Nadzieja umiera ostatnia, czyli Korony Kielce walka o utrzymanie


Kielecki klub wykazuje duże chęci, aby kolejny sezon spędzić w ekstraklasie. Niestety, jego sytuacja jest kiepska

3 lipca 2020 Nadzieja umiera ostatnia, czyli Korony Kielce walka o utrzymanie
Michał Łada / Wisła Płock S.A.

Czy Korona ma nóż na gardle? Można tak powiedzieć. Jedną nogą jest już w 1. lidze. Szkoda, jak każdego klubu, ale jeśli nie grasz dobrze... stop. Jeśli nie zdobywasz punktów, to nie ma mocy, która utrzyma cię w lidze. Zdobywanie punktów nie zawsze równa się dobrej grze. Tylko teraz jest trochę za późno. Przez znaczną część sezonu klarowała się nieciekawa pozycja Korony. Nikogo nie powinno dziwić, że wisi nad nią widmo spadku. Nie jest to sytuacja z ostatnich dni, tylko co najmniej tygodni.


Udostępnij na Udostępnij na

Próby ratunku klubu z Kielc w tym momencie są jak gaszenie pożaru pistolecikiem na wodę. Prawdopodobnie na dobrych chęciach się skończy. Zastanawiać może, gdzie tkwi problem. Gdzie został popełniony błąd, który przesądził o miernych rezultatach działań.

Quo vadis, Korono?

Nie ma co ukrywać – wszelkie motywacyjne gadki na niewiele się tu zdadzą. Na 99% Kielce w następnym sezonie nie będą miały swojego przedstawiciela w ekstraklasie. Ten sezon już może być spisany na straty. Do tlenu może podłączyć kielczan jedynie zwycięstwo w najbliższym meczu z Arką Gdynia, ale i tak chwilowo. Są w jeszcze gorszej sytuacji niż wyżej wymieniona Arka. Podobnie jak ona muszą liczyć na potknięcie Wisły z Krakowa. Wygląda to trochę jak odwlekanie egzekucji w czasie. Prędzej czy później nadejdzie. Cud może się zdarzyć, ale to raczej sfera marzeń. Wyobraźmy sobie (nie jest to aż tak abstrakcyjne), że Korona następny sezon spędza w 1. lidze. Pytanie, czy tylko następny? Czy skład nie posypie się do tego stopnia, że będzie trudno walczyć o powrót? Co, jeśli kluczowi sponsorzy nagle się wycofają? Źle może stać się w każdej chwili – gorzej potem idzie z naprawą.

Ważne jest to, że za rok na zapleczu ekstraklasy mamy małe Premier League. Kilka drużyn aspirujących do tytułu mistrza (awansu). Może jeszcze znajdzie się czarny koń rozgrywek. Dla wszystkich miejsca nie starczy. Dlatego potyczki tam mogą być bardzo interesujące. Szczególnie gdy sezon wkroczy w decydującą fazę. Zaryzykuję, że może być ciekawiej niż w prestiżowej ekstraklasie. Ach, już zacieramy ręce na konkury ŁKS-u i na przykład Zagłębia Sosnowiec. Kolorytu dodaje fakt, że miejsca szóste, które daje możliwość gry w barażach o ekstraklasę, oraz szesnaste, grożące spadkiem, dzieli tylko siedem punktów! Nawet teraz trudno wyrokować, czy dana drużyna będzie grała za rok w tej lidze.

 Czego zabrakło?

No właśnie, czego? Korona ma zadatki na ligowego średniaka.  Na pierwszy rzut oka na pewno nie jest (bynajmniej nie była) wymieniana w gronie ewentualnych spadkowiczów. Kielce, całkiem duże miasto, powinny szczycić się swoją drużyną pośród najlepszych. A jednak coś jest nie tak. Sezon na ławce trenerskiej zaczął Gino Lettieri. Pracował tu od 2017 r., więc nie był pierwszym lepszym trenerem. Coś się nie zazębiało i zastąpił go Mirosław Smyła, który także nie osiągnął przez pół roku porywających wyników. Następcą został Maciej Bartoszek, który pracował w Koronie przed Lettierim. To on teraz próbuje ratować klub przed spadkiem.

Jak powiedział w rozmowie z portalem „Łączy nas piłka”, to nie była wcale taka łatwa i szybka decyzja.

– Musiałem sobie poukładać pewne sprawy, też z poprzednim miejscem pracy, żebym mógł się podjąć temu wyzwaniu. Byłem zaskoczony. Gdyby to był inny klub, którego kompletnie nie znam i wokół którego działyby się te wszystkie rzeczy, które dzieją się teraz wokół Korony, to odmówiłbym. Wszędzie, gdzie pracuję, zostawiam cząstkę siebie, bo wiem, jak się angażuję w to, co robię. I może też dlatego po pewnym czasie te same kluby odzywają się ponownie. Może po czasie doceniają pewne rzeczy – przyznał trener Bartoszek.

Czy spadek dla kieleckiego zespołu będzie jednorazową wpadką? Niech tak będzie, życzymy mu tego z całego serca. Jeśli wdroży jakąś ideologię, której będzie się trzymać, to jak najbardziej. Grunt, aby mieć na klub pewien pomysł, a nie liczyć, że „jakoś to będzie” i znajdą się słabsze ekipy. To bardzo ryzykowne podejście. Rok, dwa może się udać. Ale nie cały czas! Futbol nie polega na prześlizgiwaniu się z roku na rok, z sezonu na sezon. Dla takich zespołów nie powinno być miejsca w elicie.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze