Korona przegrała w Kielcach z Widzewem 0:2. Bohaterem spotkania został Ben Dhifallah, który zdobył obie bramki dla łodzian. Przegrana podopiecznych Leszka Ojrzyńskiego oznacza, że dla nich sen o tytule mistrzowskim już się zakończył.

Spotkanie nieco lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy z animuszem ruszyli do ataku, ale łodzianie pewnie poczynali sobie w obronie, nie pozwalając na większe zagrożenie pod własną bramką. Grę w Kielcach zdecydowanie utrudniał stan murawy, która w wyniku obfitych opadów deszczu nasiąkła wodą. Tymczasem w 9. minucie Widzew objął prowadzenie. Świetnym półgórnym podaniem sprzed pola karnego popisał się Kaczmarek, a Ben Dhifallah z najbliższej odległości wpisał się na listę strzelców. Gospodarze mogli odpowiedzieć już po chwili, ale Lenartowskiego uprzedził Dudu. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego próbowali szybko odrobić stratę, stosując wysoki pressing, czym prowokowali kolejne błędy w szeregach defensywnych rywala. W 20. minucie goście mogli zdobyć kolejną bramkę, ale po strzale głową Ukaha piłka trafiła w słupek.
Chwilę później znakomitym uderzeniem próbował zaskoczyć Lisowski, ale Mielcarz popisał się jeszcze lepszą paradą. W kolejnych minutach Korona dalej utrzymywała przewagę, ale większość akcji kielczan ograniczała się do dośrodkowań w pole karne gości, a te nie stanowiły żadnego zagrożenia. W 31. minucie Jovanović znakomicie podał do Kaczmarka, ten dograł w pole karne, ale Lenartowski nie był w stanie zamknąć akcji. Bezradność Korony była w tej fazie spotkania aż nadto widoczna, a Widzew mądrze się bronił. W 43. minucie sympatycy kielczan przeżyli ponadto prawdziwy szok, ponieważ rywal zdobył drugiego gola. Ponownie na listę strzelców wpisał się Ben Dhifallah, który wykorzystał bardzo dobre dośrodkowanie Dudu. Chwilę później arbiter zakończył pierwszą część spotkania.

Druga połowa, wbrew temu, czego można było się spodziewać, rozpoczęła się od ataków Widzewa, co wyraźnie zaskoczyło gospodarzy. Korona wciąż nie potrafiła znaleźć sposobu, by zdobyć choćby kontaktową bramkę. Tymczasem w 54. minucie w doskonałej sytuacji znalazł się Oziębała, który jednak będąc sam na sam z Pilarzem, fatalnie spudłował. Kilkanaście sekund później tylko kapitalna interwencja Mielcarza uchroniła łodzian przed stratą bramki. Wraz z upływem czasu podopieczni Radosława Mroczkowskiego skupili się już wyłącznie na obronie korzystnego rezultatu, całym zespołem broniąc się na własnej połowie. Skomasowana defensywa była jednak na tyle skuteczna, że Korona długimi fragmentami nie była w stanie nawet oddać strzału na bramkę rywala.











