To niesamowite, ale zarówno na ligę niemiecką, jak i reprezentację narodową naszych zachodnich sąsiadów trzeba patrzeć z podziwem i zazdrością. Bundesliga jeszcze kilka lat temu była jedną z wielu, takim kopciuszkiem, jak Ligue 1. Dominowała Serie A, La Liga oraz Premier League. Nie ukrywajmy, Bundesliga była przepłacana i źle zarządzana, wielki kryzys Borussii Dortmund na początku XXI wieku dał impuls do rewolucyjnych zmian. Zwłaszcza, że i w kadrze Niemiec panował kryzys. Po ponad dekadzie wszystko się zmieniło. Niemcy są mistrzami świata, Bayern Monachium i Borussia Dortmund europejskimi hegemonami, a i Polska ma być z czego dumna. Naszą dumą jest oczywiście Robert Lewandowski.
Z uśmiechem wracamy do momentów, gdy zaczynał swoją karierę przy Signal Iduna Park. Był często wyśmiewany i wyszydzany. Trudno było się nie śmiać, gdy ktoś seryjnie marnował sytuacje i doprowadzał własnych kibiców do szewskiej pasji…
Ale miesiące mijały, Lewandowski czuł się w Dortmundzie coraz lepiej, można wręcz powiedzieć, że się zaaklimatyzował i stał się prawdziwym jokerem w talii Juergena Kloppa. Pierwszy sezon skończył z ośmioma bramkami, głównie wchodząc z ławki. Wypalił oczywiście w kolejnym – 2011/2012, wykorzystując kontuzję Lucasa Barriosa i już na dobre zadomowił się w pierwszej jedenastce BVB. Kolejne lata to już trzy sezony ligowe zakończone z ponad 20 bramkami w lidze (w każdym sezonie), wieloma kluczowymi trafieniami w Lidze Mistrzów, koroną króla strzelców i nagrodą dla najlepszego piłkarza Bundesligi. Nie można zapominać także o finale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium, a zwłaszcza o dwumeczu, który dał awans do tego wielkiego meczu – najważniejszego spotkania sezonu. Nie da się ukryć, że to właśnie Polak, Robert Lewandowski, zmusił Real Madryt, by poczekali jeszcze rok na LA Decime. Naprawdę, śmiało można powiedzieć, że „Lewy” ograł Galacticos w pojedynkę. Przypomnijmy sobie te chwilę, bo warto…
https://www.youtube.com/watch?v=NMPWCecBVlU
Oczywiście, gdzieś tam jeszcze były chwile gorsze. Kiedy Mario Goetze dostał podwyżkę do poziomu 5,5 mln euro, a Lewandowskiemu proponowano góra 3,5. Włodarze klubu przyznali po czasie, że gdyby był Niemcem, dostałby kontrakt na poziomie Goetzego. Choć właściwie ostatecznie dostał lepszy. Tylko na rok, ostatni w Dortmundzie. Sam wątek polskości w przypadku „Lewego” ma jeszcze jeden ważny aspekt. Niemieckie media zgodnie przyznają, że pewnie gdyby Polak… był Niemcem, wracałby właśnie z Brazylii jako mistrz świata. Takiego napastnika kadrze Loewa brakuje, zwłaszcza teraz, gdy bliski rezygnacji z gry w kadrze jest już wiekowy Miro Klose. I za to również należy się szacunek Robertowi. Pewnie ma świadomość, że coś stracił, że nigdy z Polską nie będzie święcił takich sukcesów, jakie osiągnął i pewnie jeszcze osiągnie w futbolu klubowym. A pomimo tego jest w tej kadrze, stara się i widać, że strasznie się męczy. Ale kto by się nie męczył, mając za plecami Klicha, Krychowiaka czy Sobiecha…
Same plotki transferowe o Bayernie pojawiały się przez ponad dwa lata. Wielu kibiców nieszczególnie wierzyło, że taki transfer może dojść do skutku. W tym miejscu warto zauważyć, że o „Lewego” bardzo zabiegał Sir Alex Ferguson, wykładając na stół 25 mln funtów, ostatecznie okazało się, że tańszy będzie Robin van Persie i to on zawitał na Old Trafford. Ciekawe czy Szkot żałuje?









