Transfer Lassany Diarra do Realu Madryt odbił się w Europie szerokim echem, wręcz szokując kibiców. Czy jednak słusznie miłośnicy futbolu powinni być zdziwieni, że Królewscy zdecydowali się wyłożyć za francuskiego pomocnika 20 mln euro? Absolutnie nie.
Już w swoim debiucie, w meczu z Villarreal, Lass udowodnił bowiem, że Real nie zrobił błędu, płacąc za niego aż 20 mln euro. Rządził i dzielił w środku pola, mając niemal stuprocentową skuteczność odbioru piłek. Walczył jak lew, słusznie zostając uznanym za jednego z ojców cennego zwycięstwa z Żółtą Łodzią Podwodną. Zaraz po zakończeniu spotkania na Diarrę spadł deszcz pochwał. Pomocnik Villarreal, Robert Pires, który niedzielnego wieczoru został całkowicie przyćmiony przez swojego rodaka przyznał:
– Real przeżywa kryzys, ale lekiem na całe zło może być właśnie Lassana. To gracz niezwykle mądry, który nigdy nie gra pod siebie, a zawsze wybiera rozwiązania najlepsze dla drużyny. Ma wszelkie dane ku temu, by ponownie wprowadzić mistrzów Hiszpanii na zwycięską ścieżkę.
Prasa z kolei od razu zaczęła porównywać byłego gracza FC Portsmouth do Claude Makelele, ale Diarra od razu pospieszył z apelem: – Proszę, żebyście nie porównywali mnie z Makelele ani z żadnym innym piłkarzem, bo nigdy tego nie chciałem. Bycie porównywanym z graczem pokroju Makelele to oczywiście zaszczyt, ale długa droga przede mną, by osiągnąć podobny poziom, co mój kolega z okresu wspólnej gry w Chelsea Londyn.
Postawą nowego piłkarza Realu zachwyceni byli również kibice z Santiago Bernabeu, którzy torpedowali forum internetowe klubu peanami pochwalnymi. „Myślałem, że będzie to maksymalny niewypał, ale wypadł naprawdę obiecująco„, „To, co od razu rzuciło mi się w oczy, to fakt, że Lassana jest szysbszy zarówno od Fernando Gago, jak i Mamadou Diarry. Poza tym ma naprawdę żelazne płuca„, „Lass jest gęsty jak las – trudno się przez niego przedrzeć” – to tylko niektóre wpisy z forum strony internetowej Królewskich. W tej całej euforii i ekstazie spowodowanej udanym debiutem Diarry znaleźli się jednak i ci socios, którzy potrafili zachować trzeźwość umysłu i nie dali się ponieść emocjom. „Diarra faktycznie spisał się dziś wybornie i naprawdę jak żyw przypominał Makelele, ale… zagrał dopiero jeden dobry mecz. Wielu było już graczy, którzy spisali się wybornie w jednym spotkaniu, a potem już nie potrafili nawiązać do tego pierwszego udanego występu” – napisał jeden z fanów.
Diarra z pewnością nie podziela euforii sympatyków Realu, bardziej identyfikując się z ostatnim wpisem. Życie bowiem nauczyło go, że od wielkości do śmieszności tylko krok, poza tym w swojej karierze od zawsze miał pod górkę i musiał się naprawdę sporo napracować, by dziś z dumą przywdziewać biały trykot Królewskich. Gdy zaczynał przygodę z piłką, od razu zapragnął występów w FC Nantes. Gdy jednak zapukał do bram szkółki Kanarków, trenerzy tylko spojrzeli na niego z politowaniem i odprawili z kwitkiem, wskazując drogę powrotną. Swoją decyzję argumentowali słabymi warunkami fizycznymi piłkarza (170 cm wzrostu i 59 kg wagi), które miały być tamą w zrobieniu przez Diarrę wielkiej kariery.










