Po wyrównanym spotkaniu w Warszawie trzy punkty szczęśliwie powędrowały na konto mistrza kraju. Wisła Kraków wykorzystała krzywą murawę, która miała być ich największą bolączką, dzisiejszego popołudnia i pokonała Polonię 0:1.

Spotkanie Polonii Warszawa z Wisłą Kraków zapowiadało się bardzo ciekawie, bowiem stołeczna drużyna broni się przed spadkiem i zdobycie trzech punktów w tak prestiżowym meczu byłoby na pewno wielkim pocieszeniem i wsparciem dla podopiecznych Jose Marii Bakero. Wisła natomiast nadal piastuje fotel lidera Ekstraklasy. Lech Poznań i Legia Warszawa są tuż za ich plecami, więc wiślacy nie mogą się oglądać za siebie, tylko muszą wygrywać każde zaplanowane spotkanie.
Od pierwszych minut oglądać mogliśmy zaciętą walkę w środku pola. Pierwszą sytuację strzelecką stworzyli zawodnicy Polonii. Po dośrodkowaniu Mynarza piłka przeleciała nad Alvarezem, jednak Mierzejewski źle przyjął futbolówkę i po jego strzale piłka odbiła się od Marcelo. Chwilę później na strzał sprzed pola karnego zdecydował się Małecki, ale Przyrowski, choć z problemami, wybronił uderzenie.
W 31. minucie miała miejsce akcja, która powinna zakończyć się bramką. Po rozegraniu piłki przez Mierzejewskiego z Mynarzem na czystej pozycji znalazł się Trałka, jednak zawodnik Polonii strzelił z 15 metrów w sam środek bramki Juszczyka, który bez większych problemów opanował piłkę.
Pierwsze 45 minut zakończyło się bezbramkowym remisem i po tej połowie śmiało można było stwierdzić, że atut, na który warszawiacy szczególnie liczyli spisywał się znakomicie. Mowa tutaj oczywiście o koszmarnym stanie murawy, która miała przeszkodzić podopiecznym Henryka Kasperczaka w skutecznej grze ofensywnej.
W przerwie meczu z boiska zszedł Paweł Brożek. Cierpliwość Kasperczaka do swojego napastnika najwidoczniej zmalała i na boisku pojawił się Rafał Boguski, który jest asem trenera „Białej Gwiazdy”, bowiem strzela bramki w każdym meczu, w którym wystąpi.
Druga połowa to całkiem inna bajka. Zawodnicy grali ostrożnie, tak, aby nie stracić bramki, czekając tym samym na błędy rywala i atak z kontry. Sytuację, która mogła dać Wiśle trzy punkty w 82. minucie przeprowadził Rafał Boguski, który po przebiegnięciu 60 metrów wrzucił piłkę na głowę Sobolewskiego, a ten z odległości sześciu metrów od bramki przerzucił ją nad poprzeczką.
Na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry kolejną dobrą okazję miał Trałka, jednak tym razem na jego drodze stanął Głowacki. Minutę później miała miejsce akcja po drugiej stronie boiska. Boguski zszedł na prawą stronę i z 14 metrów uderzył na bramkę. Przyrowski popisał się refleksem, broniąc ten strzał „na raty”.











