Do końca sezonu Championship pozostały trzy spotkania, a nadal nie wiadomo, która drużyna uzyska bezpośredni awans do Premiership. Miejsca są dwa, a chętnych jest aż czterech, więc dwójka z nich będzie musiała zadowolić się grą w barażach. No właśnie, tylko która? Jak na razie najbliżej awansu jest rewelacja tych rozgrywek, AFC Bournemouth, która w niesamowity sposób dotarła tam, gdzie się dzisiaj znajduje.

Bournemouth to drużyna, która jeszcze 6 lat temu z powodu problemów finansowych występowała z 16 ujemnymi punktami w League Two (4. klasa rozgrywkowa w Anglii), a dziś znajduje się na szczycie tabeli 2. ligi angielskiej. Na początku obecnego sezonu zaliczyła lekki falstart, zdobywając jedynie 8 oczek w 7 spotkaniach, ale jej sytuacja odmieniła się po transferze Artura Boruca, który był mocno krytykowany za to, że zamiast walczyć o puchary z jakimś klubem z najwyższej półki, odchodzi kończyć karierę do drugoligowego przeciętniaka. Jednak po jego przyjściu „Wisienki” zaczęły tracić mniej bramek i piąć się w górę tabeli. Co więcej, awansowały nawet do ćwierćfinału League Cup, w którym odpadły po porażce z Liverpoolem. Wielu uważało, że tak dobre wyniki są zasługą Polaka. To prawda, ale bramkarz sam 83 punktów nie zdobędzie, stoi za tym bardzo dobra postawa całej drużyny.
Za sukces tego zespołu odpowiedzialny jest również, a raczej przede wszystkim, jego szkoleniowiec. Bardzo młody i ambitny Eddie Howe, uważany za jednego z najinteligentniejszych trenerów młodego pokolenia w Anglii, to były obrońca „The Cherries”, który przedwcześnie musiał zakończyć karierę z powodu kontuzji kolana. Szkoleniowcem drużyny znad morza został po raz pierwszy niedługo po zawieszeniu butów na kołku, w 2008 roku. Wtedy to ówczesny coach młodzików został wezwany na pomoc do tonącego okrętu, którego uratowanie wydawało się niemożliwe. – Gdy zacząłem tam pracę, po prostu nie było żadnego budżetu. Byliśmy dosłownie 15 minut od bankructwa: piłkarze nie byli opłacani i byliśmy nękani przez komorników.
Howe przyznawał, że nie czuł się gotowy na takie wyzwanie. Jak się jednak okazało, była to doskonała decyzja: Bournemouth w ostatnich 21 meczach zdobył 36 punktów i uniknął degradacji, a jego trener został okrzyknięty cudotwórcą. Co więcej, rok później pod jego wodzą „Wisienki” z bardzo ograniczonym budżetem awansowały do League One, a w 2013, tym razem z pomocą rosyjskiego biznesmena Maxima Demina, dostały się do Championship. W międzyczasie ambicje Howe’a zaprowadziły go na półtora roku do Burnley, w którym sukcesów większych nie osiągnął, ale ślady po sobie pozostawił, np. kupując za grosze bardzo dobrych piłkarzy (m.in. Charliego Austina, który został później sprzedany do QPR). Co ciekawe, na powrót swojego ulubieńca musieli składać się kibice, którzy uzbierali ponad 13000 funtów!














