Derby między radomskimi „Warchołami” a kieleckimi „Scyzorykami” obfitowały w emocje od pierwszej do ostatniej minuty. Choć na rozstrzygnięcie musieliśmy czekać aż do 93. minuty, to nie mamy wątpliwości, że żaden z kieleckich sympatyków nie żałuje, że przyszedł dziś na Suzuki Arenę. Korona odwróciła wynik po golu Kacpra Kostorza i pokonała historycznego rywala. Tym samym wygrzebuje się ze strefy spadkowej po raz pierwszy od 12. kolejki. W końcówce zadecydowali zmiennicy wprowadzeni przez Kamila Kuzerę.
Boisko grzęzawisko
Pogoda w Polsce nie rozpieszcza. Pracownicy kieleckiego MOSIR-u od rana w pocie czoła przygotowywali arenę widowiska po obfitych opadach śniegu. Odbiło się to niestety na spotkaniu, piłka często grzęzła w błocie w nieprzewidywalny sposób. Choć warunki były równe dla obu zespołów, to takie boisko promuje drużyny grające bardziej bezpośrednio, uprzykrzając życie drużynom chcącym grać technicznie, krótkimi podaniami.
Radomiak wykorzystał pierwszą – i tak naprawdę jedyną w pierwszej połowie – okazję do zdobycia gola. Już w 6. minucie przewagę wzrostu wykorzystał dwumetrowy Leonardo Rocha, zamieniając dośrodkowanie Machado na bramkę. Miał jednak olbrzymią przestrzeń tylko dla siebie, gdyż jak junior zagubił się Piotr Malarczyk – bohater sprzed tygodnia. Trzeci gol w tym sezonie portugalskiego wieżowca dawał 6. miejsce w tabeli live. W tym sezonie Radomiak nie przegrał meczu wyjazdowego, w którym strzelił gola. Teoretycznie o punkty podopieczni Lewandowskiego mogli być spokojni. Każda passa się jednak kiedyś kończy, a cofnięcie się tak głęboko, jak zrobiły to „Warchoły”, zwiastuje kłopoty.
Korona odpowiedziała
Korona się nie poddała. Po pierwszym ciosie szybko się podniosła i napierała na bramkę Kobylaka. Groźne strzały oddawali Łukowski, Shikavka czy Nono. Pod koniec pierwszej połowy kielczanie dopięli swego. Dośrodkowanie Ronaldo Deaconu z rzutu wolnego przeciął Evgeniy Shikavka, uderzając głową w kierunku Gabriela Kobylaka. Młody bramkarz skiksował i odbił piłkę do własnej bramki.
Drugą połowę stanowiła wyrównana walka z minimalną przewagą gości. Najlepszą szansę stworzył jednak w 67 minucie zespół „Złocisto-krwistych”. Szybką kontrę przeprowadził białoruski strzelec pierwszej bramki, który wyłożył piłkę Dawidowi Błanikowi. Ten jednak uderzył w Kobylaka. Swoje szanse miał także Radomiak. Drugiego gola mógł zdobyć Rocha, ale okrutnie przestrzelił. Gdy spotkanie zdawało się zmierzać ku remisowi, w 93. minucie akcję przeprowadzili rezerwowi wprowadzeni przez Kamila Kuzerę. Na lewym skrzydle Damianem Jakubikiem zakręcił Dawid Błanik, a następnie posłał piłkę wzdłuż bramki. Tę z najbliższej odległości wbił wprowadzony chwilę wcześniej Kacper Kostorz. Okrzyk radości dziesięciotysięcznej publiczności usłyszeli pewnie nawet w Radomiu.












