Legia zdecydowanym faworytem do mistrzostwa, Widzew na dnie, Górnik ostatecznie ląduje w czołowej ósemce mimo porażki, a Marcin Robak kroczy po koronę króla strzelców – w taki sposób można podsumować zmagania piłkarzy T-Mobile Ekstraklasy w ostatniej kolejce spotkań rundy zasadniczej.

Najszybciej strzelanie rozpoczęto w Krakowie, gdzie Podbeskidzie zdobyło bramkę po strzale Chmiela już w 1. minucie spotkania. Równie szybko gola na dzień dobry wpakowała Legia, która już w 2. objęła prowadzenie z Zagłębiem. Swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie zdobył Orlando Sa. Mistrzowie Polski tak naprawdę stworzyli mały prolog pod dalszy dramat lubinian, którzy od 19. minuty spotkania musieli grać w osłabieniu – czerwoną kartkę po faulu w polu karnym na Michale Żyro obejrzał Bartosz Rymaniak. Jedenastkę na bramkę chwilę później zamienił Vrdoljak.
Prawdziwy dramat swoim kibicom zorganizowali piłkarze Górnika Zabrze, którzy w ciągu dwóch minut stracili dwie bramki. Najpierw w 31. minucie po dośrodkowaniu Lovrensicsa gola zdobył Teodorczyk. Chwilę później Kasprzik został pokonany przez Hamalainena. Górnik w tym roku nie wygrał żadnego meczu i zapowiadało się, że tej feralnej passy z Lechem nie przełamie. Stawką tego meczu było, co warto przypomnieć, bezpieczeństwo w grupie mistrzowskiej. W takiej sytuacji wiele zależało od meczów Cracovii z Koroną i Śląska z Lechią. W pierwszej połowie jednak ani gdańszczanie ani krakowianie nie poczynili żadnych kroków, aby zepchnąć zabrzan do grupy walczącej o utrzymanie, gdyż remisowali swoje mecze 0:0. Do przerwy niewiele działo się także w Szczecinie, gdzie miejscowa Pogoń bezbramkowo remisowała z Widzewem.
Zawodnicy z naszych ligowych boisk postanowili rozstrzelać się nieco pod koniec pierwszych połów. Swoją trzecią bramkę w Lubinie dołożyła Legia Warszawa, tym razem autorstwa Helio Pinto. W 45. minucie swój zespół na prowadzenie wysunął piłkarz Piasta, Mateusz Matras, w spotkaniu przeciwko Jagiellonii. Bramkę do szatni swoim rywalom dołożyli piłkarze Ruchu, którzy zawitali do Bydgoszczy. Gola dla Niebieskich zdobył Babiarz.
Druga połowa rozpoczęła się dobrze dla Portowców ze Szczecina. Bramkę w meczu z Widzewem zdobył nie kto inny, jak sam Marcin Robak. Kolejny cios swoim rywalom zadali piłkarze Lecha – w 51. minucie spotkania Hamalainen po raz drugi trafił do siatki. Katastrofalnej obronie ekipy Warzychy nie pomógł nawet powrót po długotrwałej kontuzji Adama Dancha, który był jednym z najgorszych zawodników spotkania. Do tego w 55. minucie karnego nie wykorzystał Bartosz Iwan. Szczęście nie opuściło jednak piłkarzy Górnika, którzy będą musieli dziękować niezawodnemu Marco Paixao – Portugalczyk strzelił bramkę walczącej o grupę mistrzowską Lechii. Na korzyść zabrzańskiego zespołu zagrali także piłkarze Korony, którzy w 69. minucie strzelili bramkę Cracovii, a mianowicie Maciej Korzym.











