Gdyby nie reforma ekstraklasy, dziś bylibyśmy mądrzejsi. Ze zdjęć w dziennikach i stronach internetowych uśmiechaliby się do nas świętujący 11. mistrzostwo Polski piłkarze Legii Warszawa. Reforma jednak miała miejsce i dziś zamiast gratulować zwycięzcom i współczuć przegranym, patrzymy na tabele i zastanawiamy się: co dalej?
30. kolejka ekstraklasy za nami. Czas na podział na grupy mistrzowską i spadkową. O tytuł mistrza Polski 2015 grać będą: Legia, Lech, Jagiellonia, Śląsk, Wisła, Górnik Zabrze, Pogoń i Lechia. O utrzymanie w piłkarskiej elicie zawalczą: Piast, Podbeskidzie, Korona, Cracovia, Ruch, Górnik Łęczna, GKS Bełchatów i Zawisza.
W ostatnich tygodniach czy nawet miesiącach powszechne stało się stwierdzenie, że polska liga to liga, której nikt nie chce wygrać. Gdy potknęła się Legia, Lech nie mógł jej dogonić. Gdy to Lech tracił punkty, Legia robiła wszystko, by za bardzo „Kolejorzowi” nie uciec. Po rundzie jesiennej wydawało się, że walki o mistrzostwo może włączyć się Jagiellonia Białystok. Z biegiem czasu znudziła się drużynie Michała Probierza tryumfalna wspinaczka na szczyt tabeli. „Jaga” poddała się beznadziei panującej na szczytach ligowego futbolu i zrezygnowała z podejścia zdobycia upragnionego, wydawałoby się, pierwszego miejsca. A co na dole tabeli? Wyszydzany przez innych Zawisza z marnego giermka, którym był na wiosnę, zamienił się w mężnego rycerza i niczym swój imiennik, Zawisza Czarny z Garbowa, „prał” na wiosnę prawie wszystkich rywali. Śpiącą królewną tej rundy był GKS Bełchatów, który z 4. miejsca zajmowanego po rundzie jesiennej spadł na miejsce przedostatnie. Na wiosnę bełchatowianie wygrali tylko jeden mecz, z Wisłą i z gracją ( a raczej jej brakiem) spadli do strefy spadkowej. Jeśli już jesteśmy przy rycerzach i królewnach, zabawmy się we wróżkę. Jak zakończy się ten sezon? Kto zajmie miejsca na podium? Kto spadnie z ekstraklasy? Poznajcie nasze typy.
Legia Warszawa (fot. Grzegorz Rutkowski)
1. miejsce – Legia Warszawa: Jeśli chodzi o „wywróżenie” pierwszego miejsca, byliśmy w redakcji jednogłośni. Mimo nie najlepszej wiosny drużyny prowadzonej przez Heninga Berga „Wojskowi” wciąż są głównym faworytem do wywalczenia tytułu po raz trzeci z rzędu. W rundzie wiosennej Legia tylko osiem razy zdobyła komplet punktów, co na klub o takim potencjale jest wynikiem co najmniej wstydliwym.
Aktualny mistrz Polski to klub dysponujący najlepszymi piłkarzami i najwyższym budżetem, najlepiej zorganizowany w całej ekstraklasie. Jesień w europejskich pucharach pokazała, że podopieczni Heninga Berga nie muszą obawiać się nikogo. Wszyscy przecież świetnie pamiętamy pogrom, jaki legioniści zgotowali drużynie Celticu Glasgow w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. I nawet biorąc pod uwagę fakt, że nie był to Celtic grający jak jeszcze kilka sezonów temu, to w całej naszej lidze nie ma drużyny zbliżonej do nich poziomem. Kolejnym atutem „Wojskowych” jest fakt, iż do ostatecznej batalii przystępują z pierwszego miejsca w tabeli. Daje im to komfort rozgrywania spotkań z drugą i trzecią drużyną na własnym stadionie. Przy Łazienkowskiej Legia przegrała w tym sezonie tylko dwa razy. Z Jagiellonią i GKS-em Bełchatów.
2. miejsce – Lech Poznań: „Kolejorz” to aktualny wicemistrz Polski. Po nie najlepszym początku sezonu i zwolnieniu trenera Mariusza Rumaka zespół przejął Maciej Skorża. Pod jego wodzą Lech przegrał trzy ligowe spotkania. Po falstarcie przeciwko Jagiellonii Białystok jego zespół sukcesywnie piął się w górę tabeli. Po drugim meczu z Jagiellonią, wygranym przez lechitów 2:0, w końcu udało mu się wskoczyć na drugie miejsce w tabeli. Na nic więcej „Kolejorza” stać nie było. Gdyby nie wiosenne potknięcia z Zawiszą i Piastem, to Lech przystępowałby do decydującej fazy sezonu jako lider.
