Tomasz Kupisz to jeden z najbardziej obiecujących piłkarzy młodego pokolenia w Ekstraklasie. 21-letni skrzydłowy trafił do Jagiellonii z Wigan, w którym stawiał pierwsze futbolowe kroki w seniorskiej piłce. Z sympatycznym pomocnikiem porozmawialiśmy o pobycie w Anglii, różnicach między Polską a Zachodem, a także obecnej formie Jagiellonii.
Trafiłeś do Wigan w wieku 17 lat, musiałeś szybko się usamodzielnić. Miało to zapewne ogromny wpływ na Twoją osobowość.
Usamodzielniłem się o wiele wcześniej, ponieważ już w wieku 14 lat wyjechałem do szkoły sportowej w Piasecznie, gdzie podjąłem naukę, jednocześnie mogąc liczyć na dobre warunki do rozwoju piłkarskiego. Pomimo odległości, zawsze miałem wsparcie rodziców. Wigan było tylko kolejnym krokiem. Dzięki wyjazdowi stałem się osobą bardziej wytrwałą, chyba także nieco bardziej odporną na stres. Szybko musiałem się usamodzielnić.
Młody chłopak samotnie w obcym kraju… Co było najtrudniejsze w aklimatyzacji?

Najtrudniejsze były po prostu pierwsze miesiące spędzone w Anglii. Sporo kłopotów sprawił mi język, uczyłem się co prawda angielskiego w szkole, ale nie opanowałem go na tyle, by od razu móc się zaadaptować w nowym otoczeniu. Musiało to wszystko potrwać. Po trzech miesiącach wszystko zaczęło jednak grać, czułem się prawie jak w domu.
Były jakieś osoby, które w szczególny sposób pomogły Ci w tych pierwszych miesiącach?
Takim człowiekiem był na pewno Tomek Cywka. Dużo zawdzięczam również angielskiej rodzinie, z którą przebywałem na co dzień. Wiadomo – cały czas wspierali mnie rodzice oraz znajomi z Polski, z którymi kontaktowałem się przez Skype’a.
Kiedy byłeś jeszcze w wieku juniorskim, interesowały się Tobą takie potęgi jak Inter Mediolan. Czy młodemu chłopakowi może się w takiej sytuacji trochę poprzewracać w głowie?
Nie, dlaczego? Myślę, że to fajne doświadczenie, że taki zespół jak Inter kiedyś interesował się moją osobą. To są jednak dawne czasy. Spokojnie, wszystko ze mną w porządku, nic mi się w głowie nie poprzewracało.
Były takie momenty, że woda sodowa uderzała do głowy?
Nie, nie było takiej możliwości. Nie było nawet ku temu powodów. Wigan to nie takie duże miasto, jego nocne życie wcale mnie nie kusiło. Mieszkałem w bardzo cichej okolicy, dlatego nawet nie było okazji do różnych wyskoków…
Jak to możliwe, że interesowały się Tobą takie potęgi europejskie jak Werder, Auxerre czy wspomniany już wcześniej Inter, a w Polsce, oprócz Amiki, w zasadzie nikt nie zwrócił na Ciebie uwagi?











