Fot. Branislav Ivanović (z lewej), Anton Ferdinand (w środku) i John Terry (z prawej)
W angielskiej ekstraklasie na trzy kolejki przed końcem sezonu praktycznie nic nie jest pewne. Znamy jak do tej pory tylko jedną drużynę, która opuści szeregi Premier League, ale poza tym wszystko na wszystkich innych frontach jest jeszcze możliwe.
Zacznijmy jednak nietypowo, bo jutro o 13:30 zakończy się sezon zasadniczy w Championship, a również nie wszystko jest jeszcze jasne. Do Premier League awansowało już Reading, a do League One spadły Portsmouth, Coventry i Doncaster. Trwa jednak walka pomiędzy Southampton i West Hamem o drugie miejsce premiowane również bezpośrednim awansem. Na razie zajmują je „Święci”, którzy podejmą zdegradowane już Coventry, i jeśli wygrają, to zapewnią sobie promocję. W przypadku straty punktów do gry wchodzą „Młoty”, które podejmują Hull. Jeśli Southampton przegra, to podopiecznym Sama Allardyce’a wystarczy tylko zwycięstwo, jeśli natomiast na St Mary’s padnie remis bezbramkowy, to londyńczycy muszą wygrać co najmniej trzema, a jeśli bramkowy – czterema golami. Przegrany będzie o awans bił się w rozgrywkach play-off, w których pewne miejsce mają również Blackpool i Birmingham. O szóstą lokatę walczą natomiast Cardiff (zagra z Crystal Palace) i Middlesborough (zmierzy się z Watfordem). Walijskiemu zespołowi w praktyce wystarczy remis, jeśli natomiast przegra, to trzy oczka podopiecznych Mowbraya pozwolą im wyprzedzić rywali.
Derby Chelsea z QPR są ciekawe nie tylko z piłkarskich powodów (fot. Skysports.com)
Wróćmy na szczebel najwyższy. 36. kolejka rozpocznie się w sobotę o 16:00 i tradycyjnie o tej porze rozegranych zostanie najwięcej meczów, a w korespondencyjnych pojedynkach zespoły powalczą przede wszystkim o prawo startu w Lidze Mistrzów oraz utrzymanie.
I tak, na Britannia Stadium Stoke podejmie Arsenal. „Kanonierzy” po dwóch meczach u siebie, w których zdobyli tylko punkt, nieco wydłużyli sobie łatwą wydawałoby się drogę do trzeciego miejscu. Obecnie podopieczni Wengera mają tylko trzy punkty przewagi nad Newcastle i jeden mecz rozegrany więcej, a o zachowanie takiej przewagi nie będzie łatwo, nikt nie lubi grać z drwalami Tony’ego Pulisa, i to na ich terenie. Co prawda „Garncarze” nie walczą już w tym sezonie o nic (choć czysto teoretycznie nie są jeszcze pewni utrzymania, ale to byłaby katastrofa, gdyby spadli), jednak przecież nie położą się przed rywalem. Dość mocno osłabionym, dodajmy. Do od dawna kontuzjowanych Wilshere’a i Mertesackera dołączyli bowiem niedawno Arteta i Walcott, natomiast tajemniczy wirus zaatakował Diaby’ego i Rosicky’ego. Ten drugi już się wyleczył, ale występ Francuza stoi pod znakiem zapytania. Wraca za to Yossi Benayoun. Stoke nie ma takich problemów, kontuzjowany jest jedynie Wilkinson, do pełni formy po kontuzji dochodzi jeszcze Pennant, ale będzie mógł zagrać.
