Korona Kielce przegrała z Arką Gdynia w ostatnim sobotnim meczu 10. kolejki Ekstraklasy. Gdynianie zapewnili sobie zwycięstwo w doliczonym czasie gry drugiej połowy.
Świetnie w spotkanie weszli kielczanie. Pierwsza groźna sytuacja – i od razu gol. Przytomnie w polu karnym zachował się Edi Andradina, wycofując pikę do Jacka Kiełba, który precyzyjnie huknął i otworzył wynik meczu. Bramka rozochociła podopiecznych Marka Motyki, a kibice nie zamierzali siadać na swoje siedzenia – w powietrzu czuli nadchodzącego, kolejnego gola. Arka jednak doszła do wniosku, że nie ma sensu bronić się przeciwko Koronie i lepiej stłumić jej ambicje poprzez akcje ofensywne. Ta filozofia przyniosła pożądane skutki. Indywidualna akcja Lubomira Lubenova, który, zanim wpakował piłkę do siatki, minął po drodze dwóch rywali. Akcji nie brakowało, oba zespoły nie zamierzały się cofać, dzięki czemu w Kielcach do przerwy nie można było narzekać na brak wrażeń.

Relację z drugiej połowy należałoby rozpocząć od jej końca. Przez większą część oglądaliśmy koncert niewykorzystanych sytuacji Korony. Marnowali je obrońcy – Edson, pomocnicy – Sobolewski i oczywiście napastnicy – Edi. Z szacunku do czytelnika, który nie chce zapoznawać się z elaboratami na temat ligowych meczów, nie będę dogłębnie streszczał, w jaki sposób kielczanie nie potrafili pokonać Cierzniaka. A Arka? Oprócz znakomitej okazji Marcina Wachowicza, który z bliskiej odległości trafił wprost w Cierzniaka, groźniejszych sytuacji sobie nie stworzyli. Spotkanie nabrało rumieńców w momencie, gdy sędzia zastanawiał się, o ile minut przedłużyć mecz. Zdecydował się, że piłkarze pograją do 94 minuty. Arkowcy wykorzystali ten czas, a wydatnie pomogli im w tym piłkarze Korony. Paulius Paknys faulował w polu karnym Budzińskiego, a sędzia wskazał na wapno. Piłkę na jedenastym metrze ustawił sobie Mrowiec, dając Arce cenne zwycięstwo.
Gdynianie, którzy w poprzedniej kolejce wywalczyli remis z Lechem, pod wodzą Dariusza Pasieki spisują się coraz lepiej i puszczają powoli w niepamięć katastrofalny początek sezonu. Jednak to nie oni wygrali ten mecz, a przegrali go „Złocisto-krwiści ”. Powinni pokonać Arkę różnicą co najmniej jednej bramki, a skończyło się na gorzkim smaku porażki.











