Kielecka Korona miała sporo szczęścia w meczu 26. kolejki T-Mobile Ekstraklasy – remis 1:1 z Zawiszą nie odzwierciedla do końca przebiegu spotkania, gdyż piłkarze Tarasiewicza mieli kilka doskonałych okazji. Fenomenalna forma Małkowskiego uchroniła jednak gospodarzy od porażki.

Spotkanie z animuszem rozpoczęli gospodarze. W ciągu kilku minut oddali parę celnych strzałów na bramkę Zawiszy, a efekty ich ataków można było zobaczyć w 15. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Korzym uderzył głową, ale został powstrzymany przez Kaczmarka. Bramkarz Zawiszy obronił także dobitkę napastnika Korony, ale przy strzale Dejmka był już bezradny i Kielczanie objęli zasłużone prowadzenie. Zawisza wziął się do odrabiania strat natychmiastowo. Najaktywniejszy był Bernardo Vasconselos, który kilkukrotnie zagrażał bramce Małkowskiego. Mimo ataków gości, Korona potrafiła błyskawicznie odpowiedzieć. Najpierw w 37. minucie Golański uderzył piłkę w kierunku bramki Kaczmarka. Ta jednak po rykoszecie wyszła na rzut rożny minimalnie mijając cel. Chwilę potem o krok od bramki samobójczej był Lewczuk, jednak piłka nie wpadła do bramki. Zawisza dążył do wyrównania, jednak do przerwy wynik utrzymał się, choć w 43. minucie Drygas mógł dać upragnionego gola. Szczęśliwie dla gospodarzy Małkowski zdołał obronić strzał z pierwszej piłki.
W drugiej odsłonie meczu Zawisza otwarcie przystąpiła do ponownej ofensywy. W 55. minucie potężne uderzenie z 30 metrów oddał Dudek, lecz nie udało mu się strzelić bramki jak w poprzednim spotkaniu z Górnikiem w podobny sposób. Chwilę później bydgoski zespół mógł stracić swojego czołowego napastnika Vasconselosa, który zszedł z powodu kontuzji. Korona postanowiła dobić osłabionego rywala – w 60. minucie Korzym nie wykorzystał fantastycznego dośrodkowania Sobolewskiego. Vasconselos wróciła na boisko, a chwilę później Zawisza postanowił odpowiedzieć kolejnym strzałem Drygasa, ale Małkowski postanowił z kolei być niepokonanym w tym meczu i spokojnie chwycił piłkę. Los uśmiechnął się do gości w 74. minucie – bardziej jednak niż błysk szczęścia był to błysk totalnej głupoty w wykonaniu Pyłypczuka, który zaatakował dwoma wyprostowanymi nogami Łukasza Nawotczyńskiego i zasłużenie wyleciał z boiska za bezpardonowe zachowanie. Przewaga została wykorzystana już chwilę po czerwonej kartce dla piłkarza Korony – w 81. minucie piłka odbita po rzucie rożnym trafiła pod nogi Ziajki, który z 20 metrów umieścił piłkę w siatce. Mimo osłabienia Korona próbowała atakować, ale strzały pokroju uderzenia Gołębiewskiego nie sprawiły, że Kaczmarek poczuł się zagrożony. Jak strzelać dobrze próbował pokazać Vasconselos, ale jego strzał na raty zatrzymał Małkowski.











