– Już zimą wiedziałem, że nie pojadę na Euro – ujawnia Tomasz Kuszczak. Rozpoczynając nową przygodę na południu Anglii, Polak zamierza przypomnieć się nowemu selekcjonerowi i szybko wrócić do Premier League. I nie są to słowa bez pokrycia – jego nowa drużyna w miniony weekend zasłużenie pokonała klubowych mistrzów Europy.
Korespondencja z Anglii
Przez całą pierwszą dekadę XXI wieku Brighton and Hove Albion nie miało własnego stadionu, balansując na krawędzi istnienia. Na Goldstone Ground, gdzie przez blisko sto lat mieściła się jego siedziba, teraz stoją Burger King, obskurne centrum handlowe i hektar asfaltowego parkingu. W agonalnym stanie, ledwo wiążąc koniec z końcem, popularne „Mewy” nieraz zostały przez wielu skreślone na straty.
Tomasz Kuszczak odwiedził Remes Cup 2009 (fot. Andrzej Czech/Sfera Group)
Obserwując spuszczone głowy Franka Lamparda i Johna Terry’ego, aż trudno było pojąć, jak długą drogę przebył ten klub z południowego wybrzeża Anglii. W minioną sobotę piłkarze Chelsea schodzili z murawy przepięknego stadionu Amex zdeklasowani przez ambitnie grającą drużynę Gustavo Poyeta, notabene byłego pomocnika „The Blues”. Kilka dniu później „Mewy” zremisowały z innym przedstawicielem ekstraklasy – Reading – tracąc wyrównującą bramkę w ostatnich minutach meczu.
Po spektakularnym awansie z League One rok temu i zaledwie jednym sezonie na zapleczu Premier League dopełnia się metamorfoza Albionu. Uważany za jeden z najlepiej zarządzanych klubów na Wyspach, już teraz jest przykładem dla innych, jak wyjść z najgłębszego kryzysu.
Po wielu administracyjnych bojach udało się wybudować nowoczesny obiekt, który po zaledwie dziesięciu miesiącach użytkowania należało rozbudować. Oparty na szybkich podaniach guardiolowski styl gry drużyny Poyeta zyskuje zarówno uznanie krytyków, jak i boiskowych rywali. Ale aby ogrom transformacji się dopełnił, ambicją klubu jest awans do elitarnej Premier League.
W tym zadaniu pomóc ma Tomasz Kuszczak. Były już bramkarz Manchesteru United opowiada o minionym sezonie, ambitnych planach na kolejny, nowych obowiązkach narzuconych mu przez Poyeta oraz powrocie do kadry.
Zwycięstwa nad klubowymi mistrzami Europy nie zdarzają się codziennie, prawda?
Wynik pokazuje, w jakim kierunku zmierza Brighton i dlaczego tutaj jestem. Mecze towarzyskie może i są różnie odbierane, ale trzeba pamiętać, że nikt nie lubi przegrywać, zwłaszcza zespoły z europejskiej czołówki. Chelsea mecz potraktowała na poważnie, ale i tak udało nam się wygrać. Muszę przyznać, że mimo wszystko byłem trochę zaskoczony wynikiem, choć 3:1 było rezultatem trudnym do zakwestionowania. Daje nam to powody wierzyć, że mamy potencjał, aby awansować do Premier League.
Jak ocenisz swoją interwencję przy bramce Lamparda?
Nie mam do siebie pretensji o tę interwencję. Lampard wyszedł ze mną praktycznie sam na sam. Patrzył na mnie do końca, do ostatniego momentu wyczekiwaliśmy się. Lampard naprawdę skutecznie potrafi wykańczać takie akcje. Wyglądało to jednak bardziej na niczym rzut karny niż strzał z otwartej gry.
Uważam, że rozegrałem dobry mecz przeciwko Chelsea. Miałem kilka solidnych interwencji i dobrze radziłem sobie z nieprzyjemnymi strzałami, kiedy po rykoszetach piłka zmieniała tor lotu. Ciężko przepracowałem ten okres przedsezonowy w nowym otoczeniu, dlatego i moja forma rośnie. Czuję się właściwie przygotowany do nowego sezonu i startu ligi.
Obrońcy bardzo Ci ufają, często dostawałeś od nich podania – to był element taktyki czy tak po prostu wyszło?