O tej samej porze Wigan zagra z Newcastle. „Sroki”, które odniosły sześć zwycięstw z rzędu i awansowały na czwarte miejsce w tabeli, będą oczywiście faworytem tego spotkania, ale wcale nie murowanym. I niech nikogo nie zmyli 17. miejsce „Latics”, którzy nadal walczą o utrzymanie, bo ta drużyna ostatnio również należy do najlepszych w lidze, choć tydzień temu potknęła się na Craven Cottage. Piłkarze Newcastle muszą jednak z DW Stadium przywieźć trzy punkty, jeśli chcą zagrać w LM, bo później czekają ich zadania już tylko trudniejsze. O tym jednak następnym razem, a jeśli wrócimy do jutrzejszego pojedynku, to Alan Pardew nie będzie mógł w nim skorzystać z Lovenkrandsa, Vuckicia, Stevena Taylora i Sammy’ego Ameobiego, nie wiadomo też co z Obertanem, Guthriem i Marveaux. Roberto Martinez ma nieco mniej zmartwień, kłopoty zdrowotne wykluczają z gry tylko Ronniego Stama, choć niepewny jest też występ Di Santo oraz Rodallegi.
O utrzymanie walczy również Bolton. Przed zeszłą sobotą sytuacja „Kłusaków” była zła, teraz już bardzo się polepszyła, przede wszystkim dzięki wtorkowemu zwycięstwu nad Aston Villą. Podopieczni Coyle’a potrzebują już tylko punktu, żeby wydostać się ze strefy spadkowej, a mają jeden mecz więcej do rozegrania niż wszyscy bezpośredni rywale. Na Stadium of Light „Wanderers” mogą pokusić się choćby o punkt, bo Sunderland od wspaniałego meczu na Etihad Stadium nie wygrał, a nawet nie strzelił gola, choć przegrał tylko raz. W obu zespołach natomiast listy kontuzjowanych nie należą do najkrótszych. W obozie gospodarzy znajdują się na niej Larsson, Richardson, Brown, Angeleri i Bramble, z czasem walczy kapitan Lee Cattermole, a zawieszony jest Craig Gardner. Za to wśród gości można tam znaleźć nazwiska Ricardo Gardnera, Mersa, Lee i Holdena, a po meczu z Aston Villą nie najlepiej czują się Miyaichi, Mark Davies i Eagles, natomiast Pratley być może powróci już po chorobie.
Właśnie, Aston Villa. Klub bardzo przed sezonem osłabiony, ale mimo to niewielu myślało, że będzie do końca drżał o ligowy byt. A tak w istocie, po porażce u siebie z Boltonem, jest. Jak widać, natura nie lubi pustki, po odpadnięciu z wyścigu o utrzymanie „Wolves” zaraz włączyli się do niego „Villans”. Jutro pojadą do West Bromwich, które po wygranej na Anfield awansowało na 10. miejsce i walczy też tylko o to, gdzie po zakończeniu rozgrywek wpiszą je statystycy. To jednak gospodarze będą faworytami, wszak podopieczni McLeisha nie wygrali w lidze od półtora miesiąca, a na wyjeździe od 21 stycznia. Wielkim wzmocnieniem będzie natomiast dla nich powrót po dwuipółmiesięcznej przerwie Richarda Dunne’a. W ten sposób poza grą pozostają obecnie tylko Delph i Bent, choć nie do końca wiadomo, co ze zdrowiem Irelanda i Collinsa. Roy Hodgson nie będzie mógł skorzystać z Gery, Morrisona i Reida.
