Przystawką do sobotniego dania głównego Bundesligi było spotkanie Borussii Moenchengladbach, która podejmowała Schalke Gelsenkirchen. Borussia-Park od zawsze była twierdzą trudną do podbicia. Udawało się to jedynie nielicznym, a przed meczem mało kto wierzył, że piłkarze w niebieskich trykotach będą w stanie napsuć wiele krwi „Źrebakom”, i to na ich własnym terenie.
Nikogo nie zdziwiło, że to gospodarze od początku ruszyli do ataku. Pierwszą dogodną okazję do strzelenia gola miał Juan Arango, który w idealnej dla siebie pozycji wykonywał stały fragment gry. Strzał z 6. minuty zostanie jednak wpisany tylko do statystyk uderzeń, które leciały w światło bramki, ponieważ nie sprawił większego problemu Fahrmannowi. Oblężenie bramki gości nasilało się z każdą kolejną upływającą minutą, jednak na posterunku stał albo bramkarz, albo Felipe Santana. Były piłkarz Borussii Dortmund znakomicie zażegnywał wszelkie zagrożenia.
Pomysłem Jensa Kellera były zabójcze kontrataki. Pierwszy z nich wyprowadzono w 12. minucie, kiedy znakomitą okazję w polu karnym zmarnował Uchida, nie trafiając nawet w ter Stegena. Najbliżej otwarcia wyniku był po wzorcowej kontrze Boateng, jednak po dośrodkowaniu był ciągnięty za rękę. Młodszy brat musnął piłkę, ale sędzia wskazał na jedenasty metr. Do rzutu karnego podszedł Farfan. Młody gwiazdor S04 nie pomylił się, choć golkiper „Źrebaków” wyczuł jego intencje i zdążył z interwencją, jednak futbolówka przełamała mu ręce i zatrzepotała w siatce.
Po strzeleniu gola Schalke nie cofnęło się do jeszcze głębszej obrony, tylko jeszcze pewniej ruszyło na bramkę strzeżoną przez golkipera, którym według mediów interesuje się Barcelona. Pewność siebie zemściła się w 25. minucie. Solidny Santana nie zdążył zablokować uderzenia Raffaela, który pięknym uderzeniem pod poprzeczkę sprzed pola karnego doprowadził do remisu. Każda kolejna pomyłka Brazylijczyka wzbudzała na stadionie wielki aplauz.
120 sekund później w polu karnym „Niebieskich” znakomicie znalazł się Stranzl, który ubiegł obrońcę i strzałem głową chciał pokonać Fahrmanna. Ten jednak był na posterunku i pewnie sparował piłkę do boku. Bardzo ofensywnie nastawiony był dzisiaj Atsuto Uchida, który co rusz meldował się pod polem karnym „Die Fohlen”. Niestety, poza pierwszym dośrodkowaniem najczęściej podawał do piłkarzy w białych strojach.
W końcówce pierwszej odsłony spotkania bliski trafienia do siatki był Kruse, lecz jego uderzenie zablokował Benedikt Hoewedes. Obrońca S04 interweniował tak niefortunnie, że piłka odbiła mu się od ręki, co zauważył rozjemca dzisiejszego meczu. Fahrmann był w tej sytuacji bez szans, a Max Kruse trafił zanotował ósmego gola w tym sezonie.
Druga połowa rozpoczęła się równie obiecująco. Piłka po raz czwarty wpadła do siatki już siedem minut po gwizdku sędziego, ale boczny arbiter dopatrzył się pozycji spalonej. Kibice zaczęli się cieszyć, jak się okazało, całkiem słusznie. Raffael nie był na ofsajdzie, bo w chwili podania stał w jednej linii z Uchidą. Bliski podwyższenia wyniku kilkadziesiąt sekund później był Patrick Herrmann, który celował w prawe okienko bramki Fahrmanna. 25-latek wyciągnął się jak struna i po raz kolejny w ekwilibrystyczny sposób uratował drużynę przed utratą gola.








