Nie tak łatwo jest wskazać w tej sytuacji winnego. Sami piłkarze od wielu tygodni przebąkują, że wrócili do normalnego funkcjonowania i reżim sanitarny dawno zostawili za sobą. W mniejszym lub większym stopniu, ale jednak. To też ludzie. Kluby? Stwarzają wrażenie, że stoją na straży „normalności”, ale nie oszukujmy się. Mogą to robić tylko do chwili, gdy zawodnik A lub B nie wsiądzie po treningu do własnego auta. Co więcej, nie da się ukryć, że poważne traktowanie wirusa skończyło się wraz z końcem sezonu 2019/2020. Jak lubimy mawiać, przykład idzie z góry, a kiedy patrzymy w górę, widzimy jedynie pozory, wydmuszkę i teatr.
PZPN wraz ze spółką PKO BP Ekstraklasy jeszcze kilka miesięcy temu dokładali wszelkich starań, żeby postawić ligowy futbol na nogi. Próbowali zadbać dosłownie o każdy detal, nie patrząc na fakt, że rozważanie nad przyłbicą czy elektronicznym gwizdkiem dla sędziów skończy się salwą śmiechu w odbiorze medialnym. Ale to nieważne. Z perspektywy czasu śmiało możemy powiedzieć, że nawet absurdalne pomysły potwierdzały zaangażowanie i jawną ingerencję konkretnych organów w rozgrywki ekstraklasy.
Zamiast słowa „prosimy” wcześniej wspomniana komisja medyczna strzelała frazami pokroju „nakazujemy, nie pozwalamy, zgadzamy się”. Mówiąc wprost, odpowiedni ludzie dysponowali możliwością nakładania swego rodzaju kagańca, a dziś co najwyżej mogą wydać komendę z odległości kilkuset metrów. Dojdzie do adresata? No, niekoniecznie.
Warto przypomnieć, że igranie z pandemicznym losem zaczęło się już w czerwcu, kiedy rygor na stadionach (już po wejściu nań kibiców) okazał się po prostu nic nieznaczącym zlepkiem formułek. Już wtedy bardziej spostrzegawczym obserwatorom mogła zapalić się lampka ostrzegawcza. Nie stosują się do zasad? Przymykamy oko i jedziemy dalej!
Dzisiaj widać doskonale, dokąd prowadzi taka ścieżka postępowania. Prowadzi do katastrofy. 30 nowych (stan na 27 września) zakażeń koronawirusem w Pogoni Szczecin! A to najprawdopodobniej dopiero przedsmak (swoją drogą to rekord w Europie, jeśli chodzi o kluby piłkarskie). Zabawa wejdzie na wyższy poziom, chyba że…
… ktoś w końcu pójdzie po rozum do głowy
W życiu bywa tak, że zakłamywanie rzeczywistości prędzej czy później doprowadzi do zguby. To jak ze zwyczajnym kłamstwem – ma krótkie nogi, więc jeśli budujemy na nim swój przekaz, musimy liczyć się z faktem, że nogi pod wpływem ciężaru w końcu się załamią. Patrząc na ostatnie tygodnie w światku polskiej piłki, właśnie takie wrażenie można było odnieść. Że ktoś próbuje za wszelką cenę nie doprowadzić do momentu, w którym coraz więcej głów zaczyna się zastanawiać nad słusznością pewnych decyzji. Takich jak np. dopuszczenie większej liczby kibiców na trybunach (w skali najlepszych lig na świecie jesteśmy przecież w tej kwestii ewenementem) czy nadanie klubom pełnej swobody.