W dwóch ostatnich spotkaniach zaplanowanych na 16:00 drużyny będą grały już raczej o pietruszkę. Choć może w przypadku Evertonu, który podejmie Fulham, można raczej chyba mówić o prestiżu, bo gracze z Goodison mają szansę zakończyć sezon wyżej niż lokalny rywal, Liverpool. Mecz zapowiada się ciekawie i możemy zobaczyć kawałek dobrego futbolu. Oba zespoły należą bowiem do elity angielskich średniaków i w niejednej lidze walczyłyby o czołowe lokaty. Faworytem są raczej „The Toffees”, którzy grają u siebie, a w ostatnią niedzielę sprawili, że wyścig o mistrzostwo nadal trwa, remisując na Old Trafford. Jutro David Moyes nie będzie mógł wykorzystać umiejętności Rodwella, ale być może do gry wróci Baines. Za to wśród braków Martina Jola należy wymienić Grygerę, Sidwella i Ruiza. Swansea podejmie natomiast zdegradowany już Wolverhampton. Trudno sobie wyobrazić inny wynik niż wygraną gospodarzy, którzy momentami zachwycają, a przeciwnicy tylko rozczarowują. Jutro na dodatek Terry Connor nie może skorzystać z usług Craddocka, Hennesseya, O’Hary i Bassonga, za to w obozie Swansea osłabienia są mniejsze – Agustien, Bodde, Tate.
Ostatni mecz sobotni, o 18:30, również nie będzie walką o nic wielkiego. Przynajmniej jeśli chodzi o miejsca w tabeli, bo w przypadku porażki z Norwich Liverpool może wypaść z pierwszej dziesiątki w tabeli, co dla tego klubu byłoby wielkim wstydem. Jeśli liverpoolczycy przegrają na Carrow Road, to na pewno dadzą się dogonić jutrzejszym rywalom. „The Reds” mają w tym sezonie pecha, nikt tak często jak oni (30 razy) nie obijał obramowania bramek rywali. Ani jutro, ani już w ogóle w tym sezonie Kenny Dalglish nie będzie mógł wystawić Lucasa oraz Charliego Adama. Dwóch zawodników na liście kontuzjowanych ma również Paul Lambert, a są to Tierney i Ayala.
W niedzielę oczy kibiców Premier League skupią się na Londynie. W stolicy rozegrane zostaną obydwa spotkania. Pierwsze z nich będzie nawet derbowe – Chelsea podejmie QPR. Ostatni raz, gdy coś takiego miało miejsce, obecny trener „The Hoops”, Mark Hughes, grał w ataku zespołu… ze Stamford Bridge. Było to w marcu 1996 roku, wróćmy jednak do teraźniejszości. Ta dla „The Blues” jest wspaniała, szczególnie po środowym awansie do finału LM. Wicemistrzowie Anglii wracają teraz do ligowej rzeczywistości i skład na QPR może raczej przypominać ten z Emirates Stadium niż Camp Nou, kiedy to Roberto Di Matteo zmienił aż ośmiu piłkarzy. Teraz Włoch ma problem ze środkowymi obrońcami. Zawieszony jest Branislav Ivanović, a kontuzjowani Cahill i Luiz. Jedyny zdrowy, John Terry, również nie jest całkowicie pozbawiony problemów i wcale nie chodzi o czerwoną kartkę w stolicy Katalonii, a pamiętny incydent z Loftus Road z października, gdy rzekomo obraził w rasistowski sposób Antona Ferdinanda. Ostateczne starcie obu panów w lipcu w sądzie, za to w niedzielę kolejne na boisku. Jedno takowe już się odbyło, wtedy nie było problemów, a jak będzie tym razem? Dla Chelsea będzie to ostatnia w tym sezonie szansa na derbowe zwycięstwo, na razie w siedmiu próbach nie udało się to ani razu. Wydaje się, że lepszej okazji nie mogła sobie wymarzyć, wszak QPR to najsłabsza drużyna w lidze, jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. W dodatku zawieszony Adal Taraabt, który ostatnio zapewnił „The Hoops” wygraną z Tottenhamem, ale później dostał czerwoną kartkę. Kontuzjowani są natomiast Faurlin oraz Dyer.
