Koronawirus obrócił nasze codzienne życie o 180 stopni, a jego wpływ odczuwamy w zasadzie nieustannie. I mocno odczuwa go też gospodarka. Także ta piłkarska niezwykle ucierpi. Dotychczasowe cięcia zarobków są jedynie wstępem do jeszcze większych finansowych zmian w wyglądzie piłki, jaką znamy. Latem przekonamy się, że ukształtowanie działania rynku transferowego będzie przypominało oblicze futbolu sprzed dobrych kilku lat, a transfery rzędu 200 milionów euro na długi czas mogą odejść w zapomnienie.
20, 30, 50, a w skrajnych przypadkach nawet 100 procent obniżki pensji. Koronawirus niestety wprowadził nas w nową rzeczywistość, która wymusza dostosowanie się do innych warunków życia. Piłka nożna, podobnie jak prawie wszystkie pozostałe gałęzie gospodarki, zaczyna funkcjonować na nowo. Gdy znów wrócimy do względnie normalnego grania, będzie się ono odbywało na zmienionych warunkach i ze znacznie mniejszym nakładem pieniędzy.
Transferowy Everest
Jest początek sierpnia 2017 roku. Niedługo po tym, jak Gerard Pique wstawił na Instagram zdjęcie z Neymarem podpisane „Se queda” („Zostaję”), Brazylijczyk podpisuje historyczny kontrakt z PSG, na którym widnieje suma 222 miliony euro, którą działacze francuskiego klubu muszą wyłożyć, żeby ściągnąć nową gwiazdę. Neymar zamienia Barcelonę na Paryż, pisząc tym samym historię piłki nożnej. Ponad dwukrotnie przebija tym samym kwotę transferu, za którą Manchester United ściągnął z Juventusu Paula Pogbę, a która wówczas stanowiła światowy rekord transferowy.
222 miliony euro. Suma absolutnie nie do wyobrażenia, zresztą do dziś stanowiąca rekord pod względem zapłaconych pieniędzy za piłkarza. Już po owym transferze z sierpnia 2017 roku mówiono, że kwota może przez wiele lat nie zostać przez nikogo pobita. A być może zostanie w rankingach u samej góry na wieki wieków. Za sprawą koronawirusa tym bardziej prowadzenie Neymara w klasyfikacji rekordowych transferów pozostanie długo niezagrożone.

A przecież wiele wskazywało na to, że kolejna nieludzka granica może paść już niedługo. Dziedzicem transferowego rekordu Neymara miał zostać jego kolega z zespołu – Kylian Mbappe. Według serwisu Transfermarkt jego wartość rynkowa na koniec ubiegłego roku wynosiła 200 milionów euro. Bardzo dużo mówiło się o zainteresowaniu Florentino Pereza francuską gwiazdą, stąd temat transferu do Realu Madryt nie wydawał się abstrakcyjny. A wówczas trzeba by było się spodziewać, że rozmowy wcale na kwocie owych 200 milionów by się nie zamknęły. Janne Ahonen, skacząc w 2005 roku w Planicy 240 metrów, miał ustalić granicę ludzkich możliwości w skokach narciarskich. Jak wiemy, pękło już 250 metrów i z roku na roku skoczkowie są bliżej 260. metra. Zatem wielce prawdopodobne, że także w futbolu kolejna granica transferowa by padła.
Koronawirus a transferowa rzeczywistość
Trzeba się jednak pogodzić z faktem, że prawdopodobnie 222 miliony euro zapłacone za Neymara przez dłuższy czas dalej będą rekordową sumą. A gdyby nie koronawirus, to kto wie, może kolejny rekord by padł już latem? Kylianowi Mbappe Florentino Perez otworzyłby pewnie od zaraz bramy Estadio Santiago Bernabeu, nawet nie zważając na ogromne koszty transferu. Sezon 2019/2020 miał być ostatnim Jadona Sancho w Dortmundzie, a kolejka do reprezentanta Anglii z pewnością byłaby pokaźna, a co za tym idzie – pieniądze na stole też niemałe. Obecna sytuacja wymusza na klubach jednak inne działania i znaczne zejście z kosztów.












