Ekstraklasa przyspieszyła tempa. Jeszcze nie zdążyliśmy ochłonąć po wtorkowych i środowych meczach, a już musimy szykować nerwy na kolejną kolejkę. A ta zapowiada się niezwykle emocjonująco, głównie za sprawą derbów Krakowa. Czy Wisła już w niedzielę stanie się mistrzem Polski? Czy ewentualna wygrana „Białej Gwiazdy” spowoduje spadek drużynie Cracovii? „Święta Wojna” zapowiada się jeszcze ciekawiej niż zwykle!
Z szansami na tytuł, ale bez nadziei
27. kolejkę rozpoczniemy z wysokiego „c”. Na inaugurację kolejnego weekendu z Ekstraklasą zmierzą się dwie drużyny mające jeszcze matematyczne szanse na mistrzowski tytuł. Odpowiednio dziewięć punktów straty do lidera w przypadku Jagiellonii i jedenaście, biorąc pod uwagę Legię, sprawia jednak, że mistrzowskie aspiracje to w tym momencie tylko mrzonki.

Trudno powiedzieć, jak na zespół wpłynie zamieszane związane z niedoszłym odejściem Michała Probierza z białostockiego klubu. Przypomnijmy, że po trzech porażkach z rzędu „Dumy Podlasia” młody szkoleniowiec chciał zrezygnować z obecnego stanowiska. Dymisja została jednak odrzucona przez zarząd klubu. Probierz będzie musiał więc nadal pracować na obecnym stanowisku. Na pewno dla zawodników praca ze szkoleniowcem dezerterem, który przy pierwszej lepszej okazji odejdzie z klubu, nie jest sytuacją komfortową.
Z kolei diametralnie inne nastroje panują w Legii Warszawa. „Wojskowi”, sięgając po Puchar Polski, wcale jeszcze nie uratowali sezonu. Zewsząd słychać głosy o próbach wyśrubowaniu obecnej zdobyczy punktowej przez stołeczny klub. Podobne deklaracje słyszeliśmy przez cały sezon, ale dopiero teraz zaczynają one być wiarygodne. Gra Legii wreszcie wygląda tak, jak oczekiwaliby tego kibice. Mimo iż w poprzednim spotkaniu legioniści zremisowali z Górnikiem, rozegrali jeden z najlepszych – o ile nie najlepszy – mecz sezonu. Manu wreszcie celnie dośrodkowuje, Cabral trafia do siatki, nawet Radović popisuje się strzałami głową. W Legii wreszcie drgnęło?
O europejskie puchary? Co drugi mecz