Warto zauważyć, że na wiosnę klub z Poznania nie przegrał spotkania z żadnym rywalem z pierwszej ósemki. Jest to bezsprzeczny atut, dzięki któremu lechici będą mogli na każde spotkanie wyjść niesamowicie pewni siebie. W rundzie wiosennej udowodnili sobie, że nie muszą bać się nikogo. Lech jest drużyną, która w całym sezonie przegrała najmniej spotkań, tylko cztery. Jego bolączką są remisy, aż 14 meczów zakończyło się takim wynikiem.
Michał Probierz
3. miejsce – Jagiellonia Białystok: Drużyna Michała Probierza pogrzebała swoje szanse na wyższe miejsce w marcu. Wtedy przegrała trzy spotkania, a wygrała tylko jedno. Mimo tak słabych wyników udało się piłkarzom z Podlasia wywalczyć miejsce na podium. „Żółto-czerwonym” nie robi większej różnicy, czy grają na stadionie przy ulicy Słonecznej czy na jakimkolwiek innym stadionie w Polsce. Średnia punktów zdobywanych w Białymstoku to 1, 8; na wyjeździe 1,47.
Wydaje się, że nawet bez najlepszego strzelca, Mateusza Piątkowskiego, przesuniętego do rezerw, Jagiellonia gra równiej niż będące bezpośrednio za jej plecami Śląsk i Wisła. To właśnie stabilizacja może się okazać kluczowa w decydującej fazie tego sezonu. Probierz prowadzi swoją drużynę od 7 kwietnia 2014 roku, a więc ponad rok. Przez ten czas zdążył poznać swoją ekipę i wie, jak tymi ludźmi kierować w trudnych chwilach, które na pewno Jagiellonię jeszcze czekają.
WKS ŚLĄSK WROCŁAW (fot. Rafał Rusek /iGol.pl)
4. miejsce – Śląsk Wrocław: W pewnym momencie rundy wiosennej Śląsk nie potrafił wygrać ośmiu meczów z rzędu. Żaden z rywali, który był za plecami drużyny z Wrocławia, nie potrafił wykorzystać szansy. Mimo że forma podopiecznych Tadeusza Pawłowskiego nie jest jeszcze ustabilizowana (w ostatnich czterech meczach na przemian wygrywają i przegrywają), to wydaje się, że Śląsk dysponuje obecnie silniejszą kadrą niż Wisła, która zajmuje w tabeli miejsce zaraz za plecami wrocławian.
Do walki o 4. miejsce (w przypadku zdobycia mistrzostwa przez Legię lub Lecha także daje prawo gry w pucharach) Śląsk przystępuje podbudowany zwycięstwem nad bezpośrednim rywalem. W 30. kolejce pokonał Wisłę 1:0 po golu Roberta Picha. Śląsk udowodnił swoją wyższość nad „Białą Gwiazdą” w bezpośrednim starciu. Teraz ma siedem meczów, by potwierdzić, że bardziej zasługuje na grę w pucharach.
Michał Mak GKS Bełchatów (fot. gksbelchatow.com)
16. miejsce – GKS Bełchatów: Głównym kandydatem do spadku z ekstraklasy jest według naszej redakcji GKS Bełchatów. Drużyna Marka Zuba na wiosnę zaprezentowała się tragicznie. W 15 kolejkach piłkarze z Bełchatowa zdobyli tylko pięć punktów. Gdy w rundzie jesiennej Zawisza zdobył 10 punktów, stał się pośmiewiskiem polskich stadionów. „Zielonym” udało się ten wynik przebić. Jedyne zwycięstwo, jakie bełchatowianie odnieśli na wiosnę, to 3:1 z Wisłą Kraków. Miało to miejsce w przedostatnim meczu „Białej Gwiazdy” pod wodzą Franciszka Smudy.
Trudno znaleźć przyczyny tak słabej dyspozycji GKS-u na wiosnę. Rundę jesienną skończyli przecież na czwartym miejscu. Możliwe jest, że prezes Marcin Szymczyk podjął decyzję o zmianie szkoleniowca w złym momencie. Kamil Kiereś na pewno nie jest złym trenerem, nikt nie powinien w to wątpić po rundzie jesiennej. Zwolnienie go i zatrudnienie w jego miejsce Marka Zuba na pięć kolejek przed końcem może kosztować „Zielonych” powrót do I ligi, po zaledwie jednym sezonie spędzonym w elicie.