To jest sposób gry tego zespołu. Przychodząc tutaj, wiedziałem, jak gra Brighton. To bardzo współczesny styl oparty na budowaniu akcji od tyłu. Choć graliśmy ze zwycięzcą Ligi Mistrzów w bardzo mocnym składzie, nadal robiliśmy swoje. Odważnie rozgrywaliśmy piłkę podaniami już ode mnie. Oczywiście bez wariacji – kiwać się nie będę! Bramkarz nie jest od sprintów i mijania rywali, ale rozprowadzić piłkę już mogę. Tak będziemy grać w Championship, tak zamierzamy awansować do Premier League.
Na boisku nasze zadanie to utrzymać się przy piłce, podać, wyjść na pozycję, rozklepać przeciwnika. Tak właśnie zagraliśmy z Chelsea. Być może to zaskoczyło londyńczyków? Może spodziewali się, że się przestraszymy, będziemy bronić i grać na utrzymanie wyniku? Może i inne zespoły właśnie tak zagrałyby przeciwko takim potentatom jak Chelsea. W tej taktyce jest dużo zaufania do mnie, a ja będę starał się wywiązywać z powierzonych zadań najlepiej jak potrafię.
Rywalizujesz w bramce z Peterem Brezovanem i Casperem Ankergrenem. Obaj starsi od Ciebie o dwa lata, obaj doświadczeni. Raczej nie są zachwyceni, że Gustavo Poyet tak silnie na Ciebie postawił.
Konkurencja jest i będzie wszędzie. Przyszedłem tutaj, żeby grać, a nie się uczyć. Wiem, że mogę sporo wnieść do zespołu, ponieważ mam dużo doświadczenia zdobytego przez lata w Premier League. Choćby w tej kwestii moja pozycja jest silna. Ale to nie zmienia faktu, że rywalizacja jest nieodzowna. Muszę grać na wysokim poziomie, pomagać zespołowi. W momencie kiedy będziemy wygrywać i nie będziemy tracić bramek – choć w piłce i z tym różnie bywa, nie da się zachować czystego konta przez cały sezon – pozycję w bramce utrzymam. A jeżeli będę grać źle, wszystko się może wydarzyć.
Podpisałeś tylko dwuletni kontrakt – za rok zapewne znowu usiądziecie do negocjacji. Mówisz w samych superlatywach o grze dla Brighton, ale związałeś się z nim relatywnie krótkoterminowo.
To wyszło z obu stron. Kluby z Championship liczą się z finansami i jest to widoczne. Zostałem bardzo poważnie potraktowany i zaoferowano mi dobry dwuletni kontrakt. W sytuacji niepowodzeń zespołu byłbym dużym obciążeniem budżetowym dla tego klubu. Natomiast w momencie dobrej gry – mam nadzieję, że i awansu do Premier League – klub usiądzie ze mną do stołu i przedłuży obecną umowę. Jest to dobra opcja dla obu stron. Przyszedłem tutaj, aby wrócić do angielskiej ekstraklasy. Jasne, w futbolu różne rzeczy mogą się wydarzyć, ale ten zespół ma naprawdę dużą szansę, aby grać w Premier League za rok.
Czy ktoś Ci doradzał transfer do Brighton?
Miałem parę propozycji z różnych klubów zagranicznych oraz angielskich, także z Premier League. Ale w wielu z nich moja pozycja nie była do końca wiadoma. W Manchesterze United przez lata czekałem na szansę gry. Teraz już nie mam czasu czekać. Chcę grać i pokazać, czego się nauczyłem przez ten czas. Brighton wydawało mi się najlepszą opcją, jeżeli chodzi o strukturę, nowy stadion, świetnego trenera – te czynniki składały się na korzyść klubu z południa Anglii.
Wystąpiłem przeciwko niemu na Amex w barwach Watfordu i bardzo podobała mi się atmosfera. Byłem także pod wrażeniem stylu gry zawodników oraz tego, w jaki sposób utrzymywali się przy piłce. W tej kwestii prezentują się jak najlepsze zespoły na świecie. Może i jesteśmy jak na razie w Championship, ale zobrazowaniem naszych możliwości było zwycięstwo nad Chelsea. Liczę, że wyniki w tym sezonie same za siebie wyjaśnią, dlaczego tutaj jestem.
