Po jedenastu tygodniach, na stadion w Kielcach wróciła piłkarska Ekstraklasa. Broniąca się przed spadkiem Korona podejmowała dziesiątą w tabeli Jagiellonię Białystok.
Różnica między ostatnią w tabeli Odrą Wodzisław a Jagiellonią, to tylko cztery punkty i w dzisiejszym spotkaniu zwycięstwo daje zawodnikom ponad tydzień spokoju. Kto okaże się lepszy?
Od początku spotkania widać było, że zarówno jednym jak i drugim bardzo zależało na trzech punktach. Już w 5. minucie sędzia nałożył na Lewczuka karę indywidualną, jednak żółty kartonik nie ostudził zapału kolegów z drużyny. Mimo wielu prób, dopiero w 13. minucie kibice zgromadzeni w Kielcach mogli zobaczyć groźną akcję gospodarzy. Bardzo ładnie do Sobolewskiego podał Kaczmarek, a ten minimalnie niecelnie dośrodkował piłkę do kolegów znajdujących się w polu karnym. Na szczęście, co się odwlecze to nie uciecze i już cztery minuty później kielczanie cieszyli się ze zdobytej bramki. Piłkę w środku pola, po swoim błędzie, odzyskał Vuković, dograł do Ediego, a ten fantastycznie dośrodkowując do Stano, zapewnił sobie asystę przy bramce Słowaka. Utrata bramki podziałała motywująco na Jagiellonię, jednak goście z Białegostoku mieli wyraźny problem z rozbiciem defensywy rywala. Dopiero w 32. minucie Tomasz Frankowski oddał jedyny, jak do tej pory, strzał na bramkę Małkowskiego. Do przerwy cały czas gra toczyła się w środku pola, a podopieczni Michała Probierza nie mieli pomysłu na zdobycie wyrównującej bramki. W 45.minucie cały stadion zamarł, gdyż okazało się, że śmiercią tragiczną zginął kibic Korony Kielce.
Po zmianie stron do ataku przystąpili kielczanie. Bardzo dobrze dośrodkował Gajtkowski, jednak minimalnie nie sięgnął piłki Edi. W 58. minucie przed największą szansą w tym spotkaniu stanęli piłkarze Jagiellonii. Błąd defensywy mógł wykorzystać Coutinho, jednak zabrakło szczęścia. Wizja straconej bramki wyraźnie podziałała na gospodarzy. Już w 71. minucie fantastycznie do Ediego podał Kiełb, który już wychodził sam na sam. Niestety sędzia liniowy dopatrzył się spalonego i kibice musieli zapomnieć o drugiej bramce. Z decyzją arbitrów wyraźnie nie zgadzał się Marcin Sasal, którego musiał uspokajać jego asystent. Im bliżej końca meczu, tym częściej do sytuacji podbramkowych dochodzili kielczanie. W 79. minucie ponownie szansę na strzelenie gola miał Edi. Niestety, po raz kolejny się nie udało.
Jak się okazało, kibice nie zobaczyli już więcej bramek. Po bardzo ładnym meczu wygrali gospodarze. Marcin Sasal może być zadowolony z wyniku, jednak z pewnością będzie się zastanawiał, dlaczego jego podopieczni seryjnie marnowali świetne okazje. Michał Probierz ma więcej problemów na głowie. Jego zespół zupełnie nie istniał i jeśli Jagiellonia chce utrzymać się w lidze, musi poprawić swoją grę.










