Kilka tygodni trwała saga związana z powstaniem klubu KP Katowice, z której w ostatecznym rozrachunku – na całe szczęście dla polskiej piłki – nic nie wypaliło. Ale czy fakt, że Pan Ireneusz Król nadal będzie tkwił w polskiej piłce, może przejść bez echa? Czy rzeczywiście wszyscy przyzwalają na to, aby taka niezdecydowana osoba zarządzała klubem ekstraklasowym?
Społeczeństwo się śmieje z premiera, który znosi, a zaraz potem przywraca abonament radiowo-telewizyjny, a na płaszczyźnie sportowej mamy typa, który kupuje klub, potem nie wie, co robić, następnie wyjeżdża załatwiać swoje prywatne biznesy. Wszystkich wokoło olewa…

Kibice GieKSy od dłuższego czasu nie darzyli Króla szacunkiem. Młodzieżowym slangiem rzecz ujmując, skumali, że prezes chce zarobić na klubie, nie inwestując w niego z własnej kieszeni. Nie robił tego przez ostatnie dwa lata, a do tego marnował swoimi dziwnymi decyzjami pieniądze, które wykładało miasto. Decyzjami takimi jak chociażby kupowanie akcji innych spółek powiązanych z firmą zarządzaną przez Ireneusza Króla. Jeśli ktoś kiedyś narzekał na właściciela Manchesteru United, Malcolma Glazera, że nie finansuje klubu z Old Trafford i chce go zadłużyć, to naprawdę nie miał okazji poznać tak pazernego na kasę typa, jakim jest Pan Król. Biznesmen, który żerował na garnuszku miasta i chełpił się tym, że finansuje pierwszoligowy klub, który między innymi za jego sprawą wpadał w długi. Warto przypomnieć, że to Stowarzyszenie Kibiców katowickiego klubu reaktywowało drużynę po tym, jak Piotr Dziurowicz ogłosił upadłość spółki. Z biegiem czasu GieKSa po mocnym ciosie wstała z kolan. Teraz kolejny mógł zadać absolwent Uniwersytetu Śląskiego.
Jeśli ktoś wcześniej nie znał terminu nepotyzm, to szybko poznał jego znaczenie. Kto bliżej losów tego katowickiego klubu nie śledzi, może mu się zakręcić w głowie. Centrozap, Ideon, Trust Tranding, tyle firm… A i tak wszystko kręci się wokół Króla. Pana Króla, żeby nie było, któremu pomagał również jego syn. Na szczęście kibice przewidzieli chytre zamysły byłego członka rady nadzorczej Górka SA Trzebinia i nie dopuścili do tego, aby zlikwidował klub, którego historia narodziła się w 1964 roku.
Wszystko zaczęło się od tego, że GieKSa miała z pomocą 49-letniego właściciela zawojować ekstraklasę. Poniekąd miał w tym wszystkim pomóc Józef Wojciechowski. Biznesmen przez duże B, który wie, co to znaczy inwestować w klub. Starał się, a że nie wszystkie decyzje były trafne, no cóż, nie zawsze wszystko jest w kolorach tęczy. Jednak próbował, robił, co mógł. Pomocnej dłoni ówczesny właściciel „Czarnych Koszul” nie otrzymał jednak od stołecznego miasta, które wolało pomagać warszawskiej Legii, a z racji tego, że do tanga trzeba dwojga, to związek Wojciechowskiego z Polonią się zakończył i to w nieprzyjemnej atmosferze. Klub, który był swego czasu szanowany, miał swoją historię, od czasu, gdy znalazł się w ekstraklasie na miejscu Groclinu Dyskoboli Grodzisk Wielkopolski, porusza się po równi pochyłej i to niekoniecznie w aspekcie sportowym, a obyczajowym… Z arystokratki Polonia przeobraziła się w córę Koryntu. Kiedyś to może i była gryfno frelka, teraz pozostały z niej tylko ciepłe wspomnienia.











