Jak wszyscy dobrze wiemy, piłka nożna to w Stanach sport nie pierwszej kategorii, ale raczej drugo- czy trzeciorzędowy. Soccer wciąż utrzymuje się za koszykówką, baseballem, hokejem czy futbolem amerykańskim, ale cały czas powoli ich goni. To głównie za sprawą wyników reprezentacji USA oraz ściągania do MLS gwiazd europejskiej piłki. Gwiazd zazwyczaj już mocno podstarzałych, ale magia nazwiska działa zawsze. Warto więc wspomnieć o tym, jacy wybitni piłkarze na koniec kariery wybrali MLS zamiast Europy czy petrodolarów arabskich szejków.
Krucjatę w stronę kraju Jankesów w tym wieku na dobre rozpoczął David Beckham. To on był pierwszym tak znanym, tak sukcesywnym i tak dobrym piłkarzem, który zapewnił MLS rozgłos dzięki transferowi do Los Angeles Galaxy. Oczywiście popularny ,,Becks” zapewniał, że robi to dla dobra amerykańskiej piłki, że zależy mu na rozwoju tego sportu w Stanach i że dołoży starań, aby Amerykanie gonili pod tym względem Stary Kontynent. Jednak wszyscy wiemy, że wychowanek Manchesteru United dostał za ten ruch niemałe pieniądze, na transfer naciskała również jego żona, która mogła na nowo wymyślić swoją karierę w słonecznej Kalifornii, a sam Beckham zyskał niemałe pieniądze za to, że wszedł na amerykański rynek reklam i wiele firm z kraju Abrahama Lincolna usilnie błagało go o wystąpienie w swojej reklamówce.
O ile Beckham był początkiem pewnej ery i wyznacznikiem tego, kiedy to się zaczęła, o tyle trudno znaleźć zawodnika który dalej pociągnął rozsławianie MLS na cały świat. Po odejściu angielskiego skrzydłowego do Milanu i później do francuskiego PSG odpowiedzialność za to spadła na barki paru zawodników, a nie jednego konkretnego. Do ligi przez ocean Atlantycki powędrowali Rafael Marquez, Thierry Henry i Tim Cahill. O ile pierwszego i trzeciego już nie ma, to francuski killer wciąż gra dla nowojorskiego giganta (jak na skale MLS) i ciągle zdobywa bramki. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć w jaki sposób i czy bardzo odbiegają jakością od tych zdobywanych dla Arsenalu czy Barcelony, linki poniżej.
Na tę trójkę posiadaną przez NYRB postanowili odpowiedzieć działacze Los Angeles Galaxy ściągając Robbiego Keane’a. Irlandczyk to podobnie jak Henry, żywa legenda Premier League. Choć tak naprawdę nigdy nie był tak elegancki jak Francuz, nie miał takiej techniki jak gracz Arsenalu, to zawsze nadrabiał to tym, co kibice na Wyspach bardzo sobie cenią – sercem i zaangażowaniem. Nie znajdzie się fana Tottenhamu, który miałby o Irlandczyku złe zdanie. Niech o klasie tego napastnika świadczy fakt, iż nawet po odejściu do Kalifornii wciąż dostawał powołania do kadry narodowej. Poniżej Robbie Keane w MLS.