Już o 17:00 przeniesiemy się natomiast na White Hart Lane. Tam rozegra się nieco podobny do poprzedniego pojedynek, to znaczy zespół walczący o awans do Ligi Mistrzów podejmie drużynę bijącą się o utrzymanie. Tottenham zagra z Blackburn. „Rovers” to obecnie najpoważniejszy kandydat na dołączenie do „Wolves” i innych klubów w przyszłym sezonie Championship. Podopieczni Steve’a Keana mają trzy punkty straty do bezpiecznego miejsca i – na papierze – nie więcej niż trzy do zdobycia. Do końca sezonu zostały trzy kolejki, a Blackburn musi jeszcze jechać na Stamford Bridge. Punktów musi więc szukać i jutro w północnym Londynie, a może sprawić niespodziankę, przeciwnik bowiem gra ostatnio słabo. „Spurs” z poprzednich czterech meczów zaledwie jeden zremisowali, resztę przegrali, strzelili zaledwie dwa gole. Kryzys trwa jednak praktycznie od przegranych 2:5 derbów z Arsenalem, pociąg do stacji Champions League zaraz odjeżdża i jeśli „Koguty” chcą na niego zdążyć, to muszą się pospieszyć. W niedzielę zadanie mogą utrudnić kontuzje takich graczy, jak: Assou-Ekotto, Kranjcara, Huddlestone’a i Dawsona. Wśród ekipy gości problemy zdrowotne ma natomiast tylko Grant Hanley.
W poniedziałek za to emocje sięgną zenitu. O 21:00 Etihad Stadium będzie świadkami derbów Manchesteru, które dużo rozstrzygną w kwestii tegorocznego mistrzostwa Anglii. Taki mecz zasługuje oczywiście na osobną zapowiedź, która pojawi się jutro.
Kolejne dni staną natomiast pod znakiem odrabiania zaległości. We wtorek o 20:45 rozegrane zostaną dwa spotkania drużyn ze środka tabeli. Liverpool podejmie Fulham, a Everton pojedzie do Stoke. W środę natomiast będziemy dużo mądrzejsi w kwestii awansu do eliminacji Ligi Mistrzów. O 21:00 Bolton zagra u siebie z Tottenhamem, a kwadrans wcześniej rozpocznie się hit na Stamford Bridge, w którym Chelsea powalczy o punkty z Newcastle United.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
W angielskiej ekstraklasie na trzy kolejki przed końcem sezonu praktycznie nic nie jest pewne. Znamy jak do tej pory tylko jedną drużynę, która opuści szeregi Premier League, ale poza tym wszystko na wszystkich innych frontach jest jeszcze możliwe.
Zacznijmy jednak nietypowo, bo jutro o 13:30 zakończy się sezon zasadniczy w Championship, a również nie wszystko jest jeszcze jasne. Do Premier League awansowało już Reading, a do League One spadły Portsmouth, Coventry i Doncaster. Trwa jednak walka pomiędzy Southampton i West Hamem o drugie miejsce premiowane również bezpośrednim awansem. Na razie zajmują je „Święci”, którzy podejmą zdegradowane już Coventry, i jeśli wygrają, to zapewnią sobie promocję. W przypadku straty punktów do gry wchodzą „Młoty”, które podejmują Hull. Jeśli Southampton przegra, to podopiecznym Sama Allardyce’a wystarczy tylko zwycięstwo, jeśli natomiast na St Mary’s padnie remis bezbramkowy, to londyńczycy muszą wygrać co najmniej trzema, a jeśli bramkowy – czterema golami. Przegrany będzie o awans bił się w rozgrywkach play-off, w których pewne miejsce mają również Blackpool i Birmingham. O szóstą lokatę walczą natomiast Cardiff (zagra z Crystal Palace) i Middlesborough (zmierzy się z Watfordem). Walijskiemu zespołowi w praktyce wystarczy remis, jeśli natomiast przegra, to trzy oczka podopiecznych Mowbraya pozwolą im wyprzedzić rywali.
Derby Chelsea z QPR są ciekawe nie tylko z piłkarskich powodów (fot. Skysports.com)
Wróćmy na szczebel najwyższy. 36. kolejka rozpocznie się w sobotę o 16:00 i tradycyjnie o tej porze rozegranych zostanie najwięcej meczów, a w korespondencyjnych pojedynkach zespoły powalczą przede wszystkim o prawo startu w Lidze Mistrzów oraz utrzymanie.