Czego o samej Championship nauczyłeś się podczas wypożyczenia do Watfordu?
Poznałem sposób gry tej ligi. Nie ma diametralnej różnicy, jeżeli chodzi o grę fizyczną – w Premier League także występują potężni piłkarze. Niemniej jednak w Championship fizyczność przeważa nad techniką, przez co jakość Premier League jest lepsza. Także świadomość taktyczna piłkarzy, umiejętności indywidualne, kreatywność są na wyższym poziomie. Trudno mi jednak powiedzieć, że się w Watfordzie czegoś nauczyłem – wolałbym mówić o poznaniu nowego stylu gry. Większość drużyn gra długie piłki i walczy w powietrzu. Brighton na tym tle prezentuje się inaczej. Jest więcej podań, kombinacyjnych zagrań.
Kiedy wreszcie udało Ci się przejść na wypożyczeniu do Watfordu, „Daily Mail” napisał, że uciekłeś z piekła. Były wcześniej cytaty o niewolnictwie, ale je zdementowałeś. Dlaczego Twoja przygoda z United się nie udała? Potrafiłbyś już spojrzeć na to z dystansem?
Tamte cytaty o niewolnictwie dużo mówią o dziennikarstwie sportowym samym w sobie. Różne osoby mają różne cele w tym, co piszą. Pierwsze informacje o tym „cytacie” przyjąłem z wielkim zaskoczeniem, choć znając angielskie media, można się było tego spodziewać. Gazety żyją ze skandali, insynuacji czy wkręcania. Tak już jest. W pewnym momencie stałem się tego ofiarą.
Pierwotnie nie chciałem tego dementować, przecież nawet nie wypowiedziałem tych słów, ale w pewnym momencie taki ruch okazał się jednak potrzebny – sprawy stały się niesmaczne. Już nawet nie chodzi o pozycję Manchesteru United, ale moją godność i reputację – dbam o nią. Były pewne nieprzyjemne momenty w United w tamtym okresie, ale nie powiedziałbym, że „uciekłem z piekła”.
Ale jak to wyglądało od strony sportowej?
Ostatni rok był dla mnie trudny. Choć były zespoły z Premier League, które chciały mnie pozyskać, wiele możliwości odejścia zostało zablokowanych. Jeżeli doszłyby do skutku, już w poprzednim sezonie grałbym regularnie w Premier League. A być może byłbym także i na mistrzostwach Europy… Ferguson nie chciał mnie jednak wypuścić. Zawsze coś stawało na przeszkodzie.
Mimo wszystko oceniam mój czas w United świetnie. Poznałem wielu przyjaciół, bardzo dużo się nauczyłem, ale ostatecznie nie dostałem szansy gry. Jeżelibym ją dostał, uważam, że wykorzystałbym ją. Nie było mi to dane. Choćby z tego powodu jestem teraz w Brighton, zespole walczącym o awans. Jeżeli się uda, to jest potencjał, aby zostać tam na długie lata. Profesjonalizm jest na poziomie solidnego klubu Premier League.
Pociągnijmy może kwestię zawodów piłkarskich: Euro 2012. Decyzja o wypożyczeniu do Watfordu była dyktowana obietnicą, z której Smuda się nie wywiązał.
Były kwestie, o których dziennikarze nie wiedzą, a ja wolę zachować je dla siebie. Uznaję, że nie powinny one ujrzeć światła dziennego. Nie boję się kolejnych skandali, ale nie są mi potrzebne i szkoda mi na nie czasu. Tak naprawdę to już zimą wiedziałem, że na Euro nie pojadę. Wówczas pojawiały się wyraźne znaki, że nawet jeżeli grałbym przez te pół roku, na finałach mistrzostw Europy nie byłoby dla mnie miejsca. I tak zostało mi to przedstawione. Kwestią pozostało to, kto miał rację. Koniec końców okazało się, że się nie myliłem.
Grając w Watfordzie i będąc w świetnej – naprawdę świetnej – formie, miałem wiele bardzo dobrych występów. Pomagałem zespołowi w osiąganiu wyników, grałem na najwyższym poziomie, a nadal nie było mowy o powołaniu. A na Euro pojechali zawodnicy, którzy przez cały sezon grali mniej niż ja. Pokazuje to tylko, jak te powołania były przemyślane. O tym, kto pojedzie na finały, tak naprawdę wiadomo było bardzo, ale to bardzo długo przed samą imprezą. Nie chodziło o formę czy liczbę występów, bo na Euro pojechali piłkarze, którzy mieli tam grać.