Górnik Łęczna (fot. facebook.com/gornikleczna)
15. miejsce – Górnik Łęczna: Na drugiego spadkowicza po trudnej walce z Ruchem Chorzów typujemy Górnika Łęczna. Oznaczałoby to, że z ekstraklasą pożegnają się obaj beniaminkowie. Piłka nożna bywa okrutna. „Zielono-czarni” wpadli ostatnio w kryzys i trudno wyobrazić sobie by wstali z kolan. Drużyna z Lubelszczyzny nie wygrała ostatnich siedmiu meczów, co kosztowało ją spadek z miejsca 8., zajmowanego po 23. kolejce, na 14. Tym, co przemawia na niekorzyść drużyny Juriego Szatałowa, jest dojrzały wiek liderów drużyny, którym pod koniec długiego sezonu może najzwyczajniej zabraknąć sił na poderwanie kolegów do walki.
Kolejnym argumentem, który ostatecznie przekonał nas do pozostawienia w elicie Ruchu Chorzów, jest osoba trenera Fornalika. „Waldek” trenował przecież kadrę i wydaje się, że kto jak kto, ale on powinien wyciągnąć „Niebieskich” z tarapatów. Ruch nie zanotował jakiejś serii przegranych meczów. Jest dosyć regularny. Na wiosnę zanotował sześć wygranych, pięć porażek i cztery remisy. W tym miejscu warto przypomnieć, że po 30 kolejkach to Zawisza wciąż jest na ostatnim miejscu i po bardzo dobrej wiośnie ciągle nie może czuć się pewny pozostania w lidze.
Jak zauważył jeden z naszych redaktorów, ekstraklasa jest tak nieprzewidywalna, że czasami trudno odgadnąć, gdzie zostanie kopnięta piłka. Mimo wszystkich minusów naszej najwyższej klasy rozgrywkowej kochamy ją właśnie za to, że jest nasza. I chociaż momentami emocji w meczach jest jak na lekarstwo, to weekend w weekend zasiadamy przed telewizorami i emocjonujemy się nie mniej niż w wypadku Premier League czy Primera Division. Zabawę we wróżkę traktujemy, jak to zabawę, z przymrużeniem oka. Jak będzie naprawdę? Przekonamy się za kilka emocjonujących tygodni.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Gdyby nie reforma ekstraklasy, dziś bylibyśmy mądrzejsi. Ze zdjęć w dziennikach i stronach internetowych uśmiechaliby się do nas świętujący 11. mistrzostwo Polski piłkarze Legii Warszawa. Reforma jednak miała miejsce i dziś zamiast gratulować zwycięzcom i współczuć przegranym, patrzymy na tabele i zastanawiamy się: co dalej?
30. kolejka ekstraklasy za nami. Czas na podział na grupy mistrzowską i spadkową. O tytuł mistrza Polski 2015 grać będą: Legia, Lech, Jagiellonia, Śląsk, Wisła, Górnik Zabrze, Pogoń i Lechia. O utrzymanie w piłkarskiej elicie zawalczą: Piast, Podbeskidzie, Korona, Cracovia, Ruch, Górnik Łęczna, GKS Bełchatów i Zawisza.
W ostatnich tygodniach czy nawet miesiącach powszechne stało się stwierdzenie, że polska liga to liga, której nikt nie chce wygrać. Gdy potknęła się Legia, Lech nie mógł jej dogonić. Gdy to Lech tracił punkty, Legia robiła wszystko, by za bardzo „Kolejorzowi” nie uciec. Po rundzie jesiennej wydawało się, że walki o mistrzostwo może włączyć się Jagiellonia Białystok. Z biegiem czasu znudziła się drużynie Michała Probierza tryumfalna wspinaczka na szczyt tabeli. „Jaga” poddała się beznadziei panującej na szczytach ligowego futbolu i zrezygnowała z podejścia zdobycia upragnionego, wydawałoby się, pierwszego miejsca. A co na dole tabeli? Wyszydzany przez innych Zawisza z marnego giermka, którym był na wiosnę, zamienił się w mężnego rycerza i niczym swój imiennik, Zawisza Czarny z Garbowa, „prał” na wiosnę prawie wszystkich rywali. Śpiącą królewną tej rundy był GKS Bełchatów, który z 4. miejsca zajmowanego po rundzie jesiennej spadł na miejsce przedostatnie. Na wiosnę bełchatowianie wygrali tylko jeden mecz, z Wisłą i z gracją ( a raczej jej brakiem) spadli do strefy spadkowej. Jeśli już jesteśmy przy rycerzach i królewnach, zabawmy się we wróżkę. Jak zakończy się ten sezon? Kto zajmie miejsca na podium? Kto spadnie z ekstraklasy? Poznajcie nasze typy.