I tak, na Britannia Stadium Stoke podejmie Arsenal. „Kanonierzy” po dwóch meczach u siebie, w których zdobyli tylko punkt, nieco wydłużyli sobie łatwą wydawałoby się drogę do trzeciego miejscu. Obecnie podopieczni Wengera mają tylko trzy punkty przewagi nad Newcastle i jeden mecz rozegrany więcej, a o zachowanie takiej przewagi nie będzie łatwo, nikt nie lubi grać z drwalami Tony’ego Pulisa, i to na ich terenie. Co prawda „Garncarze” nie walczą już w tym sezonie o nic (choć czysto teoretycznie nie są jeszcze pewni utrzymania, ale to byłaby katastrofa, gdyby spadli), jednak przecież nie położą się przed rywalem. Dość mocno osłabionym, dodajmy. Do od dawna kontuzjowanych Wilshere’a i Mertesackera dołączyli bowiem niedawno Arteta i Walcott, natomiast tajemniczy wirus zaatakował Diaby’ego i Rosicky’ego. Ten drugi już się wyleczył, ale występ Francuza stoi pod znakiem zapytania. Wraca za to Yossi Benayoun. Stoke nie ma takich problemów, kontuzjowany jest jedynie Wilkinson, do pełni formy po kontuzji dochodzi jeszcze Pennant, ale będzie mógł zagrać.
O tej samej porze Wigan zagra z Newcastle. „Sroki”, które odniosły sześć zwycięstw z rzędu i awansowały na czwarte miejsce w tabeli, będą oczywiście faworytem tego spotkania, ale wcale nie murowanym. I niech nikogo nie zmyli 17. miejsce „Latics”, którzy nadal walczą o utrzymanie, bo ta drużyna ostatnio również należy do najlepszych w lidze, choć tydzień temu potknęła się na Craven Cottage. Piłkarze Newcastle muszą jednak z DW Stadium przywieźć trzy punkty, jeśli chcą zagrać w LM, bo później czekają ich zadania już tylko trudniejsze. O tym jednak następnym razem, a jeśli wrócimy do jutrzejszego pojedynku, to Alan Pardew nie będzie mógł w nim skorzystać z Lovenkrandsa, Vuckicia, Stevena Taylora i Sammy’ego Ameobiego, nie wiadomo też co z Obertanem, Guthriem i Marveaux. Roberto Martinez ma nieco mniej zmartwień, kłopoty zdrowotne wykluczają z gry tylko Ronniego Stama, choć niepewny jest też występ Di Santo oraz Rodallegi.
O utrzymanie walczy również Bolton. Przed zeszłą sobotą sytuacja „Kłusaków” była zła, teraz już bardzo się polepszyła, przede wszystkim dzięki wtorkowemu zwycięstwu nad Aston Villą. Podopieczni Coyle’a potrzebują już tylko punktu, żeby wydostać się ze strefy spadkowej, a mają jeden mecz więcej do rozegrania niż wszyscy bezpośredni rywale. Na Stadium of Light „Wanderers” mogą pokusić się choćby o punkt, bo Sunderland od wspaniałego meczu na Etihad Stadium nie wygrał, a nawet nie strzelił gola, choć przegrał tylko raz. W obu zespołach natomiast listy kontuzjowanych nie należą do najkrótszych. W obozie gospodarzy znajdują się na niej Larsson, Richardson, Brown, Angeleri i Bramble, z czasem walczy kapitan Lee Cattermole, a zawieszony jest Craig Gardner. Za to wśród gości można tam znaleźć nazwiska Ricardo Gardnera, Mersa, Lee i Holdena, a po meczu z Aston Villą nie najlepiej czują się Miyaichi, Mark Davies i Eagles, natomiast Pratley być może powróci już po chorobie.
