Dużo pecha przy straconej bramce mieli lechici, których od jej utraty nie uchroniła ofiarna interwencja Kotorowskiego. Bramkarz Lecha uważa, że Cracovia miała w meczu 18. kolejki sporo szczęścia.
W zeszłym roku też mieliście dużą stratę, a mimo tego udało się Wam ją odrobić. Czy w tym sezonie to się powtórzy?
Będziemy robić wszystko, żeby sytuacja z zeszłego roku się powtórzyła. Zostało jeszcze dużo spotkań, więc spokojnie, mistrzostwa Polski jeszcze nam nikt nie zgarnął.
Krótsza droga do pucharów wiedzie jednak przez Puchar Polski…
No tak, walczymy na dwóch frontach o mistrzostwo i krajowy puchar i to są nasze priorytety.
Czy przyczyną porażki nie był problem z mobilizacją? Chyba trudno po grze o najwyższe laury w europejskich pucharach wrócić do ligowej rzeczywistości i meczu z ostatnią drużyną w tabeli?
Nie, bo przypomnę, że tydzień temu też graliśmy z drużyną z dołu tabeli i wygraliśmy 3:0, tak że myślę, że tu nie ma mowy o jakiejś mobilizacji. W tamtym sezonie tak się działo, że byliśmy zmęczeni podróżami, ciągłymi wyjazdami. W tym sezonie tak już nie ma, w lidze wygrywaliśmy mecze, więc to się już nie powtórzyło.
Czy był Pan zaskoczony tym, że po przerwie Cracovia nie cofnęła się do głębokiej defensywy i nawet atakowała?
To znaczy ona grała z kontry, może nie atakowała – nie robiła tego całym zespołem, ale trzema, czterema zawodnikami, którzy są bardzo szybcy. Na tym opierali swoje ataki. Myślę, że te akcje nie były jakieś wielkie, firmowe – piłka była kopnięta na bok i szybcy skrajni pomocnicy ciągnęli na bramkę. Cracovia niczym nas nie zaskoczyła, byliśmy na to przygotowani. Jeśli chodzi o bramkę – dużo szczęścia po stronie Cracovii.
W rozmowie uczestniczył Marek Pytka










