O Patryku Mikicie słyszeliśmy niemal wszyscy. Wiemy też jak wówczas mówiło się o dziewiętnastolatku i o tym, jak wielką karierę mu wróżono. Co w tym momencie dzieje się z rok starszym zawodnikiem i gdzie może wylądować?
– Chciałem zobaczyć, jak poradzi sobie w meczu o stawkę i przy takiej publiczności. Poradził sobie. Gol i dwie asysty… Jak na debiut całkiem nieźle, co? – pytał retorycznie Jan Urban.
„Super Express”: 19-latek rzucił łódzką drużynę na kolana.
„Fakt”: Może za jakiś czas dla kibiców Legii będzie kimś takim, jak kilka lat temu inny napastnik wychowany w Warszawie, Wojciech Kowalczyk.
„Przegląd Sportowy”: Dzieci Jana Urbana pokazały klasę. Świetny debiut Patryka Mikity.
To tylko niektóre fragmenty artykułów i wypowiedzi po meczu Legii Warszawa z Widzewem Łódź. W pierwszej kolejce sezonu 2013/2014 na boisku pojawił się Patryk Mikita. 19-latek już na początku spotkania zaliczył pierwszą asystę,potem dołożył drugą, a na koniec zwieńczył występ golem. Mecz zakończył się wynikiem 5:1, a legioniście wróżono wielką przyszłość.
Młody snajper, mimo świetnego startu, nie miał w Warszawie łatwego życia. U Jana Urbana był ledwo trzecim napastnikiem. W hierarchii przed nim byli Marek Saganowski i Wladimer Dwaliszwili. Do końca 2013 roku zagrał ze Steauą Bukareszt w eliminacjach Ligi Mistrzów, wchodził na bosko w fazie grupowej Ligi Europy, jedenaście razy założył trykot Legii Warszawa w T-Mobile Ekstraklasie. Zaliczył wejście smoka, jednak później trafił tylko w rezerwach… – Nie wiem jak potoczą się losy Patryka. Jak za szybko uwierzy w swoje możliwości, to rzeczywistość sprowadzi go na ziemię. Wielu było takich, którzy dobrze zaczęli, a potem znikali – mówił ówczesny szkoleniowiec „Wojskowych”.
Z kolejnymi tygodniami jego pozycja w klubie słabła, a o jego osobie mówiono coraz więcej. Niestety nie w kwestii gry na boisku. Najpierw wdał się w pyskówkę z innym kibicem warszawskiego zespołu.
http://bi.gazeta.pl/im/b5/67/e6/z15099829Q,Rozmowa_Patryka_Mikity.jpg
Już podczas gry w Widzewie Łódź, po porażce z Lechią Gdańsk (0:2), pochwalił się filmikiem z imprezy. Chwilę później został usunięty i tłumaczył się, że zabawa nie miała miejsca w Trójmieście. Kibice mimo wszystko mieli do niego o to duże pretensje. Tłumaczył go Artur Skowronek: – Nikt nie złapał go za rękę. O ile wiem, to wcale nie była świeża sprawa – powiedział szkoleniowiec Widzewa. Niestety, trenerowi ciężko byłoby wyjaśnić fatalną dyspozycję „Kosmity”. W ekstraklasie w barwach łódzkiej ekipy zagrał siedem razy – łącznie przez 347 minut. Do siatki rywala nie trafił ani razu.
Na początku tego sezonu trafił do podwarszawskich Ząbek, by grać w barwach Dolcanu. Wcześniej trenował z Ruchem Chorzów, by nagle wyjechać ze zgrupowania. Jego menadżer wysłał potem tylko wiadomość, że chłopak nie chce grać dla „Niebieskich”. Mikita ma kolejny problem. Na obiekcie przy Słowackiego mówi się, że Patrykowi kompletnie nie chce się trenować. Potwierdził to Marcin Sasal, który obecnie prowadzi pierwszoligowca. 20-latek zamiast ciężko pracować ma robić różne sztuczki i triki z piłką. To przenosi się na jego postawę na boisku. W dziewięciu spotkaniach trafił tylko raz i nie zanosi się na poprawę jego sytuacji (permanentna ławka i wchodzenie na końcówki).