Właśnie, Aston Villa. Klub bardzo przed sezonem osłabiony, ale mimo to niewielu myślało, że będzie do końca drżał o ligowy byt. A tak w istocie, po porażce u siebie z Boltonem, jest. Jak widać, natura nie lubi pustki, po odpadnięciu z wyścigu o utrzymanie „Wolves” zaraz włączyli się do niego „Villans”. Jutro pojadą do West Bromwich, które po wygranej na Anfield awansowało na 10. miejsce i walczy też tylko o to, gdzie po zakończeniu rozgrywek wpiszą je statystycy. To jednak gospodarze będą faworytami, wszak podopieczni McLeisha nie wygrali w lidze od półtora miesiąca, a na wyjeździe od 21 stycznia. Wielkim wzmocnieniem będzie natomiast dla nich powrót po dwuipółmiesięcznej przerwie Richarda Dunne’a. W ten sposób poza grą pozostają obecnie tylko Delph i Bent, choć nie do końca wiadomo, co ze zdrowiem Irelanda i Collinsa. Roy Hodgson nie będzie mógł skorzystać z Gery, Morrisona i Reida.
W dwóch ostatnich spotkaniach zaplanowanych na 16:00 drużyny będą grały już raczej o pietruszkę. Choć może w przypadku Evertonu, który podejmie Fulham, można raczej chyba mówić o prestiżu, bo gracze z Goodison mają szansę zakończyć sezon wyżej niż lokalny rywal, Liverpool. Mecz zapowiada się ciekawie i możemy zobaczyć kawałek dobrego futbolu. Oba zespoły należą bowiem do elity angielskich średniaków i w niejednej lidze walczyłyby o czołowe lokaty. Faworytem są raczej „The Toffees”, którzy grają u siebie, a w ostatnią niedzielę sprawili, że wyścig o mistrzostwo nadal trwa, remisując na Old Trafford. Jutro David Moyes nie będzie mógł wykorzystać umiejętności Rodwella, ale być może do gry wróci Baines. Za to wśród braków Martina Jola należy wymienić Grygerę, Sidwella i Ruiza. Swansea podejmie natomiast zdegradowany już Wolverhampton. Trudno sobie wyobrazić inny wynik niż wygraną gospodarzy, którzy momentami zachwycają, a przeciwnicy tylko rozczarowują. Jutro na dodatek Terry Connor nie może skorzystać z usług Craddocka, Hennesseya, O’Hary i Bassonga, za to w obozie Swansea osłabienia są mniejsze – Agustien, Bodde, Tate.
Ostatni mecz sobotni, o 18:30, również nie będzie walką o nic wielkiego. Przynajmniej jeśli chodzi o miejsca w tabeli, bo w przypadku porażki z Norwich Liverpool może wypaść z pierwszej dziesiątki w tabeli, co dla tego klubu byłoby wielkim wstydem. Jeśli liverpoolczycy przegrają na Carrow Road, to na pewno dadzą się dogonić jutrzejszym rywalom. „The Reds” mają w tym sezonie pecha, nikt tak często jak oni (30 razy) nie obijał obramowania bramek rywali. Ani jutro, ani już w ogóle w tym sezonie Kenny Dalglish nie będzie mógł wystawić Lucasa oraz Charliego Adama. Dwóch zawodników na liście kontuzjowanych ma również Paul Lambert, a są to Tierney i Ayala.
