Korona Kielce pokonała Lechię Gdańsk 1:0 w meczu 28. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy. Tym samym piłkarze Marcina Sasala, z dorobkiem 33 punktów, zapewnili sobie utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Oba zespoły do tego pojedynku przystępowały w zupełnie innych nastrojach. Piłkarze Korony Kielce niespodziewanie wygrali 1:0 w poprzedniej kolejce z liderem ligi – Wisłą Kraków. Lechia zaś w środę rozgrywała półfinał REMES Pucharu Polski z Jagiellonią Białystok. Drużyna Tomasza Kafarskiego nie sprostała jednak podopiecznym Michała Probierza i musiała pożegnać się z tymi rozgrywkami. Kibice obu ekip bardzo liczyli na korzystny wynik dla swojej drużyny. Przed tą kolejką Korona zajmowała jedenaste miejsce. Klub z Gdańska plasował się pięć pozycji wyżej.

Mecz lepiej rozpoczęli piłkarze Lechii, którzy w ciągu dziesięciu minut kilka razy oddawali strzał na bramkę Zbigniewa Małkowskiego. Godnym odnotowania jest uderzenie zza pola karnego Olegsa Laizansa, po którym piłka minimalnie przeleciała nad bramką kieleckiego zespołu. Pierwszy kwadrans rywalizacji to delikatna przewaga gdańszczan, ale nie mogli oni znaleźć złotego środka na rozmontowanie obrony „Złocisto-Krwistych”. W 14. minucie pierwszą dogodną okazję mieli piłkarze trenera Sasala. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Jacek Kiełb, a w polu karnym najlepiej ustawiony był Markiewicz, po którego strzale futbolówkę z linii bramkowej wybił Mysona.
Po tej sytuacji panowanie na boisku przejęli gospodarze, którzy bardzo chcieli zejść do szatni z przewagą bramkową. Gra była twarda, a czasami nawet zbyt ostra. Korona oddawała sporo strzałów z dystansu, jednak ani po uderzeniu Mijailovića, ani Markiewicza piłka nie chciała wpaść do siatki. Kielczanie różnymi sposobami próbowali zaskoczyć defensywę lechistów. Oprócz większej ilości uderzeń na bramkę, mieli również optyczną przewagę w posiadaniu piłki. Do przerwy jednak obie ekipy bezbramkowo remisowały.
Pierwsze dziesięć minut drugiej połowy piłkarze obu zespołów grali tak, jakby myślami byli jeszcze w szatni. Na boisku nie działo się zbyt wiele. Zawodnicy prześcigali się w niedokładnych podaniach i akcjach. Emocje zaczęły się w 55. minucie. Piotr Wiśniewski, zdecydował się na piękny strzał z odległości 25 metrów. Ważną interwencją popisał się Małkowski.
180 sekund później było już 1:0 dla gospodarzy. Z rzutu rożnego dośrodkowywał, rezerwowy w tym meczu, Edi Andradina. Niefrasobliwość obrońców Lechii wykorzystał Artur Jędrzejczyk, który wyskoczył najwyżej w polu karnym i strzałem głową skierował piłkę do bramki. W 64. minucie bliski trafienia samobójczego był Mijailović, jednak na jego szczęście nie trafił w jej światło. Kilka minut później swoją sytuację miał Edi, ale po jego uderzeniu głową, piłka minimalnie przeleciała obok słupka. W ostatniej minucie sam na sam wyszedł Maciej Tataj, lecz górą w tej akcji okazał się Paweł Kapsa, który wybronił strzał napastnika Korony. Do końca spotkania Lechia starał się zdobyć wyrównującego gola, ale kielczanie kontrolowali przebieg meczu, czekając na kontrę.











