W meczu inauguracyjnym 5. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Korona Kielce pokonała Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1. Bramki dla kielczan zdobywali Żewłakow oraz Korzym, natomiast gola dla podbeskidzian zdobył Chmiel.
Na stadionie w Kielcach pojawili się tylko najwierniejsi kibice, którzy wypełnili w połowie arenę. Wyborem składu zaskoczył trener Robert Kasperczyk, który, pierwszy raz w tym sezonie, w wyjściowym składzie postawił na Piotra Komana oraz Lirana Cohena. Przed spotkaniem byliśmy świadkami wręczenia koszulki upamiętniającej setny występ w barwach Korony Pawła Golańskiego. Chwilę przed spotkaniem kibice uczcili pamięć wiernego sympatyka „Złocisto-krwistych”, Leszka Drogosza. Celem dla obu drużyn było jedno – pierwsze zwycięstwo w sezonie 2012/2013.

Pierwsze minuty z lekką przewagą Korony Kielce, było tak jak zapowiadali zawodnicy oraz trenerzy, czyli dużo walki. Na pierwszą sytuację musieliśmy czekać aż do 20. minuty. Co ciekawe, ta pierwsza klarowna sytuacja została zamieniona już na bramkę. Były zawodnik PGE GKS-u Bełchatów, Marcin Żewłakow, otrzymał bardzo dobre podanie od Pawła Sobolewskiego i bez najmniejszego problemu pokonał Zajaca. Bramka wydaje się zasłużona, bo Podbeskidzie grało dotychczas ospale.
Goście próbowali odpowiedzieć strzałem Roberta Demjana, ale w świetny sposób interweniował golkiper Korony, Zbigniew Małkowski. Przez chwilę pierwszoplanowym bohaterem był Maciej Szczęsny, który prawdopodobnie za dyskusję z sędziami został odesłany na trybuny. Po pierwszych 45 minutach lepszym zespołem był zespół z Kielc, ale w szeregach obu drużyn można zauważyć dużo niedokładności i chaosu. Podbeskidzie było drużyną słabszą, potrafiącą wyprowadzić jedyne pojedyncze kontry bez większego zagrożenia bramki strzeżonej przez bramkarza gospodarzy. Kibice liczyli po przerwie na większą dawkę emocji i kolejne gole.
W 55. minucie mieliśmy już 2:0. Długa piłka z własnej połowy zagrana przez jednego z obrońców, która została wrzucona w pole karne, a sprytny i silniejszy Maciej Korzym przepycha obrońcę i w sytuacji sam na sam pokonał golkipera gości. Po tym golu zrobiło się głośno w Kielcach. Trafienie, tak jak i to pierwsze, zostało zadedykowane narodzonemu synowi „Korzenia”, Maciejowi. Dziesięć minut później ciekawą akcję przeprowadzili „Górale”, ale Cohen nie znalazł recepty na pokonanie Małkowskiego.
Dwie minuty później zawodnicy Podbeskidzia byli już skuteczniejsi. Najsprytniejszy w polu karny był Damian Chmiel i bez żadnych skrupułów wykorzystał zamieszanie przed bramką gospodarzy i uderzenie piłki w kierunku bramki zamienił na gola. W 75. minucie do świetnej sytuacji doszli kielczanie, a w szczególności Tomasz Sierpina. W sytuacji sam na sam więcej zimnej krwi zachował Richard Zajac i nadal było 2:1.