W niedzielę oczy kibiców Premier League skupią się na Londynie. W stolicy rozegrane zostaną obydwa spotkania. Pierwsze z nich będzie nawet derbowe – Chelsea podejmie QPR. Ostatni raz, gdy coś takiego miało miejsce, obecny trener „The Hoops”, Mark Hughes, grał w ataku zespołu… ze Stamford Bridge. Było to w marcu 1996 roku, wróćmy jednak do teraźniejszości. Ta dla „The Blues” jest wspaniała, szczególnie po środowym awansie do finału LM. Wicemistrzowie Anglii wracają teraz do ligowej rzeczywistości i skład na QPR może raczej przypominać ten z Emirates Stadium niż Camp Nou, kiedy to Roberto Di Matteo zmienił aż ośmiu piłkarzy. Teraz Włoch ma problem ze środkowymi obrońcami. Zawieszony jest Branislav Ivanović, a kontuzjowani Cahill i Luiz. Jedyny zdrowy, John Terry, również nie jest całkowicie pozbawiony problemów i wcale nie chodzi o czerwoną kartkę w stolicy Katalonii, a pamiętny incydent z Loftus Road z października, gdy rzekomo obraził w rasistowski sposób Antona Ferdinanda. Ostateczne starcie obu panów w lipcu w sądzie, za to w niedzielę kolejne na boisku. Jedno takowe już się odbyło, wtedy nie było problemów, a jak będzie tym razem? Dla Chelsea będzie to ostatnia w tym sezonie szansa na derbowe zwycięstwo, na razie w siedmiu próbach nie udało się to ani razu. Wydaje się, że lepszej okazji nie mogła sobie wymarzyć, wszak QPR to najsłabsza drużyna w lidze, jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. W dodatku zawieszony Adal Taraabt, który ostatnio zapewnił „The Hoops” wygraną z Tottenhamem, ale później dostał czerwoną kartkę. Kontuzjowani są natomiast Faurlin oraz Dyer.
Już o 17:00 przeniesiemy się natomiast na White Hart Lane. Tam rozegra się nieco podobny do poprzedniego pojedynek, to znaczy zespół walczący o awans do Ligi Mistrzów podejmie drużynę bijącą się o utrzymanie. Tottenham zagra z Blackburn. „Rovers” to obecnie najpoważniejszy kandydat na dołączenie do „Wolves” i innych klubów w przyszłym sezonie Championship. Podopieczni Steve’a Keana mają trzy punkty straty do bezpiecznego miejsca i – na papierze – nie więcej niż trzy do zdobycia. Do końca sezonu zostały trzy kolejki, a Blackburn musi jeszcze jechać na Stamford Bridge. Punktów musi więc szukać i jutro w północnym Londynie, a może sprawić niespodziankę, przeciwnik bowiem gra ostatnio słabo. „Spurs” z poprzednich czterech meczów zaledwie jeden zremisowali, resztę przegrali, strzelili zaledwie dwa gole. Kryzys trwa jednak praktycznie od przegranych 2:5 derbów z Arsenalem, pociąg do stacji Champions League zaraz odjeżdża i jeśli „Koguty” chcą na niego zdążyć, to muszą się pospieszyć. W niedzielę zadanie mogą utrudnić kontuzje takich graczy, jak: Assou-Ekotto, Kranjcara, Huddlestone’a i Dawsona. Wśród ekipy gości problemy zdrowotne ma natomiast tylko Grant Hanley.
W poniedziałek za to emocje sięgną zenitu. O 21:00 Etihad Stadium będzie świadkami derbów Manchesteru, które dużo rozstrzygną w kwestii tegorocznego mistrzostwa Anglii. Taki mecz zasługuje oczywiście na osobną zapowiedź, która pojawi się jutro.
Kolejne dni staną natomiast pod znakiem odrabiania zaległości. We wtorek o 20:45 rozegrane zostaną dwa spotkania drużyn ze środka tabeli. Liverpool podejmie Fulham, a Everton pojedzie do Stoke. W środę natomiast będziemy dużo mądrzejsi w kwestii awansu do eliminacji Ligi Mistrzów. O 21:00 Bolton zagra u siebie z Tottenhamem, a kwadrans wcześniej rozpocznie się hit na Stamford Bridge, w którym Chelsea powalczy o punkty z Newcastle United.