Ostatnie tygodnie to dobry czas dla Korony Kielce. Świętokrzyski klub wytrzymał sportowe i ekonomiczne zawirowania i szturmem próbuje dostać się do grupy mistrzowskiej ekstraklasy.
Jest grudzień 2014 roku, w siedzibie klubu przy ulicy Ściegiennego popłoch. Urząd Miasta Kielce decyzją rady miejskiej postanawia nie finansować dłużej Korony. Zarząd „Złocisto-krwistych” decyduje o ogłoszeniu upadłości. Kto by wtedy przypuszczał, że zaledwie cztery miesiące później pojawią się głosy, że Korona może jeszcze powalczyć o udział w europejskich pucharach? Ostatecznie prezydent miasta przekonał radnych o słuszności przekazania klubowi rekordowej, wynoszącej prawie osiem milionów złotych, dotacji. W klubie nastał spokojny czas, pozostało tylko ugasić sportowy pożar w postaci realnego zagrożenia spadkiem z ekstraklasy.
Zatrudnienie trenera Tarasiewicza od początku wydawało się strzałem w dziesiątkę. Szkoleniowiec ten udowodnił swoją pracą w Zawiszy, że stać go na osiąganie świetnych wyników. Runda jesienna była jednak w wykonaniu kielczan mocno rozczarowująca. Przyznam się szczerze, że w pewnym momencie sezonu typowałem trenera Tarasiewicza jako pewniaka do zwolnienia, mając na uwadze temperament włodarzy polskich klubów. Okazało się jednak, że w Kielcach panuje inny klimat. Najwyraźniej spacery po pobliskim rezerwacie doskonale stonowały nastroje władz, a Tarasiewicz dostał szansę na zgranie zespołu. Wynik przekracza wszelkie oczekiwania – Korona to jedyna, obok bydgoskiego Zawiszy, niepokonana drużyna w lidze w 2015 roku. Coraz częściej widać też w grze zespołu schematy podobne do tych, którymi zaskakiwał rywali klub z Bydgoszczy w poprzednim sezonie.

Na duże uznanie zasługują zimowe ruchy transferowe. Luis Carlos gra w Koronie tak jak na początku swojej przygody z Zawiszą. Dynamika, luz w grze, szybkość – widać, że zupełnie inaczej czuje się pod skrzydłami Tarasiewicza. Nieźle wpasował się krytykowany w Bydgoszczy Rafael Porcellis. Gra on tak, jak się tego wymaga od silnego, wysokiego napastnika. Coraz lepiej wyglądają też występy Aleksandra Fertovsa. Łotewski defensywny pomocnik zaczął już łapać wspólny boiskowy język z kolegami z zespołu, umiejętnie łącząc grę w destrukcji z kreowaniem sytuacji partnerom z drużyny.
Transfery to jedno, na uwagę zasługuje też dobra forma zawodników, którzy już jesienią reprezentowali kielecki zespół. Dobrze wygląda formacja defensywna zespołu. O ile Paweł Golański zawsze był gwarancją wysokiego poziomu, o tyle gra Radka Dejmka czy Piotra Malarczyka to pozytywne zaskoczenie. Dobrze prezentuje się Kamil Sylwestrzak, w mojej opinii najlepszy „napastnik” wśród obrońców ekstraklasy. Jego spokój przy wykańczaniu akcji w polu karnym rywali jest godny podziwu. Piłkarzem, który zaskakuje najbardziej, jest jednak Leandro. Bardzo krytykowany za rundę jesienną Brazylijczyk to zupełnie inny zawodnik. Pewny w defensywie, silny, dynamiczny, świetnie włączający się do ataków piłkarz zaczyna grać na miarę swojego nie najgorszego przecież CV.