W jakiś sposób było to frustrujące, a momentami i zadziwiające. Taka jest piłka, takie rzeczy się zdarzają. Nie byłaby to moja pierwsza duża impreza. Byłem na mistrzostwach świata, prawie na poprzednich mistrzostwach Europy. Widziałem wiele rzeczy. To się powtarza i będzie powtarzać. Jednym jest dane pojechać na mistrzostwa, drugim nie. Mnie nie było.
W kadrze jest już nowy selekcjoner, ale ponownie nie dostałeś powołania na pierwsze zgrupowanie. Jest jakiś kontakt z Waldemarem Fornalikiem?
Kontaktu jeszcze nie było, ale rozumiem nowego selekcjonera. Powołał zawodników, którzy byli na Euro. Trudno, aby większości z nich nie powołał…
Dlaczego? Przecież zagrali źle…
[śmiech] Zobaczymy, jak to będzie. Uważam, że selekcjoner podjął teraz właściwą decyzję, a czas aby się pokazać, zacznie się, kiedy ruszą rozgrywki ligowe. Wiadomo, że niektórzy mają lepszą przepustkę do kadry z uwagi na kluby, w których grają. Bieżąca forma będzie się liczyła w oczach nowego trenera kadry. Ja mam swój cel. Najważniejsze, aby grać w klubie regularnie i dobrze. Nie ma dla mnie różnicy, czy jest to Championship czy Premier League – w obu gra się na takim samym poziomie.
Z dziesięcioma meczami w kadrze daleko Ci do Klubu Wybitnego Reprezentanta…
Jeżeli liczyć wszystkie powołania, na pewno byłbym blisko tego klubu. Wiele razy jeździłem na zgrupowania reprezentacji, ale w niej nie grałem. I te mecze kadry tak mijały. Wynikało to oczywiście z tego, że byłem w Manchesterze United, w którym nie miałem szans regularnie występować. Trenerzy kadry mnie pomijali w ostatecznej selekcji, ponieważ woleli zawodników regularnie grających w słabszych klubach.
A ja przecież trafiłem do United, które przez pierwsze pięć lat mojego pobytu tam świętowało chyba najlepszy okres w swojej historii! Medale, cztery tryumfy w Premier League, zwycięstwo i finały Ligi Mistrzów, Carling Cup… Zebrało się tego sporo. Mimo wszystko byłem tam rezerwowym. Stąd poniekąd liczba meczów w kadrze jest, jaka jest. Jeśli zliczylibyśmy powołania, robiłoby to większe wrażenie. Ale taki był mój wybór – chciałem być w United i tam grać.
Jesienią Polska rozpoczyna eliminacje do mistrzostw świata, notabene w grupie z Anglią. Spotkanie na Wembley, w dłuższej perspektywie, jest w zasięgu.
Konkurencja w bramce reprezentacji Polski jest bardzo duża. Każdemu jest trudno się przebić, ponieważ kilku świetnych zawodników aspiruje o miejsce. Ale na pewno w pewnym momencie będą też jakieś roszady. Jeżeli dostanę powołanie – będę jechał na nie szczęśliwy. Jeżeli nie – nie jest to koniec świata i dalej będę robił swoje. Ale jako Polak i reprezentant kraju na kadrę zawsze będę gotowy. Nikt nie wie, co się wydarzy w futbolu. Jestem świadom, że natychmiast do reprezentacji nie wskoczę, ale myśl o grze dla niej zawsze gdzieś tam się tli. Muszę to tylko udowodnić na boisku.
Błąd w pierwszej odpowiedzi kuszczaka napisaliście
resultat? rezultat raczej powinno być.
RB
Robert Błaszczak
Dzieki, poprawione ;)
~
~luko22
Fajny tekst , oby więcej takich :)
~
~soldier
fajny tekst, ale mówiąc że na EURO byli bramkarze
którzy grali mniej od niego Tomek chyba trochę
przesadził, chyba że chodzi o Sandomierskiego,
tak samy gdy mówił że kadrowi goalkeeperzy grają
w słabszych klubach, bo mi się jednak wydaję że
Arsenal i PSV jest lepszy niż Brighton…