Legia Warszawa (fot. Grzegorz Rutkowski)
1. miejsce – Legia Warszawa: Jeśli chodzi o „wywróżenie” pierwszego miejsca, byliśmy w redakcji jednogłośni. Mimo nie najlepszej wiosny drużyny prowadzonej przez Heninga Berga „Wojskowi” wciąż są głównym faworytem do wywalczenia tytułu po raz trzeci z rzędu. W rundzie wiosennej Legia tylko osiem razy zdobyła komplet punktów, co na klub o takim potencjale jest wynikiem co najmniej wstydliwym.
Aktualny mistrz Polski to klub dysponujący najlepszymi piłkarzami i najwyższym budżetem, najlepiej zorganizowany w całej ekstraklasie. Jesień w europejskich pucharach pokazała, że podopieczni Heninga Berga nie muszą obawiać się nikogo. Wszyscy przecież świetnie pamiętamy pogrom, jaki legioniści zgotowali drużynie Celticu Glasgow w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. I nawet biorąc pod uwagę fakt, że nie był to Celtic grający jak jeszcze kilka sezonów temu, to w całej naszej lidze nie ma drużyny zbliżonej do nich poziomem. Kolejnym atutem „Wojskowych” jest fakt, iż do ostatecznej batalii przystępują z pierwszego miejsca w tabeli. Daje im to komfort rozgrywania spotkań z drugą i trzecią drużyną na własnym stadionie. Przy Łazienkowskiej Legia przegrała w tym sezonie tylko dwa razy. Z Jagiellonią i GKS-em Bełchatów.
Lech Poznań (fot. Grzegorz Rutkowski)
2. miejsce – Lech Poznań: „Kolejorz” to aktualny wicemistrz Polski. Po nie najlepszym początku sezonu i zwolnieniu trenera Mariusza Rumaka zespół przejął Maciej Skorża. Pod jego wodzą Lech przegrał trzy ligowe spotkania. Po falstarcie przeciwko Jagiellonii Białystok jego zespół sukcesywnie piął się w górę tabeli. Po drugim meczu z Jagiellonią, wygranym przez lechitów 2:0, w końcu udało mu się wskoczyć na drugie miejsce w tabeli. Na nic więcej „Kolejorza” stać nie było. Gdyby nie wiosenne potknięcia z Zawiszą i Piastem, to Lech przystępowałby do decydującej fazy sezonu jako lider.
Warto zauważyć, że na wiosnę klub z Poznania nie przegrał spotkania z żadnym rywalem z pierwszej ósemki. Jest to bezsprzeczny atut, dzięki któremu lechici będą mogli na każde spotkanie wyjść niesamowicie pewni siebie. W rundzie wiosennej udowodnili sobie, że nie muszą bać się nikogo. Lech jest drużyną, która w całym sezonie przegrała najmniej spotkań, tylko cztery. Jego bolączką są remisy, aż 14 meczów zakończyło się takim wynikiem.
Michał Probierz
3. miejsce – Jagiellonia Białystok: Drużyna Michała Probierza pogrzebała swoje szanse na wyższe miejsce w marcu. Wtedy przegrała trzy spotkania, a wygrała tylko jedno. Mimo tak słabych wyników udało się piłkarzom z Podlasia wywalczyć miejsce na podium. „Żółto-czerwonym” nie robi większej różnicy, czy grają na stadionie przy ulicy Słonecznej czy na jakimkolwiek innym stadionie w Polsce. Średnia punktów zdobywanych w Białymstoku to 1, 8; na wyjeździe 1,47.
Wydaje się, że nawet bez najlepszego strzelca, Mateusza Piątkowskiego, przesuniętego do rezerw, Jagiellonia gra równiej niż będące bezpośrednio za jej plecami Śląsk i Wisła. To właśnie stabilizacja może się okazać kluczowa w decydującej fazie tego sezonu. Probierz prowadzi swoją drużynę od 7 kwietnia 2014 roku, a więc ponad rok. Przez ten czas zdążył poznać swoją ekipę i wie, jak tymi ludźmi kierować w trudnych chwilach, które na pewno Jagiellonię jeszcze czekają.
