfederacji reprezentacja Nigerii bez większego wysiłku zwyciężyła Tahiti w Belo Horizonte 6:1 i jest na czele grupy B. Gole zdobywali dwukrotnie Elderson Echiejile, trzykrotnie Nnamdi Oduamadi, a raz piłkę we własnej bramce umieścił Jonathan Tehau. Lecz ten sam piłkarz strzelił honorowego gola dla Tahitańczyków kilkanaście minut wcześniej.
Z góry było do przewidzenia, że zwycięzca tego pojedynku może być tylko jeden. Piłkarze z wyspy podlegającej Francji byli tylko tłem dla tego pojedynku, choć nie można im było odmówić ambicji i woli walki na placu gry.

Podczas gdy wszyscy od pierwszych minut oczekiwali naporu na bramkę przeciwnika ze strony „Super Eagles”, musieli się poczuć zaskoczeni. Pierwszy strzał w światło bramki padł bowiem od zawodnika z drużyny z Oceanii. Vincent Simon, defensor Tahiti, był tym, który postanowił spróbować swoich umiejętności strzeleckich. Uderzenie nie było jednak groźne, gdyż futbolówka poturlała się po murawie wprost do rąk Vincenta Enyeamy.
Pierwsze trafienie dla Nigerii było kwestią czasu. Już w 5. minucie piłka została umieszczona w siatce golkipera Tahiti. Autorem gola okazał się być lewy obrońca, Elderson Echiejile. Futbolówka po jego strzale z dystansu odbiła się po drodze od dwóch podopiecznych Eddy’ego Etaety i w ten sposób wpadła do bramki strzeżonej przez Xaviera Samina. Po dziesięciu minutach było już 2:0. Tym razem to Nnamdi Oduamadi łatwo przedarł się przez słabą funkcjonującą linię obrony rywala i został sam na sam z bramkarzem. Napastnik podciął piłkę nad golkiperem i w tym momencie Nigeria prowadziła różnicą dwóch goli.
Trzecie trafienie nastąpiło w 26. minucie. Na listę znów wpisał się Oduamadi, który wykorzystał kuriozalny błąd Samina, gdy ten nie złapał futbolówki nadlatującej z lewej strony boiska. Do piłki dobiegł Nnamdi i bezproblemowo zapisał na swoje konto kolejnego gola. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniało 3:0, choć prowadzenie mogło być większe, gdyby stuprocentowe okazje zamienili na bramki tacy piłkarze jak Sunday Mba czy Ahmed Musa.
Obraz drugich 45 minut nie uległ znacząco zmianie. Dalej to ekipa z Czarnego Lądu dłużej posiadała piłkę i kontrolowała spotkanie. Choć moment uśpienia nastał w 54. minucie, kiedy nagle piłka po dośrodkowaniu z rzutu rożnego od Maramy Varihuy, a potem uderzeniu głową Tehau, znalazła się w bramce nigeryjskiego bramkarza. Chyba wszyscy kibice na trybunach celebrowali gola zdobytego przez najlepszy zespół z Oceanii, zupełnie nie spodziewając się takiego obrotu sprawy. Aczkolwiek czternaście minut później Tehau znowu trafił do siatki, tyle że własnej.










