Trzy bramki, czerwona kartka i sporo kontrowersji z udziałem sędziego Stefańskiego. Tak zapamiętamy wygrany przez Koronę mecz 6. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, wygrany przez kielczan 2:1 ze Śląskiem Wrocław.
Spotkanie rozpoczęło się dość spokojnie i nie zapowiadało się na kolejne wydarzenia, które już niebawem miały miejsce. Od początku byliśmy świadkami dość wyrównanego meczu, a jeśli jeden z zespołów decydował się na akcję zaczepną, drugi odpowiadał niemal natychmiastowo. Dwie pierwsze akcje należały do gości. Najpierw lewą stroną ruszył Spahić, kończąc rajd strzałem, który został obroniony przez Małkowskiego. Chwilę później swojej szansy szukał Voskamp, ale ponownie golkiper gospodarzy był na posterunku.

Korona odpowiedziała dośrodkowaniem Jovanovicia, który zaserwował piłkę wprost na głowę Stano. Gracz gospodarzy oddał groźny strzał, ale Kelemen wyszedł z opresji. Podopieczni Lenczyka objęli prowadzenie po 20 minutach rywalizacji, gdy fatalny błąd Małkowskiego bez problemu wykorzystał Voskamp. Jak się okazało, wrocławianie nie cieszyli się zbyt długo z prowadzenia, bo zaledwie dwie minuty później nadeszło wyrównanie. Do precyzyjnego dośrodkowania Vukovicia z rzutu wolnego wyskoczył Stano i pokonał Kelemena.
Nie był to koniec problemów słowackiego bramkarza Śląska. Chwilę później na uderzenie z dystansu zdecydował się Sobolewski, a Kelemen wspiął się na wyżyny swoich możliwości, by uchronić swój zespół od straty drugiej bramki. Po trzydziestu minutach niezłą akcją popisał się Śląsk. Najpierw płaska piłka zagrywana do Voskampa, który nie zdołał oddać strzału, ale oddał ją Elsnerowi. Środkowy pomocnik gości huknął sprzed pola karnego, a piłka pofrunęła minimalnie ponad poprzeczką Małkowskiego.

Gospodarze czekali na jedną jedyną akcję, która jeszcze przed przerwą miała dać im prowadzenie. Taką akcję rozegrał Kiełb wraz z Kuzerą. Pierwszy z graczy Korony popisał się świetnym podaniem właśnie do Kuzery, a ten znajdując się z sytuacji sam na sam, bez problemu pokonał Kelemena.
Po zmianie stron coraz częściej do głosu dochodzili gospodarze, którzy uskrzydleni prowadzeniem chcieli je podwyższyć. Tym sposobem w 52. minucie znakomite płaskie podanie z lewej flanki zamykał Korzym, jednak gracz kieleckiego klubu niewiele się pomylił. Nie była to jedyna okazja w drugiej połowie, po której zawodnicy trenera Ojrzyńskiego mogli zdobyć trzecią bramkę. Brak agresji i pewności siebie w poczynaniach przyjezdnych starał się wykorzystać Sobolewski, który po niemal godzinie gry zdecydował się na strzał z dystansu. Asysta trzech obrońców na niewiele się zdała, a Kelemen kolejny raz pokazał klasę.