WKS ŚLĄSK WROCŁAW (fot. Rafał Rusek /iGol.pl)
4. miejsce – Śląsk Wrocław: W pewnym momencie rundy wiosennej Śląsk nie potrafił wygrać ośmiu meczów z rzędu. Żaden z rywali, który był za plecami drużyny z Wrocławia, nie potrafił wykorzystać szansy. Mimo że forma podopiecznych Tadeusza Pawłowskiego nie jest jeszcze ustabilizowana (w ostatnich czterech meczach na przemian wygrywają i przegrywają), to wydaje się, że Śląsk dysponuje obecnie silniejszą kadrą niż Wisła, która zajmuje w tabeli miejsce zaraz za plecami wrocławian.
Do walki o 4. miejsce (w przypadku zdobycia mistrzostwa przez Legię lub Lecha także daje prawo gry w pucharach) Śląsk przystępuje podbudowany zwycięstwem nad bezpośrednim rywalem. W 30. kolejce pokonał Wisłę 1:0 po golu Roberta Picha. Śląsk udowodnił swoją wyższość nad „Białą Gwiazdą” w bezpośrednim starciu. Teraz ma siedem meczów, by potwierdzić, że bardziej zasługuje na grę w pucharach.
Michał Mak GKS Bełchatów (fot. gksbelchatow.com)
16. miejsce – GKS Bełchatów: Głównym kandydatem do spadku z ekstraklasy jest według naszej redakcji GKS Bełchatów. Drużyna Marka Zuba na wiosnę zaprezentowała się tragicznie. W 15 kolejkach piłkarze z Bełchatowa zdobyli tylko pięć punktów. Gdy w rundzie jesiennej Zawisza zdobył 10 punktów, stał się pośmiewiskiem polskich stadionów. „Zielonym” udało się ten wynik przebić. Jedyne zwycięstwo, jakie bełchatowianie odnieśli na wiosnę, to 3:1 z Wisłą Kraków. Miało to miejsce w przedostatnim meczu „Białej Gwiazdy” pod wodzą Franciszka Smudy.
Trudno znaleźć przyczyny tak słabej dyspozycji GKS-u na wiosnę. Rundę jesienną skończyli przecież na czwartym miejscu. Możliwe jest, że prezes Marcin Szymczyk podjął decyzję o zmianie szkoleniowca w złym momencie. Kamil Kiereś na pewno nie jest złym trenerem, nikt nie powinien w to wątpić po rundzie jesiennej. Zwolnienie go i zatrudnienie w jego miejsce Marka Zuba na pięć kolejek przed końcem może kosztować „Zielonych” powrót do I ligi, po zaledwie jednym sezonie spędzonym w elicie.
Górnik Łęczna (fot. facebook.com/gornikleczna)
15. miejsce – Górnik Łęczna: Na drugiego spadkowicza po trudnej walce z Ruchem Chorzów typujemy Górnika Łęczna. Oznaczałoby to, że z ekstraklasą pożegnają się obaj beniaminkowie. Piłka nożna bywa okrutna. „Zielono-czarni” wpadli ostatnio w kryzys i trudno wyobrazić sobie by wstali z kolan. Drużyna z Lubelszczyzny nie wygrała ostatnich siedmiu meczów, co kosztowało ją spadek z miejsca 8., zajmowanego po 23. kolejce, na 14. Tym, co przemawia na niekorzyść drużyny Juriego Szatałowa, jest dojrzały wiek liderów drużyny, którym pod koniec długiego sezonu może najzwyczajniej zabraknąć sił na poderwanie kolegów do walki.
Kolejnym argumentem, który ostatecznie przekonał nas do pozostawienia w elicie Ruchu Chorzów, jest osoba trenera Fornalika. „Waldek” trenował przecież kadrę i wydaje się, że kto jak kto, ale on powinien wyciągnąć „Niebieskich” z tarapatów. Ruch nie zanotował jakiejś serii przegranych meczów. Jest dosyć regularny. Na wiosnę zanotował sześć wygranych, pięć porażek i cztery remisy. W tym miejscu warto przypomnieć, że po 30 kolejkach to Zawisza wciąż jest na ostatnim miejscu i po bardzo dobrej wiośnie ciągle nie może czuć się pewny pozostania w lidze.
Jak zauważył jeden z naszych redaktorów, ekstraklasa jest tak nieprzewidywalna, że czasami trudno odgadnąć, gdzie zostanie kopnięta piłka. Mimo wszystkich minusów naszej najwyższej klasy rozgrywkowej kochamy ją właśnie za to, że jest nasza. I chociaż momentami emocji w meczach jest jak na lekarstwo, to weekend w weekend zasiadamy przed telewizorami i emocjonujemy się nie mniej niż w wypadku Premier League czy Primera Division. Zabawę we wróżkę traktujemy, jak to zabawę, z przymrużeniem oka. Jak będzie naprawdę? Przekonamy się za kilka emocjonujących tygodni.