W ostatnich latach przyjęło się, że starcia Legii z Lechem to pojedynki, które pod względem poziomu i piłkarskich emocji kibicom w naszym kraju mają najwięcej do zaoferowania. Fani rodzimej ekstraklasy z tym większą radością mogli przyjąć wiadomość, że w pierwszej połowie maja obie ekipy zmierzą się ze sobą dwa razy, i to w odstępie zaledwie jednego tygodnia.
Z perspektywy czasu można jednak żałować, że spotkania te następowały bezpośrednio po sobie, rywalizacja między oboma zespołami w ten sposób nieco straciła bowiem na swoim blasku. Widać to było chociażby po zainteresowaniu kibiców sobotnim meczem. Sympatycy „Kolejorza”, którzy zjawili się przy Łazienkowskiej, tym razem nie wypełnili sektora gości po sam brzeg. Najwyraźniej nie wszyscy fani z Wielkopolski po przegranym finale Pucharu Polski mieli ochotę na kolejną podróż do Warszawy. Również kibice z Warszawy nie wykupili wszystkich wejściówek i spotkanie łącznie obserwowało nieco ponad 25 tysięcy widzów.
Piłkarze w cieniu kibiców
Początkowo piłkarsko też nie mogliśmy być zachwyceni. W pierwszej połowie z boiska wiało nudą. Dość powiedzieć, że najciekawszym momentem tej części gry była reakcja Michała Żyry, który tuż po upływie pierwszego kwadransa zdecydował się pozbyć maski osłaniającej złamany nos. Gest odważny i na szczęście niemający żadnych przykrych konsekwencji, zawodnik Legii dotrwał bowiem do 77. minuty, w której opuścił boisko, bez jakichkolwiek problemów zdrowotnych i potrzeby pomocy ze strony sztabu medycznego. Ciekawiej niż na zielonej murawie było na trybunach. Najpierw przez pierwsze 10 minut kibice obu drużyn zrezygnowali z dopingu, oddając w ten sposób cześć zmarłemu w miniony weekend fanatykowi Concordii, który po wtargnięciu na murawę stadionu w Knurowie został postrzelony z broni gładkolufowej przez policjanta, a w konsekwencji tych zdarzeń po kilku godzinach zmarł. Po dłuższej chwili ciszy fani obu zespołów zgodnie „pozdrowili” policję i dopiero od tego momentu skupili się na regularnym dopingu dla swoich drużyn. Rzadko zdarza się, by kibice Lecha i Legii mówili wspólnym głosem. Formę wyrażania poglądów pozostawiamy jednak do oceny naszym czytelnikom. Sam temat zachowania fanów na gorąco komentowany był przez dziennikarzy na Twitterze, czasem również trochę ironicznie.












