Louisa Van Gaala przygoda z Bayernem Monachium dobiegła końca. Dla jednych – przedwcześnie, dla wielu – zbyt późno. Zdaje się, że Holender przekombinował i przegrał sam ze sobą, wierząc, że mistrzowska kadra z zeszłego sezonu bez większych zmian poradzi sobie i w tym. Niespodzianka – nie zdołała. A kolejne roszady w składzie przyniosły efekt odwrotny do zamierzonego…
I tak, na niedzielnej konferencji prasowej, podczas ogłoszenia decyzji o zwolnieniu trenera, prezydent Bayernu Monachium, Uli Hoeness, suchej nitki na Van Gaalu nie pozostawił. Panowie od dłuższego czasu nie potrafili znaleźć wspólnego języka, zwłaszcza w kwestii transferów, a ostatnio ich niechęć do siebie przerodziła się w cały konflikt. Nic dziwnego – kto dobrze zna Bayern Monachium, klubowe tradycje i tamtejszą hierarchię – doskonale wie, że jeśli ktoś chce pozbawić Uliego Hoenessa decydującego słowa w klubie albo jest chory psychicznie, albo zwyczajnie życie już mu niemiłe. Louis Van Gaal był widać tak zapatrzony w siebie, że tej podstawowej prawdy zwyczajnie nie dostrzegł. Hoeness i tak całkiem długo wytrzymał, ale kiedyś w końcu miarka się przebrała i wyrzucił z siebie wszystko, co od dawna leżało mu na sercu.
– Całe to g… zaczęło się właśnie wtedy, kiedy posadził Butta na ławce. Temat Manuela Neuera bez niego nigdy nie wywołałby tu takich emocji, nie mielibyśmy też problemów z najwierniejszymi kibicami. A to że piłkarze stali za nim murem, to zwykła bajka – grzmiał na temat byłego trenera Bayernu Uli wśród dziennikarzy. I zdaje się, że naprawdę miał rację. Zawodników z Monachium gra już od dawna nie cieszy, Hoeness twierdzi nawet, że bali się swojego trenera. Zmęczeni filozofią holenderskiego szkoleniowca („u mnie nikt nie ma pewnego miejsca w składzie”) przestali się angażować. Na własne życzenie odpadli z Ligi Mistrzów, zajmują słabe, czwarte miejsce w tabeli… Fatalna od zawsze defensywa tym razem rozpadła się w drobny mak, ofensywa tymczasem szwankuje niczym stary, holenderski wiatrak.
Czy tak musiało być? Nie, oczywiście, że nie. Ale z powodu fatalnej kontuzji zabrakło w tym sezonie jedynego pracowitego piłkarza w Bayernie, Ivicy Olicia, przez uraz prawie przez pół roku nie grał też Robben, a jego zerwany mięsień stał się przyczyną kłótni na linii Bayern – Holenderski Związek Piłki Nożnej. Jedna z zeszłorocznych gwiazdek – wynaleziony przez Van Gaala Holger Badstuber – tym razem jest kompletnie bez formy, inni obrońcy, wcale nie najpewniejsi, choć od Badstubera zapewne lepsi, bo bardziej doświadczeni – stopniowo popadali w coraz większy konflikt z trenerem. Zmiana w bramce na młodego i nieogranego Thomasa Krafta pewności nikomu nie dodała, Bastian Schweinsteiger gra poniżej czyichkolwiek oczekiwań, a wściekły Miroslav Klose okupuje ławkę rezerwowych i tylko w reprezentacji może jeszcze przypomnieć sobie, jak wygląda prawdziwa gra w piłkę. Jedynym piłkarzem, który w tym sezonie prezentuje się w miarę dobrze, jest Mario Gomez, choć i on, odkąd zmienił uczesanie, przestał zadziwiać formą. Czy dało się to wszystko przewidzieć? Pewnie nie, chociaż dobry trener powinien być przygotowany na każdą ewentualność. Louis Van Gaal najwyraźniej nie był.








