Mecz pomiędzy Widzewem Łódź i Arką Gdynia zakończył się bezbramkowym remisem. Na pochwały zasłużyli wyłącznie bramkarze obu drużyn, którzy kilka razy popisywali się świetnymi interwencjami.
Arka była bliska strzelenia bramki w 13. minucie spotkania. Ervin Skela znalazł się w sytuacji sam na sam z Maciejem Mielcarzem, lecz golkiper Widzewa wykazał się dobrym refleksem. Chwilę później łódzkiego bramkarza przetestował Paweł Zawistowski, lecz Mielcarz ponownie popisał się dobrą interwencją. Przewaga gdynian nasilała się i można powiedzieć, że początek pierwszej połowy to niemal hokejowy zamek w wykonaniu arkowców.

Widzew przebudził się w 28. minucie. Strzał Riku Riskiego nie zrobił większego wrażenia na Marcelu Morettim, lecz kolejny strzał Fina kilka minut później sprawił golkiperowi gości ogromne problemy. Później gola szukali jeszcze Mingaudas Panka i Nika Dzalamidze, lecz pierwszą połowę śmiało można podsumować określeniem: koncert golkiperów.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli łodzianie, lecz mimo licznych akcji dogodnych sytuacji podbramkowych nie oglądaliśmy. Z biegiem czasu tempo meczu spadało, a gra toczyła się głównie w środkowych sektorach boiska. Występująca po raz pierwszy pod opieką Frantiska Straki, Arka Gdynia nie potrafiła znaleźć sposobu na zbudowanie choćby jednej akcji, po której Maciej Mielcarz miałby okazję do kolejnej interwencji. Z kolei Marcelo Moretto wciąż musiał być w pełni skoncentrowany, gdyż widzewiacy co pewien czas testowali jego czujność. Efektów bramkowych jednak nie było i mecz ostatecznie zakończył się bezbramkowym remisem.











