Miał to być jeden z jego najlepszych sezonów w barwach Lecha Poznań, wyszło trochę inaczej. O pozycji w klubie, formie swojego zespołu, postawie drużyn ligowych z Krzysztofem Kotorowskim rozmawiał redaktor iGol.pl, Dominik Wronka.
Jak oceni Pan postawę Lecha w rundzie jesiennej i dwóch kolejkach rozegranych awansem?
Średnio wyszło. Wiadomo, o co gra Lech i nic się nie zmieniło, walczymy o mistrzostwo Polski. Ostatnie mecze były nieco lepsze, potem trochę nastroje opadły, ale wygraliśmy z Koroną i rok zakończyliśmy wysoko w tabeli.
Najpierw wygrana z Wisłą, dosyć prestiżowy mecz, później remis z Piastem… Szczerze, nie wygląda to za ciekawie.

Po prostu nie możemy ciągle utrzymywać wysokiej formy, takiej, jaką byśmy sobie życzyli. Do tego można powiedzieć, że dużo chłopaków jest kontuzjowanych. Ze składu wypadł Marcin Kikut, Grzegorz Wojtkowiak, wcześniej Arboleda, Seweryn Gancarczyk w ciężkim starciu z Sadlokiem, więc cała linia obrony się posypała, a trener musiał jakoś to łatać. Zawsze to ma jakiś delikatny wpływ, bo wiadomo, linia obrony często się nie zmienia, ponieważ musi być jakimś monolitem. Tak to właśnie wyglądało.
Czyli to jest ta główna przyczyna dlaczego przeplataliście dobre mecze słabszymi, tak?
Tak mi się wydaje, że to jest to, przecież w piłkę grać potrafimy. Każdy z zawodników jest bardzo dobry, więc przyczyna tkwi w dość częstej rotacji składu, która wynika między innymi z kontuzji.
Kto dla Pana jest odkryciem pierwszej części sezonu, zarówno jeśli chodzi o drużynę, jak i piłkarza?
Myślę, że zaskoczył mnie Ruch Chorzów. Tam jest potencjał piłkarski, jest sporo dobrych zawodników, którzy umieją grać w piłkę, ale chyba mimo wszystko nikt nie spodziewał się takiej wysokiej pozycji tego klubu. Jeśli chodzi o zawodnika, to ciężko mi teraz powiedzieć, który zrobił na mnie największe wrażenie…
Może jakiś zawodnik Ruchu, głównie chodzi mi tu o Sobiecha?
Być może, aczkolwiek poczekajmy. Strzelił dopiero pięć bramek, wiadomo, to jest i dużo, i mało, więc nie róbmy z niego jakiegoś wielkiego piłkarza.
A postawą Wisły Kraków, nie rozczarowała Pana? Mówi się, że swoją grą nie zasługuje na liderowanie w lidze.
W sumie to Legia też nie zasługuje, bo warszawiacy grają moim zdaniem jeszcze gorzej. Wydaje mi się, że teraz nie liczy się piękno piłki, a efekty są najważniejsze. Każdy zbiera punkty, wiadomo, że wiosna się zbliża i będzie tylko trzynaście meczów i nie będzie czasu patrzeć na grę, a wygrywać mecz po meczu. Myślę, że wszystko rozstrzygnie się w trójce: Lech, Wisła, Legia, po prostu ten Ruch gdzieś znowu upadnie.











